poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Diatom "Low Light" (recenzja)

Gdański zespół Diatom szerszej publiczności dał się poznać cztery lata temu za sprawą albumu "Sól", choć fundamenty pod ich unikatowe brzmienie położyła już wcześniejsza, imienna EP-ka z 2019 roku. Ich najnowsze dzieło, "Low Light", to jednak coś więcej niż prosta kontynuacja. To nowy, potężny rozdział, który stawia zespół w awangardzie polskiej sceny niezależnej. Warto nadstawić uszu, bo Diatom ma wszelkie argumenty, by mocno namieszać w krajowym post-metalu. "Low Light" to album zawieszony pomiędzy industrialnym chłodem a post-metalowym żarem. To równocześnie pierwsze wydawnictwo grupy nagrane w całości w języku angielskim, co dodaje kompozycjom uniwersalnego, światowego sznytu.

Zarejestrowane w Osso Studio dzieło otwiera mroźne, niemal postapokaliptyczne uderzenie. Chłodna, sterylna elektronika przecina się tu ze schowanym za gęstą mgłą wokalem. Choć industrialny chłód stanowi tu istotny fundament – i momentami, jak w przypadku patentów z utworu "Silver", chciałoby się go jeszcze więcej – sercem płyty pozostaje duszna celebracja post-metalu. Jest onirycznie, melancholijnie, a chwilami brutalnie drapieżnie. W muzyce gdańszczan czuć pasję połączoną z nostalgią. Skład, który tworzą Michał Kulniew, Jakub Kolan, Marcin Szkiel i Bartłomiej Sokołowski, przypomina współczesnych szamanów odprawiających rytuał na zgliszczach starego świata. Brzmią ciężko i dynamicznie ("For Mercy"), emanując świeżą, wręcz pierwotną energią ("Below", "Met"), która mimo swojej siły pozostaje uwiązana w surowych objęciach gatunkowej dyscypliny. Centralnym punktem tej narracji jest Michał Kulniew. Wokalista i autor tekstów o niezwykłej plastyczności głosu, potrafiący przejść od intymnego szeptu do rozdzierającego, nihilistycznego krzyku.

Far away the rivers
Far away your rivers
I'm drifting there with hope in the boat sail

Kapela nie boi się wychodzić poza schemat. Doskonale obrazują to kompozycje "Until" oraz "The Northern Veil". Pierwsza z nich rozkręca się niespiesznie, wibrując wokół niemal kuglarskiego, niepokojącego motywu gitary. Ta hipnotyczna melodia zdaje się zapraszać do demonicznego tańca, podczas którego Kulniew woła do nas z oddali, jakby szukał innych ocalałych w tej dźwiękowej matni. "The Northern Veil" z kolei wyrasta na strzępach post-metalowej wrażliwości, niemal nihilizmu, w który snopy światła wpuszcza dopiero sekcja rytmiczna. Utwór stopniowo nabiera pędu, a solówkująca gitara Jakuba Kolana rewelacyjnie chowa się i wyłania spod gruzów ciężkiego instrumentarium. Tymczasem zupełnie inny, niemal kinowy wymiar przynosi "Everlasting". Otwarcie utworu budzi natychmiastowe skojarzenia z dusznością "Diuny". Pustynny, gęsty nastrój budowany przez współpracę Kolana, Szkiela i Sokołowskiego to popis budowania napięcia. Kompozycja, początkowo depresyjna i nieoczywista, niczym kameleon przeobraża się w energetyczne, pulsujące granie.

Prawdziwą kulminacją stylu Diatom jest jednak "Riverbeds". To utwór rozpięty na progresywnej strukturze, po brzegi wypełniony nostalgią. Muzycy grają tu  ciężko, rozrywając spokój słuchacza gwałtownymi uderzeniami sekcji rytmicznej. W tym złowieszczym oceanie wokale brzmią wyjątkowo ponuro, dopełniając wizji świata, w którym zgasła ostatnia nadzieja. To jeden z najmocniejszych punktów płyty. Zachwyca intensywnością i drapieżnym, bezkompromisowym finałem. Zdradza też umiejętności muzyków Diatom do komponowania wielowątkowych, bardzo rozbudowanych utworów. Album zamyka się klamrą kompozycyjną, wracając tam, gdzie wszystko się zaczęło - do mrozu. Finałowy utwór, rytmicznie odmierzany przez charakterystyczny motyw, daje pole do popisu Kulniewowi, który brzmi tu niczym ocalały nawołujący żywych ze szczytu ruin. Subtelne klawiszowe zamknięcie stanowi idealną puentę nie tylko utworu, ale i całego wydawnictwa.

W sumie więc uważam, że "Low Light" to pozycja obowiązkowa dla słuchaczy poszukujących niezależnego, nastawionego na duże emocje grania. Słowa przejmują, muzyka przygnębia w sposób oczyszczający, a całość sprawia wrażenie idealnie skrojonego soundtracku do końca znanej nam rzeczywistości. Diatom udowadnia, że na gruzach można zbudować coś przerażająco pięknego.

Ocena: 9/10



Skład: Michał Kulniew (w), Jakub Kolan (g, ik), Marcin Szkiel (b), Bartłomiej Sokołowski (p) i gościnnie Dawid Gorgolewski (ik)

Tracklista:
1. Silver
2. For Mercy 
3. Until 
4. Below 
5. Everlasting 
6. Riverbeds 
7. Met 
8. The Northern Veil 
9. From Here

Kraj:
Polska

Produkcja:
Diatom

Gatunek:
Post Metal, Metal Progresywny

Rok wydania:
2026 

Podsumowując: "Słowa przejmują, muzyka przygnębia w sposób oczyszczający, a całość sprawia wrażenie idealnie skrojonego soundtracku do końca znanej nam rzeczywistości"

Konrad Sebastian Morawski

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz