piątek, 4 kwietnia 2025

Na skróty PO ZMROKU, część 1: Malabriega, Rick Miller, The Far Cry

Na łamach Progresji Po Zmroku rozpoczynam cykl krótkich recenzji albumów wydanych w ostatnim czasie. W pierwszym rzucie udajemy się do Hiszpanii, a także za ocean, tj. do Kanady i do USA, choć dzięki strumieniom cyfrowej świadomości granice te możemy przekroczyć w oka mgnieniu. 
 

Malabriega "Frippada Andaluza"

Pochodząca z Sevilli kapela Malabriega po ośmiu latach wydała swój drugi album studyjny pt. "Frippada Andaluza". Krążek zawiera dziewięć utworów utrzymanych w charakterystycznej konwencji prog rockowej. Charakter to przede wszystkim made in Espania, bo w tegorocznych utworach Malabriegi słychać aż nadto tożsamość kultury hiszpańskiej. Na poziomie instrumentalnym szczególnie akcentuje to Manuel Soto ze swoją ludową "hiszpańską" gitarą. Dźwięki flamenco to nieodłączony element tego albumu. Do tego dochodzą słowa zaśpiewane w języku hiszpańskim. Niemniej mający coś bardzo estradowego w głosie wokalista Juan Castro nie wszystkim przypadnie do gustu. Natomiast andaluzyjskie przestrzenie instrumentalne mają w sobie dużo uroku. Daje się to szczególnie odczuć w utworach "Frippada Andaluza (La mar limpia)" i "Reflejo vacío". Zdarza się, że zespół przyłoży na instrumentach, ale bywa też usypiający. W zawartości "Frippada Andaluza" nie brakuje też typowo anglosaskich akcentów, przede wszystkim myślę tu o porozciąganych solówkach gitarowych w wykonaniu Joaquína Sainza i sporadycznie stosowanych efektach dźwiękowych. Całość brzmi zgrabnie, bardzo po hiszpańsku, nie ściga się z rodowodem prog rocka, próbując raczej przenieść standardy gatunku do swojej regionalnej rzeczywistości.  

Ocena: 7/10


Rick Miller "Perspective"

Niestrudzony kanadyjski kompozytor i multiinstrumentalista Rick Miller wydał już swój dziewiętnasty (!) album studyjny. Nie wydaje się, aby materiał zatytułowany "Perspective" wyróżniał się szczególnie w porównaniu do poprzednich, zaprezentowanych w ostatnich latach nagrań. To wciąż kunsztowny prog rock nieodporny na wpływy komputerowo tworzonego dźwięku. Tak oto w zawartości "Perspective" Rick Miller kreuje rozbudowane przestrzenie i tworzy mroczne brzmienie, choć akurat sekcja wokalna prezentuje się ciepło. To tak jakby dwa światy zderzyły się ze sobą, tzn. ponure dźwiękowe pejzaże rodem z filmów noir oraz narracja sięgająca klasyków rocka progresywnego. Zresztą Rick Miller przy okazji albumu "Perspective" nie kryje swoich inspiracji muzycznymi klimatami tworzonymi przez Pink Floyd, The Alan Parsons Project czy The Moody Blues w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku. Coś w tym jest. Album zawiera wiele kolorów: od łączenia elektroniki z rockową gitarą ("Atropy", "Wonderlust"), po prog rockowe standardy ubiegłego wieku ("Time Goes On", "Perchance To Dream", "One Of The Many"), ku rozbudowanym, wielowątkowym strukturom w stylu King Crimson ("The Lost Years"), a nawet dotykając folku ("She Of The Darkness") i psychodelii ("One Of The Many"). Dużo ciekawych dźwięków do odkrycia, kilka niezłych solówek gitarowych i trzymających się uszu efektów. Wysoka klasa, jak to zawsze u Ricka Millera. 

 Ocena: 7/10

The Far Cry "Once There Was"

Robert Hutchinson i Jeff Brewer to muzycy z przeszłością na scenie klasycznego rocka. Przed kilkoma laty postanowili tą przeszłość dogonić tworząc kapelę The Far Cry, której pierwszy duży album pt. "If Only..." spotkał się z dość chłodnym odbiorem. Cztery lata po wydania tego albumu zespół, w którym poza wspomnianymi grają także Chris Dabbo i Brendan Kinchla, powrócił z materiałem zatytułowanym "Once There Was". Album zawiera cztery rozbudowane kompozycje, w tym tytułową, która składa się z dwunastu części. Jest to solidna dawka nowego rocka progresywnego. W każdym razie inspiracje, które czerpie The Far Cry są aż nadto odczuwalne twórczością gigantów angielskiej sceny, dlatego trudno powiedzieć, że "Once There Was" to materiał odkrywczy. W wielowątkowych muzycznych strukturach słychać patenty, które zbudowały scenę nowego rocka progresywnego w Wielkiej Brytanii. Można by więc powiedzieć, że album stanowi pewien rodzaj tribute'u dla tej sceny, choć opowiada swoją własną historię. Z tego wrażenia na dwanaście minut odciąga kompozycja "Crossing Pangea" o nietypowej strukturze, serii świetnych improwizacji instrumentalnych i umiejętnie budowanym napięciu. W pozostałej części albumu muzykom The Far Cry zabrakło własnej tożsamości. 

Ocena: 6/10 


Konrad Sebastian Morawski

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz