To książka napisana z perspektywy młodszego brata Jimiego, który nie należy do świętoszków. Leon w swoim przeszło sześćdziesięcioletnim życiu był bowiem częstym przymusowym gościem zakładów karnych, względnie poprawczych we wczesnym okresie dojrzewania. To bez wątpienia człowiek wewnętrznie skonfliktowany, choć on sam przekonuje, że odnalazł swoją prawidłową drogę w życiu. Dziś jest muzykiem, nie bierze narkotyków, ma kobietę u swojego boku. Pełen komfort. Tyle, że osiągnięcie takiego stanu równowagi duchowej i społecznej nie przyszło Leonowi łatwo, można wręcz odnieść wrażenie, że dostąpił tej łaski o wiele lat za późno. W każdym razie ów jegomość będąc młodszym bratem Jimiego miał sposobność obserwować rozwój jego osobowości i talentu, razem z Jimim dzielił też niedolę, w którą po II wojnie światowej popadła rodzina Hendrixów. Alkohol, imprezy i kłótnie okazały się codziennością Jimiego i Leona. Gorzej, że wraz ze zdegenerowanymi rodzicami szły też patologie, które dotknęły dzieci Hendrixów - dwaj bohaterowie książki i tak mieli szczęście, że nie zostali rozdani rodzinom zastępczym, tak jak było w przypadku ich młodszego rodzeństwa. Przynajmniej nie od razu, bowiem taki los wreszcie spotkał też Leona.
Zanim jednak młodszy brat Jimiego Hendrixa rozpoczął tułaczkę po rożnych rodzinach w Seattle zdążył przeżyć sporo pamiętnych chwil w gronie Hendrixów. Obaj bracia pamiętają, że ich mama Lucille wreszcie opuściła tonącego w alkoholu ojca Ala, byli też świadkami licznych rozrób urządzanych przez owego porzuconego faceta, a sami wreszcie zaczęli grzebać w śmieciach, okradać sklepy i generalnie poruszać się na poziomie dna, jakiego doświadczyło wielu ówczesnych murzynów w Seattle i w innych mniej postępowych miastach kolebki demokracji. Pomimo nędzy w jakiej znajdowali się Jimi i Leon Hendrixowie ich świat wciąż wypełniały nadzieja i marzenia, które w pewnym sensie popchnęły Jimiego w stronę muzyki. Jednak książka pt. "Jimi Hendrix. Oczami Brata" opowiada o muzyce w ograniczonym zakresie. Ponad wątkami o beztroskim, choć patologicznym dzieciństwie braci Hendrixów duża uwaga w tym dziele została poświęcona mrocznej stronie biznesu muzycznego. Leon Hendrix ze szczegółami opowiada o kulisach sławy swojego starsza brata. Narkotyki, seks i alkohol były na porządku dziennym w otoczeniu Jimiego Hendrixa, ale daje się odnieść wrażenie, że sam artysta pomimo różnych słabości stawiał przede wszystkim na muzykę. To ona napędzała jego życie, przesłaniała też liczne machloje uprawiane przez menedżerów jego talentu, a także zamykała obraz staczającego się brata.
Wymowę tej książki podkreślają opisy kłótni prowadzonych pomiędzy członkami rodziny Hendrixów - również Leonem - o pieniądze pozostawione przez Jimiego po jego śmierci. O mamonę walczą wszyscy! Brat Jimiego, przyszywana siostra, ojciec, macocha i producenci muzyczny. W ten sposób od pewnego momentu książka "Jimi Hendrix. Oczami Brata" staje się nieznośną ilustracją regularnego oddawaniu moczu do grobu Jimiego Hendrixa. W tych kłótniach o jego materialne dziedzictwo gdzieś ulatuje muzyka, która przecież na trwałe wpisała się do kanonów rocka i jego podgatunków. Niemniej owe przepychanki stanowią niedużą część dzieła. Leon nakreślił też w ciekawy sposób rodzącą się pasję Jimiego, opowiedział o jego pierwszych instrumentach wygrzebanych na śmieciach i wykazał na jakiej zasadzie muzyka wyciągnęła Hendrixów z patologii rozprzestrzeniającej się wśród czarnej społeczności w Seattle. Z pewną niekorzyścią dla czytelnika duża część książki została poświęcona samemu Leonowi, który opowiedział o wielu fragmentach swojego życia niemających wiele wspólnego z Jimim. Ciekawie, w sensie społecznym, brzmi opis służby wojskowej Leona, ale wspomnienia na temat handlu narkotykami i regularnego złodziejstwa nie służą niczemu dobremu. Tym bardziej, że Leon próbuje się w tej książce - przepraszam za wyrażenie - wybielić. Dzieło ma ewidentnie ugrzeczniony charakter, nie pada w nim za dużo przekleństw, a młodszy brat Jimiego stara się usprawiedliwić każdy wybryk swojego życia i udowodnić czytelnikom, że stał się niemalże apostołem pamięci po Jimim Hendrixie. Ewidentnie traci na tym rzeczywistość.
Cóż, sądzę, że po zapoznaniu się z niektórymi fragmentami opisującymi doznania Leona wielu mniej odpornych czytelników zechce spróbować LSD albo trawę. Nie jest to w żadnym razie kierunek pamięci o Jimim Hendrixie. Ten wybitny muzyk powinien być wspominany przede wszystkim przez pryzmat swojej wielkiej spuścizny muzycznej, niekwestionowanego talentu gitarowego i kapitalnych tekstów. W sumie więc książka "Jimi Hendrix. Oczami Brata" pozwala spojrzeć na Jimiego Hendrixa jako na człowieka wychowanego w nędzy, a zarazem pasjonata, który zdołał osiągnąć błyskawiczną sławę. To więc w dużej mierze książka o nadziei, choć niepozbawiona fetoru patologii leżącej w historii rodziny Hendrixów. Zatem mamy do czynienia z odświeżeniem pomnikowego wizerunku Jimiego Hendrixa. Czy jesteście gotowi, aby się z tym zmierzyć?
Ocena: 8/10
Jimi Hendrix. Oczami Brata
Tytuł oryginalny: Jimi Hendrix: A Brother’s Story
Autorzy: Leon Hendrix, Adam Mitchell
Liczba stron: 320
Rok polskiego wydania: 2014
Rok pierwszego wydania: 2012
Tłumaczenie: Michał Juszkiewicz
Miasto: Kraków
Wydawnictwo: SQN
Strona internetowa wydawnictwa: http://www.wsqn.pl
Wybrane cytaty:
"Prawdziwą karą było siedzenie w domu bez jedzenia, z wyłączonymi światłami. Wydawało się, że przebywając z tatą, wszyscy trzej cierpimy"
"Choć noc była niesamowita, obudziłem się z monstrualnym kacem i ogołoconym portfelem. Paradując zeszłego wieczoru [...] niczym gruba ryba, wydałem resztę gotówki, którą Jimi dał mi w Vancouver. Musiałem chyba postawić drinka połowie dziewczyn w barze.
- Przekaż Jimiemu, że miałeś najlepszą cipkę w swoim życiu - powiedziała do mnie z łóżka młoda dama, z którą spędziłem upojny czas.
- Pochwal mnie, żeby się mną zainteresował.
- Wiesz co? Chyba jeszcze raz musisz potwierdzić swoje umiejętności - stwierdziłem, wskakując z powrotem do łóżka"
Tłumaczenie: Michał Juszkiewicz
Miasto: Kraków
Wydawnictwo: SQN
Strona internetowa wydawnictwa: http://www.wsqn.pl
Wybrane cytaty:
"Prawdziwą karą było siedzenie w domu bez jedzenia, z wyłączonymi światłami. Wydawało się, że przebywając z tatą, wszyscy trzej cierpimy"
"Choć noc była niesamowita, obudziłem się z monstrualnym kacem i ogołoconym portfelem. Paradując zeszłego wieczoru [...] niczym gruba ryba, wydałem resztę gotówki, którą Jimi dał mi w Vancouver. Musiałem chyba postawić drinka połowie dziewczyn w barze.
- Przekaż Jimiemu, że miałeś najlepszą cipkę w swoim życiu - powiedziała do mnie z łóżka młoda dama, z którą spędziłem upojny czas.
- Pochwal mnie, żeby się mną zainteresował.
- Wiesz co? Chyba jeszcze raz musisz potwierdzić swoje umiejętności - stwierdziłem, wskakując z powrotem do łóżka"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz