poniedziałek, 31 marca 2025

Ulver "Liminal Animals" (recenzja)

Pamiętam, że moja dusza wiele razy rozpadała się przy dźwięku saksofonu Rolfa-Erika Nystroma w fantastycznych utworach na krążku "Perdition City" norweskiej kapeli Ulver. Sklejałem tą duszę, leczyłem ją i wskrzeszałem na wiele sposobów, aż wreszcie zrozumiałem, że to nie tylko Nystrom tak działa na moje emocje, ale cały ten album, który miał się wkrótce okazać katharsis Norwegów na ich przeszłość - na black metal. Ulver wchodził do świata ambientu i elektroniki, bezlitośnie zbesztany za krążek "Perdition City", który dla wielu, tak jak dla mnie, stał się czymś w rodzaju muzycznej ziemi obiecanej. Ćwierć wieku temu usłyszałem muzykę, której wiele osób nigdy nie chciało usłyszeć. Kanon. To na nim wyrósł też album "Liminal Animals", czyli tegoroczne dzieło Ulver.

Cała ta nowoczesność męczy mnie bardziej, niż kiedykolwiek. Norwegowie trochę się do niej uśmiechają, bo wiele utworów tworzących album "Liminal Animals" mogliśmy usłyszeć w cyfrowych strumieniach długo przed premierą kompaktu. Nie można się od tego dziś odwrócić plecami. Zatem słuchałem. Regularnie też podziwiałem. Pod skórą czułem, że zespół szykuje się na coś wielkiego, ale też mrocznego i osobistego. 

To bowiem pierwszy album od przeszło ćwierć wieku zarejestrowany bez Tore Ylwizakera, który zmarł nagle w 2024 roku. To album poświęcony jego duszy. Dlatego też tak bardzo zależało mi, aby usłyszeć ten materiał na kompakcie. Klasycznie, bez wyrachowanego cyfrowego towarzystwa. Tak po prostu we własnym domu, w otoczeniu wspomnień o znakomitych nagraniach Ulver i o tym w jaki sposób kapela ukształtowała mój gust muzyczny. O jej podróżach do elektronicznej ascezy, o filozoficznej kontemplacji w obecności ambientu i synthu, wreszcie też o nieskażonym polityką przesłaniu, że jednak wciąż jesteśmy ludźmi. Czy "Liminial Animals" potrafi udźwignąć to dziedzictwo?

Warto sobie uświadomić, że słuchanie na raty nie służy temu albumowi. Wcześniej poznałem kilka utworów udostępnionych w sieci. O każdym mógłbym teraz coś napisać, ale dopiero pełna kolekcja zagranych po sobie dziewięciu kompozycji tworzy pełne dzieło. Ja ten krążek zdobywałem drocząc się z urzędem celnym, bo w kraju nad Wisłą premiera "Liminal Animals" była regularnie przesuwana. Warto było. Otóż "Liminal Animals" dobrze brzmi dopiero w całości. Eksponuje drogę, po której porusza się kapela mniej więcej od dekady, gdy wydała album "ATGCLVLSSCAP" w 2016 roku. Ulver to bowiem dziś dźwięki wydobywane z bogatej studni elektroniki, art rocka, new wave, synthu, a nawet popu i dance'u. To muzyka intensywna, ale jakże subtelna.

Łącznie więc "Liminal Animals" to dziewięć utworów. Charakteryzują się szlachetnym, wyrazistym brzmieniem. Część kompozycji stanowi oczywiste nawiązanie do ostatnich albumów Ulver, w tym przede wszystkim rewelacyjnych "The Assassination Of Julius Caesar" (2017) i "Flowers Of Evil" (2020), będąc nie tyle ich rozwinięciem, co kontynuacją ("Ghost Entry", "A City In The Skies"). W tych przypadkach zespół tworzy piosenki. Jest w nich coś nośnego i bardzo przystępnego, ale zarazem żywiołowego, naturalnego. To elektroniczne fale dźwięku, na których rozkładają się wyborne partie wokalne w wykonaniu Kristoffera Rygga. Mniej już w muzyce Ulver przestrzeni instrumentalnej, mniej elektronicznej celebracji dźwięku. Za to więcej słów, więcej wyśpiewanych znaczeń i zadanych pytań o kondycję współczesnego człowieka. Dość powiedzieć, że pomimo swego częściowego otwarcia na masowego słuchacza Ulver nie traci charakteru.

Piękno tkwi w drobiazgach, prawda?

Dźwięk trąbki w wykonaniu Nilsa Pettera Molvaera w utworze "Forgive Us" przypomina mi moją osobistą rozmowę z duszą sprzed ćwierć wieku. Dwa nokturny zmieszczone w trackliście albumu ("Nocturne #1", "Nocturne #2") to lykantropijne odniesienie do muzyki filmowej tworzonej przez Kristoffera Rygga i Tore Ylwizakera jeszcze na początku XXI wieku. Ależ to jest dobre, ależ wymowne. Równie kapitalne wrażenie budują retro dźwięki umieszczone w utworach "Hollywood Babylon" i "The Red Light". To mikstury patentów z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku wymieszane z współczesnym artystycznym wyobrażeniem brzmienia. Zachwycają krótkie chórki w "Hollywood Babylon", do krwioobiegu przenikają efekty z "The Red Light". W obu przypadkach klasyka łączy się z tożsamością Norwegów. Utwory, te momenty w nich zawarte, zostaną w pamięci na długo.

Ulver na przełomie pierwszej i drugiej dekady XXI wieku w swoich muzycznych poszukiwaniach często zagłębiał się w ascetyczne dźwięki. Teraz przez zespół częściej przemawia nostalgia ("Forigve Us", "Locusts") sygnalizowana na poziomie krótkich partii instrumentalnych i zaprogramowanych dźwięków. Trudno nie ulec tej atmosferze, trudno nie przeżywać jej razem z zespołem. Co ciekawe na dystansie albumu znalazł się także utwór dość egzotyczny nawet jak na takich wizjonerów dźwięku, jakim są Kristoffer Rygg i grający z nim muzycy. Chodzi o zaśpiewany w języku norweskim "Helian (Trakl)", który opiera się na rytualnym brzmieniu, magnetycznej wyliczance dźwięków i surrealistycznym wokalu. Dużo w tym mroku, jakiegoś rozdzierającego napięcia, tak jakby Ulver celował w ścieżkę dźwiękową któregoś z filmów - świeć Panie nad jego duszą! - Davida Lyncha.

W tym miejscu docieramy do ostatniego akapitu, ale to nie ostatnie słowo Ulver. Pomimo, że w składzie zespołu nie ma już Tore Ylwizakera, któremu kapela oddała piękny hołd na krążku "Liminal Animals", to Norwegowie wydają się być na ważnym etapie swojej twórczości. Świadomi obranego przed kilkoma laty kierunku muzycy Ulver tworzą dziś muzykę bardzo dojrzałą, przejmującą, ale i nośną. Dopracowane brzmienie, spójność całego krążka i wiele niezapomnianych fragmentów, które oferuje, powinny dać mu ważne miejsce w dyskografii Ulver. W moim odczuciu "Liminal Animals" pomimo części piosenkowego charakteru, ma w sobie niezwykłą się rażenia. W dźwiękach, w słowach, w ogólnym koncepcie albumu. Dla mnie jest on jak seria magicznych zaklęć, które w każdym kolejnym utworze przenoszą mnie do innego świata marzeń i wyobrażeń. To wszystko sprawia, że "Liminal Animals" będę długo pamiętał.  

 Ocena: 9/10


_MEMOpozmroku

Skład:
Kristoffer Rygg, Ole Alexander Halstensgard, Jorn H. Svaeren, a także gościnnie Anders Moller (ch, ip), Ivar Thormodsaeter (p), Stian Westerhus (b, g, smyczki, w), Nils Petter Molvaer (tr), Sara Khorami, Astra Eida Rygh, Sisi Sumbundu i Torgeir Waldemar Engen (ch) 
 
Tracklista:
1. Ghost Entry
2. A City in the Skies
3. Forgive Us
4. Nocturne #1
5. Locusts
6. Hollywood Babylon
7. The Red Light
8. Nocturne #2
9. Helian (Trakl)


Produkcja: Ulver

Dystrybucja: House Of Mythology

Kraj: Norwegia

Rok wydania: 2025 


Gatunek: Elektronika, Synth Pop, New Wave, Art Rock


Podsumowując: "Świadomi obranego przed kilkoma laty kierunku muzycy Ulver tworzą dziś muzykę bardzo dojrzałą, przejmującą, ale i nośną"

Konrad Sebastian Morawski


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz