czwartek, 9 kwietnia 2026

Sunn O))) "Sunn O)))" (recenzja)

W konfrontacji z nowym albumem Sunn O))) – pierwszym od siedmiu lat – trzeba mieć pełną świadomość skali tego przedsięwzięcia. Określenie "muzyka" w kontekście Amerykanów brzmi jak niedomówienie. To raczej fizyczne misterium dźwięku. Stephen O’Malley i Greg Anderson serwują nam brudną, radykalną kontemplację, zatopioną w gęstym smarze drone’u. Całość opiera się na nisko nastrojonych gitarach, bezlitosnych sprzężeniach i rezonansie, który wibruje w kościach. Na krążku zatytułowanym po prostu "Sunn O)))" duet osiągnął stadium ostateczne. Dalej rozciąga się już tylko absolutna cisza lub czysta entropia.

Po nietypowo długiej przerwie studyjnej, Sunn O))) zaskoczyło fanów przejściem pod skrzydła kultowej wytwórni Sub Pop Records. To właśnie tam Stephen O’Malley i Greg Anderson zarejestrowali swój dziesiąty album. Fundamentem koncepcyjnym krążka stała się proza Roberta Macfarlane’a (autora eseju "Is a River Alive?"), który przygotował również tekst do albumowej wkładki. Lektura słów Macfarlane’a rzuca światło na kaliber tego przedsięwzięcia. Autor operuje terminami takimi jak "katabaza", "maksimum lodowcowe", "front wysokiego ciśnienia", "sejsmiczność" czy "gwiezdna wydma". To nie są tylko metafory. To instrukcja obsługi dźwiękowego monolitu, z którym przychodzi nam się zmierzyć. Na tę soniczna katabazę składa się sześć kompozycji, tworzących łącznie prawie osiemdziesięciominutowy seans.

Zespół nie ograniczył się jednak do czystej teorii. Album oddycha naturą w sposób dosłowny: w strukturę utworów wpleciono dźwięki otoczenia, od szumu wiejskiego strumienia po industrialny warkot frezarki do pni. Skala produkcji poraża. Podobno każdy utwór został zbudowany z co najmniej 130 ścieżek audio gitary, co czyni ten album najbardziej gęstym i wielowarstwowym dziełem w dotychczasowej dyskografii duetu. Podkreślam "duetu". Tym razem Stephen O’Malley i Greg Anderson nie zaprosili nikogo do nagrań swojego albumu - inaczej niż to bywało w przeszłości - grając we dwójkę na basie, gitarze, pianinie i syntezatorze. Rezultat można określić jako fizyczne misterium dźwięku, choć niewykluczone, że większa część populacji po wysłuchaniu tego albumu, o ile w ogóle dotrwa do końca, całkowicie go skreśli.

Muzyka Sunn O))) jest piekielnie trudna. Zwłaszcza dziś, w epoce przebodźcowania, informacyjnego szumu i nieustannych fajerwerków, ich twórczość jawi się jako radykalne wyzwanie. Podczas gdy świat pędzi, Stephen O’Malley i Greg Anderson sięgają po gitary, które nie grają. One krzyczą. To dźwięk wyjęty z najgłębszych rewirów horroru. Riffowy walec rozjeżdża słuchacza. Raz. Drugi. Trzeci. Do skutku. Sunn O))) celebrują drone’owy minimalizm i mrok, który nie tylko przygnębia, ale wręcz oblepia. Jest ciężko i gęsto, niemal po lynchowsku. Gitara w ich rękach staje się narzędziem tortur i transcendencji zarazem – raz wierci w duszy, by za chwilę ciąć jak zardzewiały brzeszczot. Spotkanie z Sunn O))) to nie koncert. To bezlitosna lobotomia wykonana na naszych wyobrażeniach o tym, czym w ogóle może być muzyka.

Podział tego krążka na sześć osobnych utworów wydaje się czystą formalnością. To dzieło, które chłonie się w całości. Na przestrzeni kompozycji trwających od siedmiu do ponad osiemnastu minut rozpościera się gęsta, gitarowa mgła, rozpięta między doomową ciężkością a dronową transcendencją. Pozorna statyka jest pułapką. Dopiero maksymalne skupienie pozwala dostrzec subtelne pęknięcia w tej strukturze. Mowa o onirycznych klawiszach w "Glory Black", przywodzących na myśl niepokój kina Kubricka, czy kojących dźwiękach natury w "XXANN". Rezonans gitar faluje tu organicznie, narasta i wygasa niczym oddech olbrzyma. To Sunn O))) u szczytu formy, wracające do surowości sprzed ćwierćwiecza, ale zapraszające do tego rytuału również nowych słuchaczy. W tym hałasie kryje się dziwny spokój. Sunn O))) stworzyło katedrę ze sprzężenia, w której każdy przester jest modlitwą, a każda sekunda lekcją pokory wobec dźwięku.

Ocena: 9/10



Skład: Greg Anderson (b, g, ik, synth) i Stephen O'Malley (b, g, ik, synth)

Tracklista:
1. XXANN
2. Does Anyone Hear Like Venom?
3. Butch's Guns
4. Mindrolling
5. Everett Moses
6. Glory Black

Kraj:
USA

Produkcja:
Brad Wood, Greg Anderson, Stephen O'Malley

Dystrybucja:
Sub Pop Records

Gatunek:
Drone, Doom Metal

Rok wydania:
2026 

Podsumowując: "To Sunn O))) u szczytu formy, wracające do surowości sprzed ćwierćwiecza, ale zapraszające do tego rytuału również nowych słuchaczy. W tym hałasie kryje się dziwny spokój. Sunn O))) stworzyło katedrę ze sprzężenia, w której każdy przester jest modlitwą, a każda sekunda lekcją pokory wobec dźwięku"

Konrad Sebastian Morawski

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz