Mistrz dźwiękowego nastroju powraca. Po pięciu latach milczenia Richard Barbieri znów wciąga słuchaczy w głąb swojej surrealistycznej wyobraźni. Album "Hauntings" to hipnotyczna podróż przez krainę ambientu i wyrafinowanej elektroniki, w której artysta, wspierany przez uznanych instrumentalistów, wspina się w okolice szczytu swojej kompozytorskiej dojrzałości. To idealna ścieżka dźwiękowa do obrazu miasta tuż po zachodzie słońca. Album o zajmującym klimacie, precyzyjnie osadzony w intymnym kolażu nocnych emocji.
To przede wszystkim autorska deklaracja Barbieriego. Krążek dominuje dźwiękowy trans, w którym tradycyjne rockowe akcenty ustępują miejsca głębokim, elektronicznym teksturom. Barbieri, jako mistrz syntezatorów i sampli, zaprosił do współpracy ciekawy skład. Jego muzycy, co prawda występują tylko w wybranych, czasem pojedynczych utworach, ale zdążyli pozostawić swój ślad na "Hautings". Na perkusji usłyszymy Morgana Ågrena (Kaipa), na klawiszach Fredrika Hermanssona (ex-Pain of Salvation), a sekcję rytmiczną wzmacnia legendarny basista jazz-rockowy Percy Jones (Brand X). Skład uzupełnia włoski trębacz Luca Calabrese, którego instrument staje się tu kluczowym głosem. Zresztą obecność Jonesa i Calabrese nie jest przypadkowa. Obaj współpracowali z Barbierim przy jego poprzednich solowych dokonaniach, tworząc z nim niemal stały, artystyczny kolektyw.
W świat "Hauntings" wchodzimy miękko, niesieni elektroniczną pierzyną utworu "Snakes & Ladders". Trąbka Calabrese lśni tu niczym latarnia morska nad oceanem onirycznych dźwięków. To materiał zawieszony między sterylną nirwaną a gęstą mgłą niedopowiedzeń. W "Anemoia" z kolei kapitalne motywy elektroniczne zderzają się z fantastycznymi improwizacjami perkusyjnymi, budując pomost między matematyczną precyzją a kontrolowanym chaosem. Kompozycja brzmi niemal rytualnie, wciąż jednak pozostając w cieniu nocnej aury. Barbieri nie boi się minimalizmu. W utworach takich jak "Victorian Wraith" czy "1890" ociera się o estetykę rodem z filmów Davida Lyncha. Słychać tu gasnące sample i powidoki efektów. Podobną oszczędnością środków urzeka "Paris Sketch", gdzie subtelne partie klawiszowe przeplatają się z zapadającym w pamięć, nostalgicznym motywem telefonu.
Dla równowagi artysta serwuje momenty o znacznie większym natężeniu. "Artificial Obsession" pulsuje podskórnym napięciem, prowadzone przez schowane za mgłą głosy Sophie Worthen i Suzanne J Barbieri. Gęsty bas Percy’ego Jonesa sprawia, że utwór nabiera niemal drapieżnego charakteru, kojarząc się z motywem muzycznym z nowoczesnej gry wideo – mrocznym menu lub przejściem do kolejnej misji. To bez wątpienia jeden z najbardziej żywych punktów tego artystycznego programu, podobnie jak "Traveler". Ten ostatni, dzięki świetnym patentom elektronicznym i wokalizom, tworzy gęstą, wielowarstwową strukturę, która stopniowo odkrywa przed słuchaczem kolejne tajemnice.
Ilekroć na płycie pojawia się trąbka Luki Calabrese, nad melancholijnym miastem ożywa magia. W "Perfect Toys" instrument ten wibruje na subtelnych przestrzeniach wykreowanych przez Barbieriego, wchodząc z nimi w intymny dialog. Tymczasem krótkie formy "Reveille" i "Last Post" pełnią funkcję oddechu. Pierwszy jest pulsującym łącznikiem, drugi zaś brzmi głęboko, niemal funeralnie. Finałowy "A New Simulation" działa niczym napisy końcowe filmu. To lekki zwrot od melancholii ku optymizmowi. Moment, w którym uśpione miasto zaczyna się budzić, a dźwięki przypominają mechanizm zegara odmierzającego świt.
W świecie pędzącym na złamanie karku ku nicości, "Hauntings" Richarda Barbieriego jest biletem do bezpiecznej przystani. To płyta utkana z pasji i wyrafinowania, zachowująca najlepsze cechy art rocka, a jednocześnie odważnie eksplorująca elektronikę. Nie jest to muzyka skrojona pod nasze schizofreniczne czasy – to raczej intymny soundtrack do miasta, w którym każdy z nas co noc próbuje odnaleźć spokój.
Ocena: 8/10


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz