wtorek, 8 kwietnia 2025

Bright Ophidia "Quiet and Calm" (recenzja)

Przeszło pięćdziesiąt lat temu Robert Fripp przewidywał, że człowiek XXI wieku będzie charakteryzował się osobowością schizoidalną. Ta wizja, jakkolwiek ponura, spełnia się na naszych oczach. My wszyscy, ludzie XXI wieku, ulegamy różnym schizom, marniejemy, tkwiąc w środku chaosu. Dziś mierząc się z albumem białostockiej kapeli Bright Ophidia pt. "Quiet and Calm" mam wrażenie, że zespół próbuje zdefiniować tożsamość człowieka XXI wieku. W zawartej na tym krążku muzyce dzieje się tak dużo, tyleż rozmaitych emocji wylewa się z instrumentów i sekcji wokalnej, że trudno złapać oddech. Zapnijcie pasy. Etniczne wprowadzenie do tego albumu to tylko zasłona dymna. Bright Ophidia zasuwa na instrumentach bez opamiętania, w dzikim rytualnym szale, wzywając do siebie fanów mocnego grania.

Podobno w piekle istnieje specjalny krąg dla dusz, które za życia omijają dobrą muzykę. Jeżeli nie chcecie tam trafić, tak jak autor tego tekstu, to nadrabiajcie zaległości i sprawdźcie twórczość zespołu Bright Ophidia. Najlepiej od albumu "Quiet and Calm". Przyznaję się, czekając na tortury, że ja o tej kapeli dotąd nie słyszałem, a w jej dorobku znajdują się przecież cztery duże albumy. Piekło więc czeka. Najpierw chciałbym w pokucie napisać kilka słów o tym albumie, obok którego trudno przejść obojętnie. To dzieło wyraziste, mocne i dosadne.
 
Krążek zawiera dziesięć utworów, które paradoksalnie łączy schizoidalny klimat. Można sobie wyobrazić, że wiele dźwięków zagranych przez Bright Ophidia dzieje się w głowie człowieka, który za chwilę eksploduje. Na tym polega konceptualność tego dzieła. To stan świadomości człowieka XXI wieku, który zewsząd jest bombardowany rozmaitymi bodźcami. Nikt go nie przygotował do obrony. Walczy tylko tym, co posiada, czyli swoją własną świadomością - często nieprzygotowaną, słabą, całkowicie nieodporną na współczesność. To wrażenie potęguje sekcja wokalna w wykonaniu Adama Bogusłowicza, wspieranego w tej materii przez gitarzystę Przemysława Figiela. Wokal na krążku "Quiet and Calm" jest powalający, czyli dokładnie inaczej, niż rzecze jego tytuł - żadnej ciszy, żadnego spokoju! Bogusłowicz śpiewa, krzyczy, wrzeszczy, rzadziej wprowadza się w stany nostalgiczne (...a szkoda!). Jest zauważalny i silny. To mocny punkt tego krążka.

Ciszy! Nie potrzeba mi ciszy!

W warstwie instrumentalnej określenie "różnorodność" najlepiej oddaje z jakim rodzajem emocji przyjdzie zmierzyć się słuchaczowi. Różnorodność i metal to cechy wiodące albumu "Quiet and Calm". Muzycy Bright Ophidia poruszają się po wielu wyrazistych odcieniach metalu. Znalazło tu się miejsce na groove ("Survive"), industrial ("In Disguise", "Last Day", tytułowy "Quiet and Calm"), a nawet klimaty etno (niektóre partie "Anger"), czy też Djent ("Cold Embrance", "In Your Eyes") spod znaku takich współczesnych drapieżców metalu, jakimi jest chociażby angielska kapela Tesseract. Bright Ophidia gra ciężko, często ocierając się o metalową ekstremę i pozostawiając słuchacza na zgliszczach jego własnych wyobrażeń na temat mentalnej kondycji współczesnego człowieka. Riffy gitarowe i sekcja perkusyjna biją mocno, niekiedy wręcz nokautują. Świetnie brzmią solówki gitarowe ("Cold Embrace", "The Room", "Last Dat", "Run"). Kapela potrafi też wyraźnie zbliżyć się do nowych brzmień metalowych ("Silence I Have"), choć robi to z właściwym sobie drapieżnym charakterem. Tak naprawdę metal w jej wykonaniu to mikstura złożona z różnych gatunków metalu, czasem jakby kapela nie kontrolowała receptury, co tylko dodaje smaku albumowi "Quiet and Calm". To wszak metalowy żywioł.

W tym bardzo intensywnym materiale Bright Ophidia wygospodarowała też trochę miejsca na liryczną warstwę swojej twórczości. Białostoczanie nieczęsto zwalniają tempo swoich kompozycji, tak jakby przychodziło im to niechętnie. Tymczasem w mającym coś bardzo nostalgicznego w sobie, finałowym utworze "Rise", daje się usłyszeć kunszt muzyków w żonglowaniu dźwiękiem. W rytm tego utworu czuć, że coś tu się za chwilę wydarzy. Tak jakby "Rise" miał być mocnym zamknięciem albumu "Quiet and Calm", ale równocześnie zapowiedzią kolejnego wydawnictwa. Kompozycja łamie całą konwencję płyty. Można przy okazji odnieść wrażenie, że tych łamańców mogło być znacznie więcej, nie tylko w samym tempie utworów, ale też w zakresie przestrzeni instrumentalnych. Te, tak jak w utworze "Last Day" czy w fenomenalnym otwarciu utworu tytułowego, dodatkowo wzmacniają dobre wrażenie na temat muzyki Bright Ophidia. Przestrzeni, więcej przestrzeni!

Sumarycznie więc album "Quiet and Calm" to jazda bez trzymanki. Za aktualnym przesłaniem idzie mocna muzyka. To soundtrack do stanu emocjonalnego współczesnego człowieka. Spełniona przepowiednia, którą tworzą schizoidalna sekcja instrumentalna i niekontrolowana sekcja wokalna. Krążek brzmi spójnie i dosadnie, a każdy z instrumentalistów wyraźnie zaznaczył tu swoją obecność. Zatem wydaje mi się, że o Bright Ophidia jeszcze usłyszymy, choć już teraz kapela sprawiła, że powinno być o niej głośno. Przynajmniej na kolejne pięćdziesiąt lat. 

Ocena: 8/10


_MEMOpozmroku
 

Skład:
Przemysław Figiel (g, w), Cezary Mielko (p), Adam Bogusłowicz (w), Grzegorz Popławski (b), Marek Walczuk (g), a także gościnnie Krzysztof Murawski (efekty, ik, w), Marek Kubik (efekty, ik), Marek Papaj (instrumenty), Karolina Cicha (w), Julita Charytoniuk (w), Maria Żynel (w), Magdalena Wieremiejuk (w)


Tracklista:
1. Anger
2. Survive
3. In Disguise
4. Cold Embrace
5. In Your Eyes
6. The Room
7. Last Day
8. Quiet And Calm
9. Silence I Have
10. Rise

Produkcja:
Przemysław Figiel, Krzysztof Murawski

Dystrybucja:
Via Nocturna

Kraj:
Polska

Rok wydania:
2025 

Gatunek: Metal Progresywny


Podsumowując: "Krążek zawiera dziesięć utworów, które paradoksalnie łączy charakterystyczny, schizoidalny klimat. Można sobie wyobrazić, że wiele dźwięków zagranych przez Bright Ophidia dzieje się w głowie człowieka, który za chwilę eksploduje. Na tym polega konceptualność tego dzieła. To stan świadomości człowieka XXI wieku, który zewsząd jest bombardowany rozmaitymi bodźcami"

Konrad Sebastian Morawski


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz