poniedziałek, 27 grudnia 2021

Michał Łapaj "Are You There" (recenzja)

Zdzisław Beksiński już dawno nie żyje, ale jego twórczość wciąż wywiera duży wpływ wśród masowych odbiorców, ponieważ znakomicie definiuje metafizyczną część ludzkiej natury. Mówi o człowieku. Wydaje mi się, że o ludziach - zresztą wizerunkowo w tonie prac Beksińskiego - opowiada pierwszy solowy album Michała Łapaja zatytułowany "Are You There". W słowach i obrazach to człowiek bez twarzy, spopielony, złamany i zniszczony. Żałosny strzęp emocji, z którego uchodzą resztki życia. Bardzo to wymowna warstwa fragmentów egzystencji, które mogą stać się łańcuchami. Nie o słowa jednak chodzi w przypadku tego uzdolnionego artysty jakim jest Michał Łapaj, ale przede wszystkim o muzykę, wywołując w pierwszej kolejności instrumenty klawiszowe na czele z organami Hammonda, pianem Rhodesa i syntezatorami analogowymi.

Na swoim pierwszym dużym albumie Michał Łapaj zaoferował słuchaczom dziesięć kompozycji rozpisanych na przeszło godzinę muzyki, której ramy można wystrugać z takich materiałów jak rock progresywny, elektronika i ambient. W każdym razie skala inspiracji muzyka znanego z Riverside jest szersza, co słychać w "Are You There", stąd też próby zdefiniowania tej płyty w oparciu o konkretne gatunki muzyczne nie będą oddawały całej prawdy. Jest to przede wszystkim świat Michała Łapaja, jego tęsknoty do analogowego brzmienia i jego klawiszowych wyobrażeń, które zdołał przekuć w dużą płytę. Poza klawiszowymi nie usłyszymy tu zbyt wielu innych klasycznych instrumentów (wyjątkiem jest perkusja), w kilku utworach odezwą się wokaliści, a całość można by określić elektronicznym nokturnem, gdyby nie muzyczne impulsy odpowiedzialne za wielowymiarowy charakter albumu. Trzeba jednak przyznać, że dominują tu przede wszystkim ponure wymiary tego charakteru.

Album "Are You There" otwierają sygnały dźwiękowe sprawiające wrażenie SOS nadawanego w alfabecie Morse'a. To kompozycja "Pieces", którą oprócz wspomnianych sygnałów, uzupełnia jakby postrzępiona sekcja klawiszowa. Zatem już na starcie Michał Łapaj wysyła swoim słuchaczom komunikat, że warstwa graficzna albumu autorstwa Anthony'ego Rondinone stanowiła klarowną zapowiedź świata mroku osadzonego w muzyce. Autor krążka rzeźbi w mroku i nadaje mu kształt w elektronicznych przestrzeniach, tak jak w utworze "Where Do We Run", który przeistacza się w towarzystwie słuchaczy. Jego pierwsze fragmenty wydają się niepozorne. To minimalistyczny ambient. Muzyczne tło utkane z efektów dźwiękowych, które w kolejnych fragmentach nabierają wzmożonego tempa - niektóre pomysły Michała Łapaja brzmią tu gwałtownie i ciężko, aby w finale przejść do elektronicznego szału w stylu najważniejszych klasyków elektroniki przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku, wreszcie dogasając emocje w sprawnej minimalistycznej klamrze. To wszystko na dystansie jednego, rozbudowanego utworu. Przeszło dziesięć minut fantastycznego, absorbującego klimatu.

W drugim akapicie wspominałem, że definiowanie muzyki według gatunków nie potrafi oddać całej prawdy o tym, czego słuchamy i nie trzeba wchodzić z tym w polemikę, bo również "Are You There" miewa swoje całkowicie nieoczywiste momenty. Kompozycja "In Limbo" sugeruje, że Michał Łapaj słucha drone'u, na którym się opiera ten numer, a przynajmniej jego duża część stająca się w finale ważnym fragmentem elektronicznego kolażu. Osadzone w "In Limbo" sygnały alarmowe zapisują się na długo w pamięci, a urozmaicona struktura utworu wywołuje efekt podążania ścieżkami tajemniczego labiryntu - kryją się w nim różne muzyczne wytwory wyobraźni Michała Łapaja. Na krążku nie brakuje też nagłych zmian klimatu. Weźmy pod uwagę utwór "Surfacing", gdzie Michał Łapaj powraca do minimalizmu, jakby uspokajając czujność swoich słuchaczy, czarując ich feerią pięknych dźwięków i niemalże hipnotyzując, aby w kilku fragmentach potrząsnąć nimi spektakularnym złamaniem nastroju. Za to artysta całkowicie powściąga się w utworze "From Within", którego minimalizm jest absolutnie uzasadniony - to finałowy akt muzycznej historii zawartej w tym albumie.

Na dystansie "Are You There", tak jak wspomniałem na wstępie, nie brakuje również numerów, w których wybrzmiewają słowa. Utwory "Flying Blind" i "Shattered Memories" łączy osoba Micka Mossa, który w swej charakterystycznej, nieco zamglonej manierze wokalnej dokłada kilkanaście zdań ważących więcej, niż opasłe tomy encyklopedii. Warto wspomnieć, że kompozycja "Flying Blind" rozwija motyw sygnału zagranego na początku płyty, zaś "Shattered Memories" ociera się nieomal o post-metalową wrażliwość. W obu przypadkach Michał Łapaj buduje klawiszowe wieże - piętrami są kolejne minuty utworów, im dalej, tym więcej można zobaczyć (usłyszeć). Inaczej jest w przypadku drugiego głosu na płycie, czyli Beli Komoszyńskiej. Jej wokalizy w kompozycji "Fleeting Skies" to czysta magia, która w połączeniu z elektronicznymi pejzażem Michała Łapaja, tworzy czarną magię. Ileż tu emocji! Jak głęboko, do samego centrum układu nerwowego, potrafi dotrzeć "Fleeting Skies", to trzeba przekonać się samemu. Natomiast w utworze "Shelter" Bela Komoszyńska śpiewa w tonie pozostałych utworów tworzących "Are You There", opierając słowa na pięknych, a zarazem tajemniczych i mrocznych przestrzeniach. Słowa jeszcze usłyszymy tam, gdzie trudno byłoby się spodziewać, czyli w kompozycji "Unspoken". Wypowiada je prawdopodobnie sam autor, tworząc intensywne tło wypełnione serią zagrywek klawiszowo-perkusyjnych oraz właściwych tej płycie elektronicznych efektów.

Duży debiut Michała Łapaja to emocje. Te osobiste, którymi autor dzieli się ze słuchaczami, a także te, które autor wywołuje u słuchaczy. Obok "Are You There" nie można przejść obojętnie. Oniryczny klimat albumu angażuje bez reszty i woła o refleksje. Poprzez emocje zawarte w tej muzyce musimy zmierzyć się ze swoimi demonami, więc album "Are You There" jest niczym terapia, która wyciąga od nas osobiste przeżycia. Jest jak obrazy Zdzisława Beksińskiego - przerażające i na pozór odrealnione, ale gdy się dokładniej przyjrzeć łatwo zobaczyć tam fragmenty siebie. Na końcu tej drogi znajduje się oczyszczenie. Poza tym wszystkim to wspaniała muzyka. Na ten moment najlepsza z możliwych ekspozycja talentu, doświadczenia i wyobraźni Michała Łapaja.  

Ocena: 9/10

Emocje, którymi autor dzieli się ze słuchaczami...
O albumie w skrócie...


Skład: Michał Łapaj (ik, efekty), Bela Komoszyńska (w), Mick Moss (w), Artur Szolc (ip, p)
 
Tracklista:
1. Pieces
2. Flying Blind
3. Shattered Memories
4. Shelter
5. Where Do We Run
6. Fleeting Skies
7. In Limbo
8. Unspoken
9. Surfacing
10. From Within

Rok wydania:
2021
          
     
Kraj: 
Polska

Produkcja:
Michał Łapaj, Magda i Robert Srzedniccy

Dystrybucja:
Mystic Production

Gatunek:
Elektronika, Ambient, Rock Progresywny

 
Podsumowując: "Autor krążka rzeźbi w mroku i nadaje mu kształt w elektronicznych przestrzeniach"

Konrad Sebastian Morawski

 

 

1 komentarz:

  1. Bardzo dobra płyta, a mariaż wokalny z Mickiem Mossem to strzał w dziesiątkę.

    OdpowiedzUsuń