Kiedy w 2011 roku milkły ostatnie dźwięki zamykające album zatytułowany "Heritage" zastanawiałem się w jaki sposób mogłaby brzmieć kontynuacja tego niezwykłego materiału. Myślę, że już wtedy swoje domysły owiłem nadzieją iż Szwedzi zdecydują się w przyszłości kontynuować kierunki wyznaczone na wspominanym krążku. Przyszłość właśnie stała się teraźniejszością. Album pt. "Pale Communion" to śmiałe rozwinięcie nowego stylu Opeth.
W przekroju przeszło dwudziestoletniej aktywności muzycy ze Sztokholmu przeszli długą i skomplikowaną drogę. Nie chodzi mi wcale o zmiany personalne, których w zespole nie brakowało, bowiem nie od dziś wiadomo, że kierunki rozwoju Opeth wyznacza Mikael Akerfeldt. Ten wszechstronnie uzdolniony muzyk poprowadził karierę swojego macierzystego zespołu w kierunku, który dziś można określić progresywnym rockiem, choć zarówno w zawartości "Heritage", jak również w "Pale Communion" błyszczą się także refleksy psychodelii i zakurzonego rocka sprzed pół wieku. Tymczasem to przecież Opeth przyczynił się do popularyzacji gatunku określanego progresywnym death metalem, jednocześnie stając się jednym z pionierów w tym zakresie. To przeszłość.
Dzisiejsze oblicze Opeth to album pt. "Pale Communion", na którym znalazło się osiem kompozycji utrzymanych w charakterystycznym nokturnowym klimacie. Pod tym względem album sprawia wrażenie jakby był nagrywany w posępnym przycmentarnym pomieszczeniu, pełnym zmurszałych materialnych symboli wiary, niezdarnie porozciąganych pajęczyn i grasujących tam straszydeł. Wrażenie takiego klimatu potęguje duża liczba melodii stanowiących główny atut "Pale Communion". Ich wszechobecność, rozmaitość formy i minorowość tworzą muzykę skłonną zamieszkać na dłużej w świadomości słuchacza, choć musi to być świadomość, która nie obawia się podróży w mroki wyobrażeń Akerfeldta. Opeth nigdy nie był zespołem szczególnie optymistycznym, ale na "Pale Communion" odkrył swoją najbardziej mroczną stronę.
Owy krążek, będący jedenastym w dyskografii Szwedów, umożliwia wypłynięcie z zespołem na głębokie progresywne wody. Najlepiej w ten klimat wpisuje się jeden z najdłuższych utworów w dziejach Opeth pt. "Moon Above, Sun Below" o dziwacznej, wielokrotnie złamanej strukturze. Dzielnie mu towarzyszą kompozycje zatytułowane "River" i "Voice of Treason", które pomimo swej niepozorności - nawet nieśmiało zarysowanego optymizmu w przypadku pierwszego utworu - w finałach wcielają się w rolę rozszalałego, zionącego ogniem instrumentów smoka. Za to przejmująco wybrzmiewa kolejny wielowątkowy utwór, będący równocześnie zamknięciem albumu. Chodzi o melancholijną kompozycję pt. "Faith in Others", która doprowadza "Pale Communion" do finału w stylu filmów noir.
Nowy album Opeth stwarza też szansę zmierzenia się z formami bardziej konkretnymi, opartymi na ogół na wiodącymi motywie, bez specjalnego ingerowania w piętrowość struktury. Pod tym względem szczególnie zachwyciła mnie instrumentalna kompozycja pt. "Goblin" o balansującym na granicy szaleństwa klimacie. To jak niekończące się spadanie w dół z czterdziestego piętra albo wtłaczanie do krwi cichego zabójcy. Zresztą kompozycja otwierająca album pt. "Eternal Rains Will Come" wieloma fragmentami wzbudza podobne skojarzenia, choć w tym przypadku znalazły się również momenty refleksyjnych poszukiwań na granicy psychodelicznego rocka i klasycznej progresji. Inaczej niż w przypadku utworów "Cusp of Eternity" i "Elysian Woes" o charakterystycznych motywach przewodnich: kuglarskiej grze pomiędzy gitarą i wokalno-wokalizującym Akerfeldtem, a także minimalizmie nieregularnie wytrącanym poprzez instrumentarium.
Jakkolwiek by nie podchodzić do "Pale Communion" to album jako całość układa się w intrygującą opowieść. Ta muzyka ma niewiele wspólnego z dawną twórczością Opeth. Nie uświadczymy w niej growlingu, ostrych zagrywek instrumentalnych i ścian dźwięku pomiędzy death a heavy metalem, ale to nie oznacza, że styl zespołu przestał być atrakcyjny. Grupie stały się bliskie inspiracje Porcupine Tree i twórczością Stevena Wilsona - zresztą autora miksu i współautora wokali wspierających na "Pale Communion" - co sprawia, że w jej aktualnym obliczu daje się zobaczyć refleksję, starodawne korytarze i tajemnicę... kuszącą tajemnicę, która utrzymuje się długo po zamilknięciu ostatnich dźwięków...
O albumie w skrócie...
Podsumowując: "[...] album sprawia wrażenie jakby był nagrywany w posępnym przycmentarnym pomieszczeniu, pełnym zmurszałych materialnych symboli wiary, niezdarnie porozciąganych pajęczyn i grasujących tam straszydeł"
Nowy album Opeth stwarza też szansę zmierzenia się z formami bardziej konkretnymi, opartymi na ogół na wiodącymi motywie, bez specjalnego ingerowania w piętrowość struktury. Pod tym względem szczególnie zachwyciła mnie instrumentalna kompozycja pt. "Goblin" o balansującym na granicy szaleństwa klimacie. To jak niekończące się spadanie w dół z czterdziestego piętra albo wtłaczanie do krwi cichego zabójcy. Zresztą kompozycja otwierająca album pt. "Eternal Rains Will Come" wieloma fragmentami wzbudza podobne skojarzenia, choć w tym przypadku znalazły się również momenty refleksyjnych poszukiwań na granicy psychodelicznego rocka i klasycznej progresji. Inaczej niż w przypadku utworów "Cusp of Eternity" i "Elysian Woes" o charakterystycznych motywach przewodnich: kuglarskiej grze pomiędzy gitarą i wokalno-wokalizującym Akerfeldtem, a także minimalizmie nieregularnie wytrącanym poprzez instrumentarium.
Jakkolwiek by nie podchodzić do "Pale Communion" to album jako całość układa się w intrygującą opowieść. Ta muzyka ma niewiele wspólnego z dawną twórczością Opeth. Nie uświadczymy w niej growlingu, ostrych zagrywek instrumentalnych i ścian dźwięku pomiędzy death a heavy metalem, ale to nie oznacza, że styl zespołu przestał być atrakcyjny. Grupie stały się bliskie inspiracje Porcupine Tree i twórczością Stevena Wilsona - zresztą autora miksu i współautora wokali wspierających na "Pale Communion" - co sprawia, że w jej aktualnym obliczu daje się zobaczyć refleksję, starodawne korytarze i tajemnicę... kuszącą tajemnicę, która utrzymuje się długo po zamilknięciu ostatnich dźwięków...
Ocena: 8/10
O albumie w skrócie...
Skład: Mikael
Akerfeldt (g, w), Fredrik Akesson (b, w), Joakim Svalberg (ik, w),
Martin Mendez (b), Martin Axenrot (ip, p), Dave Stewart (is), Steven
Wilson (w)
|
|
| Tracklista: 1. Eternal Rains Will Come 2. Cusp of Eternity 3. Moon Above, Sun Below 4. Elysian Woes 5. Goblin 6. River 7. Voice of Treason 8. Faith in Others Rok wydania: 2014 | Kraj: Szwecja Produkcja: Mikael Akerfeldt Dystrybucja: Roadrunner Records Gatunek: Rock Progresywny, Psychodelia |
Podsumowując: "[...] album sprawia wrażenie jakby był nagrywany w posępnym przycmentarnym pomieszczeniu, pełnym zmurszałych materialnych symboli wiary, niezdarnie porozciąganych pajęczyn i grasujących tam straszydeł"
Konrad Zola
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz