piątek, 1 lipca 2016

Fates Warning "Theories Of Flight" (recenzja)

W ekstraklasie metalu progresywnego bez zmian. Fates Warning wciąż dzieli i rządzi niepodzielnie, choć przecież nie jest "głośną" kapelą w tym sensie, że nie aspiruje do bycia na afiszu, nie wykłóca się o milionowe kontrakty i nie podporządkowuje swojego stylu obowiązującej modzie. Fates Warning to świątynia najważniejszych standardów prog metalu. Kapela, która z największą dbałością o kondycję gatunku zarejestrowała jeden z najważniejszych albumów w swojej dyskografii, dzieło o kanonicznej wartości dla progresji, album zatytułowany "Theories Of Flight".   

Nad dwunastym materiałem zespołu pracowali Jim Matheos, Ray Alder, Joey Vera i Bobby Jarzombek, a także gościnnie Frank Aresti i Mike Abdow. W sumie więc w składzie Fates Warning nie zmienia się nic od 2007 roku, a przede wszystkim w kapitalnej formie pozostają dwaj najważniejsi członkowie kapeli Matheos i Alder. Zresztą ten ostatni ma już za sobą w tym roku album zarejestrowany z Redemption pt. "The Art Of Loss". Tym bardziej więc zachwyca jego forma. Alder się nie starzeje, imponuje znakomitym wokalem i pisze mądre, wzbudzające do refleksji teksty. Nie inaczej jest w przypadku Matheosa, który również pisze teksty, ale jednocześnie trzyma na swojej gitarze całą strukturę kompozycji Fates Warning, czyniąc to również na krążku "Theories Of Flight". To album, który ustawia w szeregu wszystkie inne tegoroczne krążki zespołów prog metalowych, choć w zasadzie... czy ktoś jeszcze potrafi grać tak esencjonalną odmianę metalu progresywnego, jak robi to Fates Warning? Niewiele już takich zespołów pozostało!


Dwunasty album Amerykanów zawiera w sumie osiem kompozycji. Na zaznaczonym piękną gitarą Matheosa wstępie "Theories Of Flight" pod postacią utworu "Froom The Rooftops" od razu daje się rozpoznać tożsamość Fates Warning. Cały utwór, zresztą udostępniony przed premierą albumu, charakteryzuje się serią wyśmienitych złamań jego struktury. Kapela często zmienia tu tempo, raz to atakuje serią ostrych riffów i partii perkusji, raz pozostawia miejsce na emocje Aldera. Wszystko wyłania się w sposób bardzo niewymuszony, spójny i przyciągający uwagę. To Fates Warning, który manifestuje swoją siłę. To wybitny sztandar prog metalowych możliwości kapeli. Równie energetycznie brzmi kompozycja "Seven Stars", choć w tym przypadku kapela postawiła bardziej na dosadną i zwartą wymowę, aniżeli na progresywne korytarze. To zresztą dobre nawiązanie do dziedzictwa Fates Warning, nagrań z przełomu lat 80. i 90. XX wieku, gdy zespół przynajmniej dwukrotnie na dystansie swoich albumów proponował numery o dość prostej strukturze. Taki jest właśnie utwór "Seven Stars" - prosty, wchodzący od razu w percepcję słuchacza, skłaniający do śpiewania za Alderem: "Seven stars, destination, take me far away". W podobny fason mógłby wpisać się utwór "SOS", jeden z najkrótszych na dystansie "Theories Of Flight", aczkolwiek w tym przypadku mamy akurat do czynienia z drapieżnym, stopniowo rosnącym klimatem, który w niespodziewanym momencie ulega totalnemu złamaniu, aby powrócić na ostry tor w mocnym finale. To Fates Warning o bardzo wysokim napięciu, tak muzycznym, jak również emocjonalnym.

Emocje są kluczem do rozumienia Fates Warning. Zespół mający w swoim składzie tak bardzo utalentowanych i doświadczonych już muzyków, jakimi są Jim Matheos i Ray Alder, mógłby bez trudu zdobywać komercyjne rynki, pójść śladem wielu kolegów, którzy prog metalowe ideały zamienili na sławę, ale to nie jest dla nich droga. Fates Warning woli rozpatrywać teorie lotu.

Najważniejsze momenty albumu "Theories Of Flight" to dwie najdłuższe kompozycje na krążku, czyli "The Light and Shade Of Things" i "The Ghosts Of Home". To one przypominają o wielkich albumach Fates Warning, fascynującym "A Pleasant Shade of Gray" z 1997 roku oraz epokowym "Disconnected" z 2000 roku. Nie ma w tym przypominaniu żadnego przypadku. Moim zdaniem trwający przeszło dziesięć minut utwór "The Light and Shade Of Things" stanowi zgrabne résumé owych dwóch wywołanych kultowych albumów. To wielka kompozycja! Być może najważniejsza w dyskografii Amerykanów w nowym stuleciu. Chodzi mi tu zarówno o pełną niesamowitych zagrywek, przejść i zmian klimatu strukturę utworu, jak również o pełen emocji i pasji tekst. Nikt tak celnie nie trafia na gitarach jak Matheos, nikt tak nie strzela w duszę jak Alder, nic lepszego nie mogło się wydarzyć prog metalowi, niż utwór "The Light and Shade Of Things", prawdziwe tornado emocji. Tymczasem trzymając się tych geograficznych porównań to o kompozycji "The Ghosts Of Home" można powiedzieć, iż jest oceanem emocji. Krótki wstęp, najpierw jak z radia i telewizji, następnie w oparciu o łagodny śpiew Aldera, szybko rozbija się o fale wzburzonych riffów i partii perkusji. Kilka instrumentalnych minut stanowi wybitny przykład kondycji w jakiej znajdują się instrumentaliści Fates Warning, a gdy dołącza do nich Alder to wiemy już, że ta kapela w tej chwili nie ma sobie równych. Sądzę, że "The Ghosts Of Home" nie stanowi tak oczywistego nawiązania do dziedzictwa zespołu, jak było to w przypadku "The Light and Shade Of Things", bowiem raczej utrwala trend zapoczątkowany przez kapelę na krążku "Darkness in a Different Light" z 2013 roku, wprowadzając zarazem grupę dźwięków zapalających twórczość Fates Warning do nowych rejonów prog metalu.

To nie wszystko. W zawartości "Theories Of Flight" znalazły się również kompozycje "White Flag" i "Like Stars Our Eyes Have Seen", umieszczone pomiędzy dwoma przed chwilą omówionymi utworami. Być może miały one rozładować potężny ładunek emocji pomiędzy "The Light and Shade Of Things" i "The Ghosts Of Home", ale w istocie tylko ten ładunek odbezpieczyły. Oto bowiem "White Flag" stanowi kolejny zręczny przykład drapieżności Fates Warning, prog metalowego sztandaru, szybkiego, energetycznego, opartego na nieoczywistej strukturze, dodatkowo zwieńczonego świetnym solo gitarowym Mike'a Abdowa. Wyłączając obecność wspominanego gitarzysty do tej konwencji pasuje także utwór "Like Stars Our Eyes Have Seen", ale w tym przypadku mamy do czynienia z pewnymi elementami łagodzącymi drapieżność Fates Warning, tj. charakterystycznymi refrenami, wyraźnymi samplami, niekiedy wręcz wpływami groove. To interesująca kompozycja, fragmentami jakby rozdzierana na strzępy przez instrumenty, trudna w swej wymowie, choć jak zawsze w przypadku Fates Warning mająca swoją niezwykłość. 

Niezwykłością (par excellence!) jest także wieńcząca album "Theories Of Flight" kompozycja tytułowa. Te cztery minuty kompletnie odróżniają się od pozostałej części płyty, są mroczne, przypominają nieco klamrę z wspomnianego już w tym tekście albumu "Disconnected"... przywołują więc ducha tamtych czasów. To wielkie chwile Fates Warning. Cały ten album, teoria lotu, o wielkich też rzeczach mówi. Wielkich i mrocznych. O poszukiwaniu siebie, swojego utraconego serca, próbie powrotu do punktu wyjścia, odnalezieniu swojego domu i swojego ja w trudach współczesnego życia. Alder krzyczy: "I know that it's hard to find a heart that's there inside", przekonuje: "Chase that moment like stars our eyes have seen", chcę w tej teorii lotu społecznego życia odnaleźć nadzieję na pokonanie swoich wewnętrznych demonów, swoich, w domyśle: ludzkości. Wątki społeczne i psychologiczne, nieco też filozoficzne, stanowią więc oś albumu "Theories Of Flight", a zarazem pełne źródło identyfikacji dla osób, które niekoniecznie odnajdują się w tych dziwnych czasach. 

Moim zdaniem na dwunastym albumie studyjnym Fates Warning znalazło się wszystko, co świadczy o wielkości tej kapeli. To dziś zespół, który potwierdził swoją najwyższą klasę. To giganci metalu progresywnego, mistrzowie gatunku. Na "Theories Of Flight" można jednak odnaleźć jeszcze więcej, być może nawet siebie samego, te wszystkie emocje z przełomu XX i XXI wieku, odczuć, iż jest się słuchaczem czegoś nieprzekłamanego, epokowego, nadzwyczajnego. Taka jest dziś muzyka Fates Warning. Taki jest album "Theories Of Flight". Wysoko ponad wszystkim. Absolutne mistrzostwo.

Ocena: 10/10 

 O albumie w skrócie...
Skład: Ray Alder (w), Jim Matheos (g), Joey Vera (b), Bobby Jarzombek (p), a także gościnnie Frak Aresti (g) i Mike Abdow (g) 
 
Tracklista:
1. From the Rooftops
2. Seven Stars
3. SOS
4. The Light and Shade of Things
5. White Flag
6. Like Stars Our Eyes Have Seen
7. The Ghosts of Home
8. Theories of Flight 

  
Acoustic Bonus
1. Firefly
2. Seven Stars
3. Another Perfect Day
4. Pray Your Gods (Toad the Wet Sprocket cover)
5. Adela (Joaquín Rodrigo cover)   
6. Rain (Uriah Heep cover)
 
Kraj:
USA

Produkcja:
Jim Matheos

Dystrybucja:
Inside Out Music

Gatunek:
Metal Progresywny

Rok wydania:
2016

Podsumowując: "W ekstraklasie metalu progresywnego bez zmian. Fates Warning wciąż dzieli i rządzi"

Konrad Zola

1 komentarz:

  1. jeden z najbardziej niedocenianych zespolow na scenie progresywnego metalu. ta plyta wciaz na mnie czeka, ale ostatnio wrocilem do Awaken the Guardian i mimo ze krazek ma juz 30 lat z hakiem, wciaz porywa.

    OdpowiedzUsuń