poniedziałek, 7 lipca 2014

Anathema "Distant Satellites" (recenzja)

Wyznanie miłości to najbardziej doniosły fragment na dziesiątym albumie studyjnym Anathemy. Patrząc w przeszłość Vincent Cavanagh zdobył się na intymne résumé uczuć, którymi obdarzył najważniejsze dzieło życia swojego i kilku innych muzyków z Liverpoolu. W każdym razie nie o słowa chodzi na "Distant Satellites", choć spełniają one ważną rolę drogowskazów po pięknej instrumentalnej symbolice tego krążka. To Anathema w bardzo dojrzałej postaci.

Sami twórcy "Distant Satellites" zapowiedzieli, że krążek zostanie namalowany w oparciu o paletę pomysłów, które Anathema proponowała w okresie przeszło dwudziestu lat istnienia. Pomiędzy intensywnością i bogactwem dźwięków a delikatnością rozpostartą wokół progresywnych pejzaży. W atmosferze piękna i niebiańskości skonfrontowanego ze stanami muzycznej melancholii, niekiedy wręcz smutku i goryczy. To Anathema nie tylko z medialnego obrazka i nagłośnionych zapowiedzi, ale przede wszystkim jako zręczne podsumowanie lat wypełnionych czarowaniem muzyką. Koncepcja przyjęta przed nagraniami do "Distant Satellites" została zrealizowana lepiej, niż można było przypuszczać. To album Anathemy o Anathemie, jej instrumentalnym międzypokoleniowym dziedzictwie oraz wielkim przesłaniu dla potomnych.

Zawartość
"Distant Satellites" wyznacza też nowe trendy w myśli kompozycyjnej zespołu, co daje się odczuć w rezultacie fenomenalnie opracowanej struktury albumu. Punktem zwrotnym tego dzieła jest wspomniane w pierwszym akapicie wyznanie miłości w utworze zatytułowanym "Anathema". Oczyma pamięci dostrzegam wszak muzyków, którzy użyli nazwy swojego zespołu do zatytułowania płyty lub któregoś utworu. Zawsze był to punkt zwrotny w ich twórczości. Nie inaczej jest w przypadku Anathemy. Utwór zarejestrowany niejako w rozliczeniu z zespołem, skądinąd wspaniały standard Anathemy z przełomu wieków, stanowi symboliczne zamknięcie dotychczasowej twórczości muzyków z Liverpoolu. Nie ma tym przypadku, że nim wybrzmiało owe wyznanie Vincenta Cavanagha dźwięki zaproponowane na "Distant Satellites" zapraszały do skosztowania zapowiadanego tortu pod nazwą résumé.

Trudno o inne skojarzenia wobec trzech części utworu
"The Lost Song", będącego w istocie rozgrywką pomiędzy Anathemą w wersji alternatywnej, a znanej z ostatnich krążków progresywnej ikonie odrodzonego gatunku. Najprościej budować taką opinię w oparciu o piękne dialogi wokalne pomiędzy braćmi Cavanagh i Lee Douglas, które przecież uchodzą za jeden z najlepszych znaków rozpoznawczych zespołu. To także instrumenty, nieśmiałe i leniwe gitary oraz urozmaicone partie klawiszy (czasem w uwolnionej aranżacji fortepianowej), służą tej muzycznej retrospekcji. W sumie trochę niepełnej, ponieważ odciętej od korzeni, a więc sięgającej zaledwie pierwszego występu uroczej Lee Douglas na studyjnym krążku Anathemy. Tylko niektóre zagrywki instrumentalne oszczędnie nawiązują do nieokrzesanej formy zespołu z początków twórczości w prologu lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia. To wspominane umiłowanie Cavanagha zostało więc skierowane wobec zespołu zlokalizowanego na przełomie wieków – ostatecznie do takiego stanu rzeczy przekonują utwory "Dusk (dark is descending)" i "Ariel".

Tyle o przeszłości, ponieważ jeśli opisane powyżej utwory należy rozumieć jako résumé zespołu z Liverpoolu, to jakie miejsce zajmują kolejne kompozycje? Wspominany wcześniej utwór pt.
"Anathema" stanowi pomost do przyszłości, w której zarysowuje się tête-à-tête zespołu z elektroniką. Trudno przypuszczać czy będzie to trwały związek w twórczości Anathemy, czy tylko niegroźny romans. Ujmujące, acz krótkie, formy muzyczne pod postacią "You're Not Alone" i "Firelight" nie dają jeszcze wystarczających odpowiedzi. Inaczej niż znakomity utwór tytułowy, będący przykładem najwyższego kunsztu progresywnego, naturalnej wrażliwości zespołu i dźwięków, o które trudno było dotąd podejrzewać Anathemę albo były to podejrzenia niegroźne. To właśnie tytułowy "Distant Satellites" zdaje się wyznaczać nowy kierunek w twórczości zespołu, gdzie oprócz klasycznych rockowych instrumentów, znajdzie się także miejsce dla dźwięków nieożywionych. Elektroniki. Kierunek to na tyle przekonujący, że życzyłbym sobie na dłużej utkwić w zawieszeniu pomiędzy rockiem progresywnym a współczesnymi formami elektroniki, czyli w sumie na odległych od siebie biegunach, a może raczej satelitach?

Dystans pomiędzy otwarciem i zamknięciem dziesiątego albumu Anathemy, pierwszą częścią
"The Lost Song" i niechętnie dogasającym "Take Shelter", nie wydaje się zbyt duży, choć oba utwory różnią się innymi środkami wyrazu. Sądzę, że "Distant Satellites" pod wieloma względami na owych różnicach bazuje, ale to moim zdaniem inteligentne i emocjonalne przejście zespołu do nowych środków muzycznej ekspresji. A to wszystko jako wyznanie miłości.

Ocena: 9/10

Vincent Cavanagh
O albumie w skrócie...

Skład: Vincent Cavanagh (b, ik, g, w), Daniel Cavanagh (b, ik, g, w), John Douglas (ik, p), Lee Douglas (w), Daniel Cardoso (p), Christer-André Cederberg (b)
 
Tracklista:

1. The Lost Song, Part 1
2. The Lost Song, Part 2
3. Dusk (Dark Is Descending)
4. Ariel
5. The Lost Song, Part 3
6. Anathema
7. You're Not Alone
8. Firelight
9. Distant Satellites
10. Take Shelter
           
Kraj: 
Wielka Brytania

Produkcja:
Christer-André Cederberg

Dystrybucja:
Kscope

Gatunek:
Rock Progresywny, Art Rock

Rok wydania:
2014

Podsumowując: "Zawartość <<Distant Satellites>> wyznacza nowe trendy w myśli kompozycyjnej zespołu [...]"

Konrad Zola

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz