Dziś Laibach to już nie tylko antysystemowa nowa fala z robotniczego Trbovlje. To instytucja operująca w ramach estetyki prowokacyjnej i hermetycznej, a jednak paradoksalnie bliskiej mainstreamowi. Słuchacz wychowany na popkulturze może poczuć się tu nieswojo, a jednocześnie dziwnie znajomo. Zespół od lat przegląda się przecież w lustrze popu z lubością wykrzywiając jego odbicie. Najlepszym dowodem tej niegasnącej żywotności jest album "Musick", pierwsze w pełni autorskie dzieło studyjne od 2014 roku. To elektroniczny manifest, w którym zespół jawi się jako organizm niezwykle płodny, niemal nienasycony. Kolejne wydawnictwa grupy ukazują się z częstotliwością sugerującą, że ich machina nie zna pojęcia zmęczenia. "Musick" pozostaje przy tym jedną z ich najbardziej zaskakujących pozycji. Nazwanie go dyskotekowym nie byłoby dużym nadużyciem. Odnajdziemy tu mocne echa eurodance'u i synth-popu, podane jednak w typowy dla Słoweńców, przewrotny sposób.
piątek, 8 maja 2026
Laibach "Musick" (recenzja)
Dziś Laibach to już nie tylko antysystemowa nowa fala z robotniczego Trbovlje. To instytucja operująca w ramach estetyki prowokacyjnej i hermetycznej, a jednak paradoksalnie bliskiej mainstreamowi. Słuchacz wychowany na popkulturze może poczuć się tu nieswojo, a jednocześnie dziwnie znajomo. Zespół od lat przegląda się przecież w lustrze popu z lubością wykrzywiając jego odbicie. Najlepszym dowodem tej niegasnącej żywotności jest album "Musick", pierwsze w pełni autorskie dzieło studyjne od 2014 roku. To elektroniczny manifest, w którym zespół jawi się jako organizm niezwykle płodny, niemal nienasycony. Kolejne wydawnictwa grupy ukazują się z częstotliwością sugerującą, że ich machina nie zna pojęcia zmęczenia. "Musick" pozostaje przy tym jedną z ich najbardziej zaskakujących pozycji. Nazwanie go dyskotekowym nie byłoby dużym nadużyciem. Odnajdziemy tu mocne echa eurodance'u i synth-popu, podane jednak w typowy dla Słoweńców, przewrotny sposób.
środa, 6 maja 2026
Beyond The Event Horizon "Contact" (recenzja)
Prawdziwą duszą tego albumu jest elektronika, ale podana w sposób niemal sakralny. "Contact" wydaje się ulepiony z elektronicznych struktur, które przywodzą na myśl kubrickowską odyseję. Sterylną, a jednocześnie pełną ukrytego, przedwiecznego życia. Adam Kowalka, Paweł Michałowski i Jakub Puszyński występują tu w roli rockowych kapłanów, którzy pewnym krokiem weszli do elektronicznej świątyni, by odprawić rytuał na cześć nieskończoności. Ich muzyka to fascynująca fuzja ambientu, industrialu oraz space rocka. Gitary i perkusja celowo brudzą kosmiczny porządek krążka, nadając mu organicznego, momentami drapieżnego charakteru. To jak zderzenie zimnej technologii statku kosmicznego z tlenem i krwią ludzkiej obecności. W tym kosmicznym porządku, niczym głos z innego wymiaru, pojawia się Asia Malicka. Jej wokal w "Echo of L.O.O.T." jest jak nieuchwytny fantom – kokietujący, szeptany, wijący się wokół instrumentów niczym wąż. To głos, który nie śpiewa, lecz nawiązuje tytułowy kontakt, pozostawiając słuchacza w stanie permanentnej tęsknoty.
sobota, 25 kwietnia 2026
Na skróty PO ZMROKU, część 8: Hällas, Arnaud Bukwald, Clive Nolan
Skróty PO ZMROKU meldują się w Europie. Nasz pierwszy przystanek to Szwecja i zespół Hällas, który definicję słowa retro ma opanowaną do perfekcji. Grupa nagrała prawdopodobnie swoje opus magnum, czyli album "Panorama". Brzmiałby on jeszcze lepiej, gdyby jeden z rozbudowanych utworów zdecydowano się podzielić na kilka części. Więcej odwagi w sięganiu po nożyczki! Następnie przenosimy się do Francji, gdzie Arnaud Bukwald – wizjoner łączący rock, jazz i elektronikę – zaprasza nas na swoją planetę płytą "Mars Caravan". Choć nagrywa nad Sekwaną, mentalnie ewidentnie przebywa w innej galaktyce. Na koniec płyniemy przez kanał La Manche do Wielkiej Brytanii. Tam Clive Nolan prezentuje swoje spektakularne opera show. Album, który musi angażować armię dźwiękowych górników.
piątek, 24 kwietnia 2026
Richard Barbieri "Hauntings" (recenzja)
Mistrz dźwiękowego nastroju powraca. Po pięciu latach milczenia Richard Barbieri znów wciąga słuchaczy w głąb swojej surrealistycznej wyobraźni. Album "Hauntings" to hipnotyczna podróż przez krainę ambientu i wyrafinowanej elektroniki, w której artysta, wspierany przez uznanych instrumentalistów, wspina się w okolice szczytu swojej kompozytorskiej dojrzałości. To idealna ścieżka dźwiękowa do obrazu miasta tuż po zachodzie słońca. Album o zajmującym klimacie, precyzyjnie osadzony w intymnym kolażu nocnych emocji.
To przede wszystkim autorska deklaracja Barbieriego. Krążek dominuje dźwiękowy trans, w którym tradycyjne rockowe akcenty ustępują miejsca głębokim, elektronicznym teksturom. Barbieri, jako mistrz syntezatorów i sampli, zaprosił do współpracy ciekawy skład. Jego muzycy, co prawda występują tylko w wybranych, czasem pojedynczych utworach, ale zdążyli pozostawić swój ślad na "Hautings". Na perkusji usłyszymy Morgana Ågrena (Kaipa), na klawiszach Fredrika Hermanssona (ex-Pain of Salvation), a sekcję rytmiczną wzmacnia legendarny basista jazz-rockowy Percy Jones (Brand X). Skład uzupełnia włoski trębacz Luca Calabrese, którego instrument staje się tu kluczowym głosem. Zresztą obecność Jonesa i Calabrese nie jest przypadkowa. Obaj współpracowali z Barbierim przy jego poprzednich solowych dokonaniach, tworząc z nim niemal stały, artystyczny kolektyw.
wtorek, 10 marca 2026
Ulver "Neverland" (recenzja)
Pierwsze dźwięki albumu w utworze "Fear in a Handful of Dust" stanowią zaproszenie do świata ambientu, o którym zdążyliśmy już zapomnieć. To przestrzeń nasycona naturą, a jednocześnie mroczna i niepokojąca, niemal w duchu Davida Lyncha. Elektroniczne "bumerangi" i gęste płaszczyzny dźwięku budują absolutnie magnetyczny klimat. W tym dźwiękowym uniwersum czuć przedziwny kontrast: z jednej strony statyczność, z drugiej pośpiech cywilizacji, która pędzi nie wiadomo dokąd. Następnie "Elephant Trunk". Krótkie frazy tego utworu brzmią niczym muzyczna zapowiedź prozy Lovecrafta. Ulver świadomie eksploruje tu mrok. Utwór stopniowo pęcznieje, nabiera wibracji, a elektroniczne pasaże budzą echa kultowego "Hallways Of Always". To wielka, syntezatorowa podróż w głąb norweskiej duszy. Zespół wraca do estetyki, którą zdawał się pogrzebać krótko po premierze swojego opus magnum, odmienianego w tym tekście przez przypadki "Perdition City".
poniedziałek, 31 marca 2025
Ulver "Liminal Animals" (recenzja)
Cała ta nowoczesność męczy mnie bardziej, niż kiedykolwiek. Norwegowie trochę się do niej uśmiechają, bo wiele utworów tworzących album "Liminal Animals" mogliśmy usłyszeć w cyfrowych strumieniach długo przed premierą kompaktu. Nie można się od tego dziś odwrócić plecami. Zatem słuchałem. Regularnie też podziwiałem. Pod skórą czułem, że zespół szykuje się na coś wielkiego, ale też mrocznego i osobistego.
sobota, 14 stycznia 2023
Kalle Wallner "Voices" (recenzja)
Materiał składa się z siedmiu utworów rozpisanych na niecałe pięćdziesiąt minut muzyki. Jest to muzyka przede wszystkim gitarowa, oparta na wyrazistym rockowym brzmieniu, w niektórych częściach porozciągana w progresywnym stylu i nieodporna na liczne urozmaicenia, głównie elektronikę. Na krążku, oprócz głównego bohatera, występuje znany w prog rockowym środowisku, niedoszły perkusista Dream Theater Marco Minnemann, a także kolega Wallnera z RPWL Yogi Lang, którego na "Voices" nie usłyszymy jeśli chodzi o partie wokalne, ale przygotował część sekcji klawiszowej i efektów. Ponadto w dwóch utworach zaśpiewają znany z Subsignal Arno Menses ("Three") i małżonka Wallnera Tanyc ("Six").
poniedziałek, 27 grudnia 2021
Michał Łapaj "Are You There" (recenzja)
Na swoim pierwszym dużym albumie Michał Łapaj zaoferował słuchaczom dziesięć kompozycji rozpisanych na przeszło godzinę muzyki, której ramy można wystrugać z takich materiałów jak rock progresywny, elektronika i ambient. W każdym razie skala inspiracji muzyka znanego z Riverside jest szersza, co słychać w "Are You There", stąd też próby zdefiniowania tej płyty w oparciu o konkretne gatunki muzyczne nie będą oddawały całej prawdy. Jest to przede wszystkim świat Michała Łapaja, jego tęsknoty do analogowego brzmienia i jego klawiszowych wyobrażeń, które zdołał przekuć w dużą płytę. Poza klawiszowymi nie usłyszymy tu zbyt wielu innych klasycznych instrumentów (wyjątkiem jest perkusja), w kilku utworach odezwą się wokaliści, a całość można by określić elektronicznym nokturnem, gdyby nie muzyczne impulsy odpowiedzialne za wielowymiarowy charakter albumu. Trzeba jednak przyznać, że dominują tu przede wszystkim ponure wymiary tego charakteru.
sobota, 28 kwietnia 2018
Ulver "Sic Transit Gloria Mundi" (recenzja)
sobota, 15 kwietnia 2017
Ulver "The Assassination Of Julius Caesar" (recenzja)
Teraz słowa. Zabójstwo Juliusza Cezara w 44 roku przed naszą erą też wynikło z natury. Tyle, że nie z tej nieskazitelnej, czystej i niewinnej, ale z człowieczej, podatnej na nieprawości. Wszystko, co przedstawiają obrazy wewnątrz bookletu nowego albumu norweskiego Ulver pt. "The Assassination Of Julius Caesar", przedstawiają tak naprawdę naturę człowieka. Jej mroczną stronę, która domaga się rzucania innych na pożarcie dzikim zwierzętom. Damnatio ad bestias. Ta natura, wypełniona niezdrową chęcią dążeń i podbojów, skrzywieniami na temat człowieczeństwa, często prowadzi do samozagłady. Krew przelewana w imię idei, polityki, systemów religijnych, chorych ambicji, chęci posiadania. Nic się nie zmienia od zabójstwa Juliusza Cezara, może poza stopniem wyrafinowania dewiacji w jakie popada ludzka natura. Dokąd my, ludzie, zmierzamy? A może nic się w nas nie zmieniło od czasów Starożytnego Rzymu? Umieszczony na okładce "The Assassination Of Julius Caesar" fragment siedemnastowiecznej rzeźby Berniniego "Pluton i Prozerpina" wydaje się dobrze łączyć z przesłaniem albumu. Człowiek zadaje ból i tworzy strach. Człowiek zabija. Gdzie się podział człowiek?
czwartek, 13 kwietnia 2017
Richard Barbieri "Planets + Persona"
niedziela, 30 sierpnia 2015
Nordic Giants "A Séance Of Dark Delusions" (recenzja)
Album zawiera dziewięć niezwykle przestrzennych, nowocześnie brzmiących kompozycji. To w sumie niby tylko niecałe czterdzieści trzy minuty muzyki, ale głębia krążka "A Séance Of Dark Delusions" sprawia, że ów czas zamienia się w skomplikowany labirynt pełen post rockowego, progresywnego, elektronicznego i eksperymentalnego etosu. Nic więc dziwnego, że duży debiut Nordic Giants próbuje być sprzedawany jako materiał dla fanów Pink Floyd, Dead Can Dance, Sigur Rós czy Björk. Wieloformatowość krążka "A Séance Of Dark Delusions", jego plastyczność, światowe przesłanie oraz intensywność dźwięków świadczą, że Loki i Rôka dotarli do punktu, w którym muzyka przestaje być tylko muzyką.
poniedziałek, 13 lipca 2015
Leftfield "Alternative Light Source" (recenzja)
Duet tworzący Leftfield, czyli Neil Barnes i Paul Daley, zawiesił działalność w 2002 roku, aby osiem lat później wznowić aktywność koncertową. Lud chciał też albumu studyjnego, co prawdopodobnie nie było po drodze Paulowi Daley'owi, który w 2013 roku definitywnie rozstał się z Leftfield. Tak oto duet zamienił się w projekt jednoosobowy, nad którym rolę suwerena sprawuje dziś Neil Barnes. On też wyprodukował album "Alternative Light Source", a także w bardzo owocnej współpracy z różnymi muzykami napisał dziesięć nowych utworów i po szesnastu latach znowu zachwycił publiczność niezwykle klimatyczną muzyką.
wtorek, 2 czerwca 2015
Arcturus "Arcturian" (recenzja)
Na piątym studyjnym albumie Arcturus, logicznie ujmując następcy "Sideshow Symphonies" z 2005 roku, znalazło się dziesięć kompozycji. Nie brakuje im ani mroku, ani wizji, a wszelkie budzące wątpliwości kwestie związane z reinkarnacją kapeli w 2011 roku i zmianami w jej składzie przestały być aktualne. Wyłączając najmniej zasłużonego w towarzystwie Tore Morena album został zarejestrowany przez ten sam skład (...i nie tylko), który przed dekadą stworzył wspominany wcześniej krążek. Jednak dosyć wyliczania tych detali i zaglądania w przeszłość, "chcę się wydostać z tego samolotu!", drze się na wstępie ICS Vortex dając sygnał do rozpoczęcia opętańczego muzycznego rytuału, który ma na imię "Arcturian". Rytuału umożliwiającego rozpoznanie tożsamości norweskich twórców już po kilku pierwszych zagranych dźwiękach i wypowiedzianych słowach. Arcturus pamięta bowiem o swoim dziedzictwie muzycznym, oferuje takie niepodważalne standardy dotąd zaprezentowanej twórczości jak kompozycje "Crashland", "Pale", "Archer" i "Bane", ale jednocześnie wyznacza nowe kierunki w swojej filozofii. W sumie więc "Arcturian" zabiera w nieodgadnione rejony wyobraźni, zawieszone gdzieś pomiędzy kosmosem a ukrytymi mrocznymi wymiarami jestestwa, aby też zarazem wysłać armię uzbrojonych doświadczeniem i wizjonerstwem zagrywek oraz słów, które służą zdobywaniu i umacnianiu metalowej awangardy na muzycznym nieboskłonie. Zatem nowy album norweskiego zespołu jest nie tyle łącznikiem pomiędzy dziedzictwem zespołu a współczesnością, co przejściem do kolejnej majestatycznej przestrzeni twórczości Arcturus.
środa, 20 maja 2015
Ozric Tentacles "Technicians Of The Sacred" (recenzja)
piątek, 17 kwietnia 2015
Solefald "World Metal. Kosmopolis Sud" (recenzja)
Dotąd nie wiem czy mierząc się z tym krążkiem byłem świadkiem geniuszu, czy wytworu zmaterializowanego szaleństwa. W każdym razie podobno granica pomiędzy geniuszem a szaleństwem nie jest zbyt mocno ufortyfikowana, a więc zakładam, że "World Metal. Kosmopolis Sud" to prawdziwa, poznawalna na poziomie zmysłów postać geniuszu. Kapela, a właściwie duet wywodzący się z Norwegii zarejestrował materiał niezwykle wielobarwny, przepełniony niesamowitą ilością zastosowanych pomysłów, bezczelnie przechadzający się po różnych gatunkach muzyki. To metal świata. Metal eksperymentalny, awangardowy i wyrafinowany. Rzecz naładowana ostrym gitarowym klimatem, wypełniona elektroniką, sięgająca plemiennego chaosu i nieskończonego wszechświata, a zarazem muzyka dyskotekowa, perwersyjna i prowokacyjna, wreszcie też błądząca w najbardziej odważnych wyobrażeniach ludzi o zresetowanym poczuciu tożsamości. Takiego kolażu współgrających ze sobą dźwięków nigdy wcześniej nie słyszałem.
piątek, 6 lutego 2015
Archive "Restriction" (recenzja)
sobota, 1 listopada 2014
Archive "Axiom" (recenzja)
Na dziewiątym albumie londyńskiego Archive zatytułowanym "Axiom", czy jako rzecze etykieta "AXΦM", dominują elektronika i ambient. Pod wieloma względami ten krążek przypomina mi nagrania norweskiego Ulver po metamorfozie, ale jeszcze przed rozpoczęciem współpracy z Danielem O'Sullivanem i Kscope, czyli gdzieś od przełomu wieków do minimalistycznego albumu "Shadows Of The Sun" z 2007 roku. Świadczy o tym kompozycja tytułowa i jej reprise zagrany w finale, gdzie wyłaniają się narkotyczne przestrzenie pełne kanciastych dźwięków, nokturnowego nastroju i nieprzyzwoitej swobody w progresywnym stylu. Wspominany utwór tytułowy najlepiej odzwierciedla przedstawiony przeze mnie opis. To Archive w wysokiej formie. Intrygującej, trudnej i wciągającej, choć w ostatecznym rozliczeniu klimat całego albumu wyłamuje konwencję wymienionych przymiotników.















