Benthos przedstawia się światu. Kto po wysłuchaniu nowego albumu włoskiej kapeli uwierzy, że muzycy Benthos to ludzie z przeszłością w słynnej mediolańskiej The Giuseppe Verdi Conservatory of Music?
Wściekłe, agresywne, fragmentami wręcz brutalne brzmienie, to określenia, które stanowią ważną część tożsamości zespołu. Benthos na swoim drugim dużym albumie studyjnym, "From Nothing", potrafi tak mocno uderzyć po instrumentach, że generuje wrażenie jakbyśmy mieli do czynienia z ekstremalnymi odmianami metalu. Słychać tu mocne wpływy mathcore'u i hardcore'u, a ciężar niektórych riffów to nokaut zadawany raz za razem. Do tego frontman Gabriele Landillo wchodzi na schizofreniczną, całkowicie niekontrolowaną sekcję wokalną, zresztą umiejętnie łącząc ją z czystymi partiami, choć te brzmią niczym z pogranicza histerii i szaleństwa.
Wściekłe, agresywne, fragmentami wręcz brutalne brzmienie, to określenia, które stanowią ważną część tożsamości zespołu. Benthos na swoim drugim dużym albumie studyjnym, "From Nothing", potrafi tak mocno uderzyć po instrumentach, że generuje wrażenie jakbyśmy mieli do czynienia z ekstremalnymi odmianami metalu. Słychać tu mocne wpływy mathcore'u i hardcore'u, a ciężar niektórych riffów to nokaut zadawany raz za razem. Do tego frontman Gabriele Landillo wchodzi na schizofreniczną, całkowicie niekontrolowaną sekcję wokalną, zresztą umiejętnie łącząc ją z czystymi partiami, choć te brzmią niczym z pogranicza histerii i szaleństwa.
Benthos, jak sama nazwa wskazuje, to o wiele głębsza podróż, niż mogłoby się wydawać w pierwszym wrażeniu. Wszakże w tym rytualnym szale dzikich riffów gitarowych i partii perkusji oraz wykrzyczanych partii wokalnych nie brakuje też miejsca na łagodną i refleksyjną stronę twórczości zespołu, sięgającą subtelnych melodii i kołyszącego klimatu. To zderzenie dwóch światów - metalowej ekstremy i rocka - buduje tracklistę albumu "From Nothing". Usłyszymy tu mnóstwo niespodziewanych zwrotów akcji, a kapela całkowicie uwolniła się spod kontroli jakichkolwiek schematów i ograniczeń. Jej muzyka to metal progresywny, który potrafi brzmieć zarówno drapieżnie, jak również finezyjnie.
Na dystansie albumu usłyszymy dwanaście utworów, przy czym "It Starts" oraz "It Ends" to krótkie miniatury na otwarcie i zamknięcie dzieła. Dodatkowo album symbolicznie przedziela inna krótka kompozycja ("Recompose"), która niejako dzieli "From Nothing" na dwie części, tj. pierwszą, ciężką, bardzo metalową oraz drugą, bardziej misterną, niepozbawioną ciężaru, ale urozmaiconą. Kapela rozgrzewa się szybko. Po serii efektów i otwarciu utworu tytułowego w konwencji amerykańskiego klubu undergroundowego muzycy Benthos zasypują słuchacza serią mocnych uderzeń instrumentalnych. Sekcja w składzie Gabriele Papagni, Enrico Tripodi, Alberto Fiorani i Alessandro Tagliani nie bierze jeńców, choć przy tym muzyka Benthos nie traci szlachetności. Nawet w otoczeniu tornado riffów gitarowych i partii perkusji Włosi potrafią zaproponować serię zagrywek, które mocno zapisują się w pamięci, takich jak choćby "schodkowe" zwieńczenie na gitarze utworu tytułowego, efektowna przestrzeń w "Let Me Plunge" czy elektroniczne efekty w "Fossil".
Benthos to barbarzyńcy.
To określenie byłoby definicją albumu "From Nothing", gdyby miał się skończyć w połowie. Stań naprzeciw finałowych momentów "As a Cordyceps" albo zmierz się z taką muzyczną brzytwą jaką jest "Fossil" ...i strać głowę! Te niekontrolowane emocje, w kilku miejscach totalny chaos zamieniony w wybuch emocjonalnej elektrowni atomowej, pozostaną ze słuchaczem w drugiej części albumu. Pomimo, że kapela zaczyna się trochę oszczędzać i wyraźnie zwalnia po ostatnich dźwiękach "Recompose", to echo pierwszej części albumu tu i ówdzie będzie jeszcze wybrzmiewać. Przede wszystkim niełatwo będzie słuchaczom poskładać emocje po takim metalowym trzęsieniu ziemi, jakiego doświadczyli. Warto jednak pozostać z Benthos, bo w umownej drugiej części krążka Włosi zaczynają też czarować dźwiękiem.
