środa, 2 kwietnia 2025

Wardruna "Birna" (recenzja)

Las jest miejscem pełnym tajemnic. To, co w nim dostrzegamy, jest tylko częścią natury lasu. Majestatycznego, nieprzeniknionego, prawdziwego. Las inspiruje i różne są wymiary tych inspiracji. Do tych najbardziej fascynujących z pewnością zaliczać będzie się album "Birna" norweskiej grupy Wardruna. To dzieło to wezwanie do dawnych praw natury. To poszukiwanie świata nieskażonego współczesnością - świata wolnego od technologii, czystego i niezmąconego toksyczną działalnością człowieka. To "Birna", o której dawno zapomnieliśmy.

Album charakteryzuje się mrocznym, przygnębiającym brzmieniem. Jest w nim coś bardzo przytłaczającego, a zarazem hipnotycznego. W dźwiękach tworzących każdy z dziesięciu utworów albumu "Birna" można zagłębić się zarówno w sensie wrażeń artystycznych, ale i pewnie o wiele bardziej w ramach głębokiego duchowego przeżycia. Słuchasz tego albumu i czujesz, że jesteś częścią lasu, o którym opowiada. Zmęczony oddech tytułowej niedźwiedzicy, rytm bicia jej serca i dotknięte upływem czasu futro, to części wstrząsająco dobrej kompozycji "Dvaledraumar". Piętnaście minut muzycznej opowieści o strażniczce lasu stanowi opus magnum w twórczości Wardruny. Fascynuje bogatą paletą instrumentów i mrocznych wokaliz, wywołuje dreszcze i kreuje poczucie obecności leśnych bóstw. Po wysłuchaniu tego utworu nic już nie będzie takie jak wcześniej. Fragmenty lasu zagnieżdżą się w słuchaczu na trwałe.
 
Właśnie na tym polega największa wartość albumu "Birna". To artystyczna kreacja dawnego lasu, etniczność i folk, prawda wydobywana na poziomie intrygujących dźwięków. Warto tu dodać, że Wardruna zarejestrowała materiał utrzymany w klimacie całkowicie nieprzystającym do współczesnego człowieka. Wszechstronna paleta etnicznych instrumentów buduje ten klimat, napełnia go swoją czystością i całkowitym odwróceniem się od czegoś, co współcześnie nazywamy modą. Muzyka Wardruny nie jest modna, nie ulega trendom, za to stając się artystyczną formą eksploracji dawno zapominanego świata. Na dystansie albumu usłyszymy takie instrumenty jak chociażby bukkehorn, langeleik, czy kantele. To instrumenty ludowe, charakterystyczne przede wszystkim dla skandynawskiej części świata. Budują one wyjątkową atmosferę albumu.
 
Kolejne utwory to muzyczne rytuały.

W tym spójnym, logicznie ze sobą powiązanym dziele, szczególnie wyróżnia się wcześniej wspomniana niezwykła kompozycja "Dvaledraumar". W pozostałej części albumu nie brakuje jednak innych zapadających w pamięć utworów. Wardruna nie stroni od momentów podniosłych, bardzo intensywnych na poziomie ludowych instrumentów i partii wokalno-chóralnych ("Ljos til Jord", "Himinndotter", "Skuggehesten", "Lyfjaberg"), choć najczęściej słyszymy tu formę etnicznego kultu, wcześniej wspomnianego muzycznego rytuału. Chodzi mi o przeważające na płycie utwory niepospieszne, balansujące pomiędzy obrzędową celebracją dźwięku, a wgryzającymi się pod skórę wokalizami. Pełno tu przestrzeni instrumentalnych, które dostojnym językiem norweskim często rozdziera Einar Selvik. Oprócz niego w części głosowej ważną rolę pełni chór, na ogół wpisujący się w etniczność Wardruny, choć miewa też niemalże demoniczne momenty ("Hertan"). Inną ważną, jakże obecną na krążku narratorką jest jego współautorka Lindy-Fay Hella.

W zawartości "Birna" nie brakuje też minimalizmu ("Jord til Ljos", "Hibjørnen"), a całe nagranie dodatkowo uszlachetniają liczne dźwięki zarejestrowane w naturze, takie jak świergot ptaków, trzeszcząca ściółka, czy szum wiatru. Przy każdym dźwięku utrzymuje tu się przygnębiające napięcie. Tak jakby natura wyrażała ból i tęsknotę. W muzyce zawartej na krążku "Birna" nie brakuje jednak siły i godności, jakimi charakteryzuje się strażniczka lasu, tytułowa niedźwiedzica. W sumie więc w tej muzycznej podróży - wzmocnionej w swej wymowie efektami uderzeń serca - łatwo o nostalgię, ale wymowa dzieła wydaje się bardziej skomplikowana. Prowadzi raczej do refleksji nad potęgą nieprzemijającej natury.

Jakie natomiast refleksje przywołuje "Birna"? To nie tylko album z muzyką. To podróż do tajemniczego lasu. To natura, która upomina się o swoich obrońców. Jest to bez wątpienia nagranie, które zostanie na długo w pamięci słuchaczy, tworząc poczucie obecności w dawno zapomnianym świecie. Muzycy Wardruny posługując się etnicznymi instrumentami zabierają do lasu, który często przygnębia, ale równocześnie hipnotyzuje. To - zagrana przez muzyków z rodowodem w ekstremalnym metalu - kreacja tego, który nieustannie się nam przygląda. W tym konkretnym przypadku: oczami niedźwiedzicy... kreacja muzycznych oddechów monumentalnego lasu.
 

Ocena: 8/10


_MEMOpozmroku
 

Skład:
Einar Selvik (bronselur, bukkehorn, flet, harfa, ip, kantele, langeleik, lira, moraharpa, neverlur, p, w), Lindy-Fay Hella (w), Eilif Gundersen (bronselur, bukkehorn, neverlur), John Stenersen (moraharpa), HC Dalgaard (w), Arne Sandvoll (w), Sondre Veland (w) oraz Iver Sandoy (w)

Tracklista:
1. Hertan
2. Birna                   
3. Ljos til Jord        
4. Dvaledraumar  
5. Jord til Ljos        
6. Himinndotter
7. Hibjørnen             
8. Skuggehesten   
9. Tretale              
10. Lyfjaberg

Produkcja:
Einar Selvik

Dystrybucja:
Sony Music

Kraj:
Norwegia

Rok wydania:
2025 

Gatunek: Folk, Ambient


Podsumowując: "W dźwiękach tworzących każdy z dziesięciu utworów albumu Birna można zagłębić się zarówno w sensie wrażeń artystycznych, ale i pewnie o wiele bardziej w ramach głębokiego duchowego przeżycia. Słuchasz tego albumu i czujesz, że jesteś częścią lasu, o którym opowiada"

Konrad Sebastian Morawski
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz