sobota, 11 lutego 2017

Steve Hackett "The Night Siren" (recenzja)

Steve Hackett słynie z tytanicznej pracy nad kolejnymi nagraniami. Wszystko, co wychodzi sygnowane nazwiskiem tego artysty musi być utrzymane na odpowiednim poziomie, musi być też przemyślane i dopracowane w każdym szczególe, wreszcie musi być prawdziwe i nieść ważne przesłanie. Steve Hackett nie próżnuje. Od 1975 roku nagrywa albumy solowe i występuje na koncertach, tak jakby nie obowiązywały go reguły upływającego czasu i naturalne zmęczenie. W najnowszych dziejach studyjnych artysty świadczy o tym wydany w 2015 roku świetny album "Wolflight", zaś jego koncertową formę najlepiej prezentuje zeszłoroczne spektakularne wydawnictwo "The Total Experience Live in Liverpool". Steve Hackett okazuje się więc dziś niezwykle płodnym, nieśmiertelnym i wytrawnym twórcą muzyki, czego dowodzi tegoroczny, dwudziesty piąty już album studyjny angielskiego wirtuoza gitary zatytułowany "The Night Siren".

Sam twórca definiuje ten album jako muzykę świata. Steve Hackett chciał tu połączyć rozmaite wpływy i gatunki muzyczne. Z tego też powodu proces nagrywania "The Night Siren" odbywał się w różnych krajach, w różnych miejscach, a nawet przy wykorzystaniu różnych technologii. Nie stoi za tym ekstrawagancja, ale chęć niesienia pokoju dla świata. Wszak Steve Hackett uważa, iż świat nie jest taki zły, jaki może się dziś wydawać. W każdym razie artysta równocześnie dostrzega, że ludzkość zanurzyła się w ciemności, którą odzwierciedlają ekstremizm i nietolerancja, a także brak wiary w samego siebie, w wyznawane wartości. Steve Hackett mówi więc światu, że tylko wielokulturowe zbliżenie daje szansę pojednania, pójścia naprzód. Czy to przesłanie wobec narastających konfliktów etnicznych, narodowościowych, religijnych i politycznych ma dziś rację bytu? Nocna syrena wyje na alarm! Opamiętajcie się ludzie! Przypomnijcie sobie czym jest człowieczeństwo!


Wokół tego przesłania rozbrzmiewa piękna muzyka. Piękna i czerpiąca z różnych części globu. Działaniem nieowocnym wydaje się więc próba znalezienia wspólnych mianowników dla poszczególnych utworów tworzących "The Night Siren". Różnorodność pomysłów zaproponowanych tu przez Steve'a Hacketta jest ogromna, jak w progresywnym kalejdoskopie. W zasadzie każdy utwór opowiada swoją historię osadzoną we właściwych sobie instrumentalnych korzeniach. One wszystkie łączą się właśnie tylko na zasadzie wielokulturowego przesłania. Można więc powiedzieć, że "The Night Siren" to kolekcja jedenastu kompozycji, będących rezultatem międzykulturowych poszukiwań Steve'a Hacketta. Taki klimat albumu wzmacnia międzynarodowe towarzystwo, które wsparło Anglika w nagraniach. Tak oto na krążku usłyszymy m.in. znanego z Orphaned Land izraelskiego wokalistę Kobiego Farhi, cenionego amerykańskiego perkusistę Nick D’Virgilio, jak również znającego się na tym samym fachu Islandczyka Gulliego Briema, a także węgierską rodzinę Kovácsów, tj. grającego na trąbce Ferenca i jego didgeridoo córkę Sarę. Z tej kuźni talentów, doświadczenia i umiejętności narodził się album "The Night Siren". 

Dzieło zaczyna się trochę niczym... skomponowana przez Paula Anthony'ego Romero i Roba Kinga ścieżka do Wrót Żywiołów znana z gry komputerowej Heroes Of Might and Magic III. Innymi słowy zaczyna się niebiańsko i tajemniczo, ale wkrótce przenosi słuchacza w stan około-symfonicznej ekstazy. Smyczki i bogaty kolaż instrumentów będą nieodłączoną częścią "The Night Siren", tak jak są nieodłączoną częścią utworu "Behind The Smoke". O tożsamości Steve'a Hacketta świadczą tu piekielnie dobre rockowe gitary, wgryzające się w ową tajemnice i te kolaże, tak aby słuchaczy z miejsca zabrać w wir wyobrażeń wizjonerskiego umysłu angielskiego twórcy. Tu, jak i w większości nowych kompozycji Steve'a Hacketta, wystąpiła Amanda Lehmann, której wsparcie wokalne dodało "The Night Siren" wyjątkowej subtelności. Co ważne z tego utworu wyłonił się także charakterystyczny orientalny posmak, będący jednym ze słów kluczowych opisujących całe dzieło. Orient ma bowiem wprowadzić "The Night Siren" do rejonów muzyczno-geograficznych, które europejskim słuchaczom wydają się dziś bardziej obce, niż kiedykolwiek wcześniej. Tak jest choćby w przypadku utworu "Martian Sea", czyli numeru przebojowego, dynamicznego, poszarpanego klasyczną solówką gitarową Steve'a Hacketta, nieco też zawłaszczonego przez bębny fantastycznego Nicka D’Virgilio. To więc kompozycja, która wpisuje się w regularny krajobraz twórczości Steve'a Hacketta, ale o jej unikatowości świadczą przede wszystkim ujmujące orientalne akcenty.

Jeśli jednak "The Night Siren" miał być albumem obejmującym różne zakątki globu, to oprócz orientu powinno się w nim znaleźć więcej inspiracji. Tak też się dzieje. Krążek wykazuje bowiem pewne pokłady pulsującego romantyzmu, tego specyficznego, wyjętego jakby z czarnych amerykańskich dzielnic przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku. Spróbujcie skonfrontować to wrażenie z kompozycją "Fifty Miles From The North Pole", aby przekonać się, że Steve Hackett nie żartował mówiąc o wielokulturowości. To utwór, którego pięknu dorównuje tylko jego... dziwaczność. Z amerykańskich dzielnic łatwo wszak przedostać się tu w okolice nowoczesnej ekstrawagancji, aby po chwili znów powrócić do punktu wyjścia. Najlepsze wrażenie, poza oldschoolowym klimatem, budują tu chórki, a nieoceniony wydaje się instrumentalny wkład rodziny Kovácsów. W sumie więc przedzierając się przez ocean licznych inspiracji w utworze "Fifty Miles From The North Pole" trzeba powiedzieć, że to jedna z najmocniejszych propozycji Anglika na nowym albumie, który zresztą w finale zaserwował tu jakże emocjonujące solo gitarowe. Jestem skłonny nawet zaryzykować stwierdzenie, że jeśli "The Night Siren" wytrzyma próbę czasu, to najważniejszym klejnotem w tej międzykulturowej koronie będzie "Fifty Miles From The North Pole". Za esencjonalność tego utworu, a zarazem ciągnący się w nieskończoność welon udziwnień zaprezentowanych w jego didaskaliach. Czad.

Dwudziesty piąty album studyjny Steve'a Hacketta to także tańcujące smyczki z klasycznymi rockowymi patiami gitar, jak w polskim wierszu Jana Brzechwy, tak w utworze "El Nino". Steve Hackett połączył tu dwa na pozór przeciwległe światy - nie będąc oczywiście przy tym pionierem - dowodząc w ten sposób, że partie skrzypiec mogą porozumiewać się z ostrymi riffami. W ważnej roli wystąpiła tu Christine Townsend, skrzypaczka, która w przeszłości współpracowała już ze Stevem Hackettem. Smyczki stanowią też ważną część urokliwiej kompozycji "Other Side Of The Wall", będącej formą wytchnienia od intensywnego klimatu albumu "The Night Siren". W przypadku tego utworu mamy bowiem do czynienia w zasadzie z balladą niesioną kojącymi wokalami Steve'a Hacketta i partiami jego gitary akustycznej, która niekiedy wdaje się w dialog z wcześniej wywołanymi smyczkami. Z pewnością nie jest to najbardziej spektakularny fragment albumu. Niemniej kolejna karta w talii "The Night Siren" diametralnie zmienia taki obrót spraw. Kompozycja "Anything But Love" zaczyna się bowiem na popiołach balladowego klimatu "Other Side Of The Wall", aby jednak szybko przejść do plemiennego nastroju, budzącego skojarzenia z Afryką, w czym największa zasługa bębnów brzmiących w stylu djembe. Afryka szybko jednak ustępuje klimatom iberyjskim, do czego instrumentalną rękę przyłożył Steve Hackett. Jednak artysta, tak jak w przypadku kompozycji "Fifty Miles From The North Pole", tak w utworze "Anything But Love" nie trzyma się regularnego klimatu, przyspiesza tempo i dozuje rozmaite partie instrumentów, aby przyłożyć jedną z najlepszych solówek na harmonijce, jakie kiedykolwiek dane było mi słyszeć. Szczególnie jeśli mówimy o rocku progresywnym. Obecność pierwszego członu tego gatunku w utworze "Anything But Love" akcentuje złożone solo gitarowe zaprezentowane przez Steve'a Hacketta w finale. 

W tym wirze wpływów tworzących "The Night Siren" zaprezentował się także szwedzki artysta Nad Sylvan, który w duecie z Amandą Lehmann zaśpiewał w kompozycji "Inca Terra". To utwór w połowie oparty niemal wyłącznie na popisach wokalnych, aby na sygnał bębnów Gulliego Brema ulec pod naporem angielskich standardów prog rocka, czyli
pełnych rozmaitych przejść i zagrywek, soczyście brzmiących gitar, właściwej gatunkowi przestrzenności oraz zestawie kapitalnych improwizacji. Tymczasem nieco w konwencji irlandzkiego folku prezentuje się utwór "In Another Life", co zawdzięcza obfitym partiom dud w wykonaniu Troya Donockleya. Siłą rzeczy kompozycja traci dynamikę właściwą większości albumu "The Night Siren", czemu nie do końca są w stanie zaradzić próby gitarowych improwizacji Steve'a Hacketta. Obecność utworu w tracklisie albumu wydaje się jednak w pełni uzasadniona z uwagi na jego wielokulturowy wydźwięk. Tymczasem o tym, że kultura nie kończy się na Europie przypomina utwór "In The Skeleton Gallery", najpierw zasygnalizowany orientalnymi smyczkami nieocenionej Christine Townsend, zaś następnie poruszający się w okolicach tajemniczego, okrytego nieco złowieszczą aurą klimatu, co dodatkowo uwydatniły partie saksofonu w wykonaniu Roba Townsenda. Kompozycja ma swoje wgniatające w fotel momenty, jakby w metalowej horror operze, rośnie i atakuje ciężkimi partiami riffów i perkusji. To kolejna perła w zawartości "The Night Siren". Istny horror prog rock show z partiami życia Roba Townsenda.

Swoje najważniejsze partie w życiu zarejestrowali już prawdopodobnie Kobi Farhi i Mira Awad. Ten pierwszy na którymś z krążków Orphaned Land, być może był to "All Is One" z 2013 roku, a ta druga - mówiąca o sobie iż jest obywatelką tak samo Izraela, jak również Palestyny - na którymś ze swoich pokojowych nagrań. Dwójka tych muzyków stoi za międzyreligijnym ruchem, który próbuje godzić Muzułmanów, Chrześcijan i Żydów. Dlaczego o tym piszę? To oni zaśpiewali w utworze "West To End", będącym być może najbardziej wyraźną gołębicą pokoju wysłaną przez Steve'a Hacketta do świata na krążku "The Night Siren". Ta kompozycja, otoczona bliskowschodnim klimatem, uwydatnia misję dwudziestego piątego albumu angielskiego wizjonera muzyki. Jest piękną i podniosłą balladą, która mogłaby się stać wizytówką dla lepszych czasów. Takich, które mówią o zjednoczeniu. 

Steve Hackett przekazał więc dar nie tylko swoim słuchaczom, ale też całemu współczesnemu światu. Ten dar, tak jak ostatni utwór w trackliście "The Night Siren" czyli "The Gift", to suma wieloletniego doświadczenia, talentu i umiejętności angielskiego artysty. To jego pasja i zaangażowanie w muzykę. Jego niesamowicie brzmiąca gitara i niezwykła osobowość. To wszystko stanowi bazę albumu "The Night Siren", którą wypełniły inspiracje z całego świata, nierzadko podparte gościnnymi występami muzyków wywodzących się z różnych kultur. Na "The Night Siren" chodzi więc o wielokulturowość. Materiał dowodzi, że równie dobrze mogą brzmieć ze sobą lutnia indyjska, andyjskie charango, perski tar, angielska gitara elektryczna, irlandzkie dudy, czy też amerykański saksofon. Nie w strukturze tkwi bowiem piękno, ale w umiejętności jej ujarzmienia i nadania jej formy. To Steve Hackett opanował do perfekcji, a dowody leżą w utworach tworzących "The Night Siren". 

Ocena: 9/10

Steve Hackett
O albumie w skrócie...

Skład: Steve Hackett (charango, g, harm, oud, w), a także Roger King (ik, progr), Amanda Lehmann (w), Christine Townsend (skrzypce, altówka), Rob Townsend (duduk, flet, klarnet, sax, inne), Gary O'Toole (p), Nick D'Virgilio (p), Gulli Briem (cajon, ip, p), Mira Awad (w), Leslie-Miriam Bennett (ik), Troy Donockley (dudy Uilleann), Dick Driver (b), Ned Sylvan (w), Kobi Farhi (w), Benedict Fenner (ik, progr), Jo Hackett (w), John Hackett (flet), Ferenc Kovács (trąbka), Sara Kovács (didgeridoo) i Malik Mansurov (tar) 
 
Tracklista:
1. Behind The Smoke   
2. Martian Sea   
3. Fifty Miles From The North Pole   
4. El Nino   
5. Other Side Of The Wall    
6. Anything But Love   
7. Inca Terra
8. In Another Life
9. In The Skeleton Gallery
10. West To East    
11. The Gift    
Kraj:  
Wielka Brytania

Produkcja:
 

Steve Hackett

Dystrybucja:
 

Inside Out Music

Gatunek:
 

Rock Progresywny

Rok wydania:
 

2017

Podsumowując: "Różnorodność pomysłów zaproponowanych tu przez Steve'a Hacketta jest ogromna, jak w progresywnym kalejdoskopie. W zasadzie każdy utwór opowiada swoją historię osadzoną we właściwych sobie instrumentalnych korzeniach. One wszystkie łączą się na zasadzie wielokulturowego przesłania"

Konrad Zola
*Album udostępniony do odsłuchu dzięki uprzejmości wytwórni Inside Out Music.
*Przeczytaj recenzję poprzedniego materiału Steve'a Hacketta pt. "Wolflight".
*Polub Progresję Po Zmroku na facebooku i bądź na bieżąco z materiałami umieszczanymi na stronie.

4 komentarze:

  1. Wiola to po prostu altówka, Christine Townsend gra na tej genialnej płycie na skrzypcach i altówce, na wiolonczeli niekoniecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Po Darktown Hackett nagrywał słabiutkie płyty a tu trzecie z kolei wydawnictwo po Beyond the Shrouded Horizozon oraz Wolflight, które można nazwać dziełem. Oczywiście Night Siren nie dorównuje swoim dwom poprzedniczkom, bo jest nierówna (gnioty Martian Sea, Anything But Love oraz "barockowa" tandeta The Gift)ale w większości powala (Behind the Smoke, Fifty Miles From The North Pole, Inca Terra, In The Skeleton Gallery). Swietna forma Steve'a ale jednak ukłon w stronę mniej wymagającej publiczności. 6/10

    OdpowiedzUsuń