Benthos to artyści.
Elektroniczne efekty w utworze "Recompose" powoli gasną. Poznajemy inne oblicze Benthos. Od utworu "The Giant Child" kapela przeistacza się znacznie rozszerzając muzyczną paletę swoich możliwości. Benthos dociera do prog metalowych korytarzy, nawiązując niekiedy do twórczości Tool, zarówno pod względem zawiłości utworów, jak również użytych tam środków muzycznego przekazu. Charakterystyczne riffy gitarowe, zmiany tempa, całkowita nieprzewidywalność i wylewający się z emocji wokal, to cechy budujące wybrane kompozycje Benthos ("The Giant Child", "To Everything", wcześniej też "As a Cordyceps"), które muszą przywołać skojarzenia z amerykańskimi wizjonerami metalu. Grupa, tworząc prog metalowe struktury, dociera też do minimalistycznych form ("Pure", "To Everything"), czasem przypominając o swoich skłonnościach do brutalnego brzmienia ("Pure", "Athletic Worms", "Perpetual Drone Monkeys"), na całej jednak płycie prezentując też kapitalne i niestandardowe wypuszczenia instrumentalistów.
Nie jest łatwo nadążyć za Benthos. Oparta na elektronicznych efektach kompozycja "Athletic Worms" brzmi dziwacznie, histerycznie, niczym odbezpieczony granat, który za chwilę eksploduje. Natomiast potężnie prezentuje się "Perpetual Drone Monkeys", numer, który płynnie przechodzi z intensywnej sekcji instrumentalnej do indywidualnych popisów muzyków, w międzyczasie docierając do metalowej awangardy spod znaku Solefald. Zagrany prawie na finał utwór "To Everything" jest jakby połączeniem wszystkich cech charakteru Benthos. Minimalistyczne subtelności mieszają się z dziwacznymi elektronicznymi zjazdami, schizofreniczne brzmienie rywalizuje z finezyjnymi przestrzeniami, a wokalista zapada na rożne stany wokalnej ekspresji. Muzyczne szaleństwo. Nieuchwytność. Energia. Gitarowe pociski.
Do tej muzycznej głębi, jaką tworzy Benthos, nie można podchodzić zero-jedynkowo. Na krążku "From Nothing" dzieje się naprawdę dużo, można czasem odnieść wrażenie, że zbyt dużo. Włosi zarejestrowali album, który za każdym razem sprawia wrażenie jakby był wyznaniem szaleńca, jego krzykiem oskarżycielskim na świat, którego nie rozumie. Czy tak brzmi proces dekompozycji człowieka? Krążkowi nie można odmówić charakteru, jednocześnie przeraża i zapada głęboko w pamięć. W sumie więc "From Nothing" to absolutna jazda bez trzymanki. To Benthos przedstawia się całemu światu.
Ocena: 9/10
_MEMOpozmroku Skład: Gabriele Landillo (w), Gabriele Papagni (g), Enrico Tripodi (g), Alberto Fiorani (b), Alessandro Tagliani (p), a także gościnnie Gaspare Renna (ip) Tracklista: 1. It Starts 2. From Nothing 3. Let Me Plunge 4. As a Cordyceps 5. Fossil 6. Recompose 7. The Giant Child 8. Pure 9. Athletic Worms 10. Perpetual Drone Monkeys 11. To Everything 12. It Ends Produkcja: Enrico Tripodi Dystrybucja: Inside Out Music Kraj: Włochy Rok wydania: 2025 | |
| Gatunek: Metal Progresywny, Hardcore, Mathcore, Techniczny Death Metal | |
Podsumowując: "Minimalistyczne
subtelności mieszają się z dziwacznymi elektronicznymi zjazdami,
schizofreniczne brzmienie rywalizuje z finezyjnymi przestrzeniami, a
wokalista zapada na rożne stany wokalnej ekspresji. Muzyczne szaleństwo.
Nieuchwytność. Energia. Gitarowe pociski"
Konrad Sebastian Morawski


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz