środa, 6 maja 2026

Beyond The Event Horizon "Contact" (recenzja)

Przekraczamy horyzont muzycznych zdarzeń. Poznańska formacja Beyond The Event Horizon od 2010 roku konsekwentnie buduje własną, dźwiękową galaktykę, jednak ich najnowsze dzieło, "Contact", to coś więcej niż kolejny album. To moment krytyczny. Punkt, w którym szept zachwytu zamienia się w głośny okrzyk uznania. To płyta, która nie prosi o uwagę. Ona ją bezlitośnie zawłaszcza, niczym grawitacja czarnej dziury. Adresowana do muzycznych pielgrzymów i poszukiwaczy dźwięków nieskrępowanych, stanowi dowód, że w polskiej alternatywie wciąż pulsuje życie czyste, natchnione i przerażająco głębokie.

Prawdziwą duszą tego albumu jest elektronika, ale podana w sposób niemal sakralny. "Contact" wydaje się ulepiony z elektronicznych struktur, które przywodzą na myśl kubrickowską odyseję. Sterylną, a jednocześnie pełną ukrytego, przedwiecznego życia. Adam Kowalka, Paweł Michałowski i Jakub Puszyński występują tu w roli rockowych kapłanów, którzy pewnym krokiem weszli do elektronicznej świątyni, by odprawić rytuał na cześć nieskończoności. Ich muzyka to fascynująca fuzja ambientu, industrialu oraz space rocka. Gitary i perkusja celowo brudzą kosmiczny porządek krążka, nadając mu organicznego, momentami drapieżnego charakteru. To jak zderzenie zimnej technologii statku kosmicznego z tlenem i krwią ludzkiej obecności. W tym kosmicznym porządku, niczym głos z innego wymiaru, pojawia się Asia Malicka. Jej wokal w "Echo of L.O.O.T." jest jak nieuchwytny fantom – kokietujący, szeptany, wijący się wokół instrumentów niczym wąż. To głos, który nie śpiewa, lecz nawiązuje tytułowy kontakt, pozostawiając słuchacza w stanie permanentnej tęsknoty.

Podróż przez tę dźwiękową pustkę otwiera "In". To demoniczne intro w stylistyce kosmicznego thrillera, dźwięk śluzy otwierającej się na nieznane. Tuż po nim następuje utwór "Mind", gdzie elektroniczne pejzaże są brutalnie rozdzierane rockowymi riffami, a progresywne łamania struktury przypominają gwałtowne zmiany kursu w pasie asteroid. Prawdziwa transcendencja zaczyna się jednak przy "Running Nowhere". To utwór rytualny, spokojny, sprawiający wrażenie transmisji nadawanej z innej planety, z miejsca, gdzie czas płynie inaczej. Gitara prowadząca migocze w mrocznym tunelu niczym jedyny punkt odniesienia, niczym światło gwiazdy, ku której dryfujemy. Z kolei wcześniej już wspomniane "Echo of L.O.O.T." uderza w tony kwaśnej psychodelii, ale wciąż jednak zawieszonej nad Ziemią. Rytualne bębny w tle i finałowy dźwięk alarmu domykają tę kompozycję w sposób niezwykle sugestywny, jak nagłe przebudzenie z hibernacji w obliczu nieuchronnego.

Sercem albumu, jego punktem kulminacyjnym i bramą do szerszego uznania, są dwie części utworu "Beyond". To tutaj dochodzi do ostatecznego spiętrzenia pasji i tajemnicy. Muzycy brzmią tu absolutnie światowo i spójnie, stając się niczym UFO z okładki płyty, które bez ostrzeżenia porywa słuchacza w nieznane. Logika tej kompozycji zachwyca. To progresywny rytuał, w którym ambient i elektronika spotykają się z kosmiczną melancholią. Uwielbiam emocjonalną amplitudę tego utworu: od początkowego, leniwego tempa, które pozwala oswoić się z pustką, aż po nagłą, niszczycielską eksplozję atomowych gitar. To totalna kosmiczna anarchia, ale podana z precyzją genialnego astronoma. Część pierwsza buduje napięcie czystą energią efektów, by w drugiej części uderzyć rockowym ciężarem, domykając całość w potężną klamrę, by wreszcie w finale osiąść na post-rockowych popiołach, bo czy nie z popiołu jesteśmy?

Zanim jednak dotrzemy do końca, czeka nas jeszcze "L.O.O.T.". To utwór o post-rockowej wrażliwości, będący dowodem, jak sprawnie poznaniacy operują niekonwencjonalnymi efektami. Zresztą na dystansie całego albumu liczne sample i efekty stanowią jego ważne uzupełnienie. Zapadają w pamięć, pozwalają "Contact" zapamiętać na dłużej. Album wieńczy „Out: planet sound waves”. Kompozycja o jarre’owskim rozmachu. Dogasająca atmosfera, horrorowa wokaliza i seria dźwiękowych patentów sprawiają wrażenie nawoływania z odległego, obcego świata, który właśnie zostawiliśmy za plecami. Gdzie zatem dotarliśmy z trzecim albumem Beyond The Even Horizon? „Contact” to jakość, której na polskiej scenie alternatywnej desperacko brakuje. Beyond The Event Horizon stworzyli płytę kompletną. To nie jest tylko zbiór utworów, to dźwiękowy monolit. Niczym artefakt z filmu Kubricka, album ten świdruje wrażliwość, zmusza do pytań i nie pozwala o sobie zapomnieć. To monumentalna odyseja, która udowadnia, że aby dotknąć gwiazd, nie trzeba opuszczać Ziemi. Wystarczy zamknąć oczy i pozwolić tej muzyce przejąć stery. Przyszłość należy do Beyond The Event Horizon. 

Ocena: 9/10


Skład:
 Adam Kowalka (g, efekty), Paweł Michałowski (p, efekty), Jakub Puszyński (b, efekty) i Asia Malicka (w)
 
Tracklista:
1. In
2. Mind
3. Running Nowhere
4. Echo of L.O.O.T.
5. Beyond part 1
6. Beyond part 2
7. L.O.O.T.
8. Out

Kraj:
Polska

Produkcja:
Beyond The Event Horizon

Gatunek:
Elektronika, Ambient, Space Rock, Rock Progresywny

Rok wydania:
2026

Podsumowując: "To płyta, która nie prosi o uwagę. Ona ją bezlitośnie zawłaszcza, niczym grawitacja czarnej dziury"

Konrad Sebastian Morawski
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz