Na moim niebie znajdowało się dziś dużo kłębiastych obłoków, niektóre ostrzegały, że za chwilę wybuchną płaczem, inne protestowały przeciwko słońcu. A co słychać u Ciebie Zagreusie? Czy chciałeś się dzisiaj obudzić, czy nie boisz się dzisiaj zasnąć?
Zagreus: Nigdy nie boję się zasypiać. Lubię noc, ciemność, ciszę i spokój. Lubię sen. Za to z chęcią obudzenia się bywało różnie. Bywały chwile w moim życiu, kiedy bardzo nie chciałem się budzić. Najlepiej już nigdy. Dzisiaj śpię dobrze i budzę się spokojny, ale czasem tamte złe chwile też dają o sobie znać. Szkoda też, że mój sen ostatnio jest z reguły zbyt krótki…
Jaki był najstraszniejszy koszmar
Twojego życia, ten, który sobie przypominasz i o którym chciałbyś opowiedzieć?
Zagreus: Hm... to wbrew pozorom
bardzo ciężkie pytanie i nie wiem, czy będę w stanie na nie odpowiedzieć. Jeśli
chodzi o koszmary senne to raczej ich nie miewam. Miewam sny ciężkie,
nieprzyjemne, ale nie da się ich zakwalifikować do kategorii koszmarów. Jeśli
chodzi o jawę, przeżyłem w życiu sporo bardzo nieprzyjemnych, smutnych
momentów, ale pozwól, że zachowam te wspomnienia dla siebie. Trochę nie chce mi
się do nich wracać. Zwłaszcza na forum publicznym.
Pytanie o koszmary, dalej: sens
egzystencji i kondycję współczesnych ludzi, wydaje się zasadne wobec zawartości
albumu "Pod Niebem Utkanym z Popiołu". Moim zdaniem to mroczny
materiał. A w jaki sposób Ty, jako twórca tej zajmującej muzyki, mógłbyś opisać
filozofię zawartą na owym dziele?
Zagreus: „Pod niebem…” to faktycznie materiał dosyć ciężki i mroczny,
ale takie też od początku było założenie. Miało być ciężej niż na debiucie,
ostrzej, mniej folkowo, ale za to bardziej progresywnie i to założenie
zasadniczo udało się zrealizować. Mrok
przyszedł sam. Nie zakładałem z góry ani takiego klimatu krążka, ani tematyki
tekstów. Potem nagle okazało się, że większość utworów jest chłodna, szara, jak
popiół i dość odległa od nieco „zielonej” atmosfery debiutu. Teksty same
zaczęły układać się w całość i chociaż nie miał to być żadną miarą album
koncepcyjny, to wyszło jak wyszło. Wszystkie utwory tak naprawdę mówią o
śmierci. Jedne bardziej, inne mniej otwarcie, ale wszystkie poruszają ten
właśnie temat. Ale nie chcę nikomu psuć zabawy z ich odkrywania i
interpretowania na swój własny sposób. Ktoś inny może w nich znaleźć zupełnie
odmienne rzeczy. I bardzo dobrze.
Natura wydaje się równie ważnym
tematem pojawiającym się w utworach tworzących dzieło "Pod Niebem Utkanym z Popiołu". Mam wrażenie, że kapela Jarun celebruje naturę, gra i opowiada
o jej potędze, choćby w pięknej kompozycji "Cisy". Jak jest naprawdę?
Ile znaczą dla Ciebie dobrodziejstwa natury? Znajdujesz czas na refleksje?
Zagreus: Natura zawsze była, jest i będzie głównym źródłem moich
inspiracji. Tak muzycznych, jak i tekstowych. Bez niej Jarun by nie powstał. I
nie jest to żadna przenośnia. Sam pomysł na zespół, jego koncepcja i wszystko
co za nim stoi powstało w mojej głowie podczas samotnych wędrówek po górach i
lasach moich rodzinnych stron. W drodze lepiej się myśli (śmiech). Natura jest
obecna i w muzyce i w tekstach. Jest dla mnie niewyczerpanym źródłem metafor i
inspiracji. Wiem, że brzmi to może banalnie, że co drugi twórca z kręgu folk,
czy pagan mówi takie rzeczy, powołuje się na kontakt z siłami przyrody, ale dla
mnie to naprawdę istotna kwestia i niezwykle ważna część mojego życia. Połowę
dzieciństwa i młodości spędziłem w lesie, drugą połowę we własnej głowie. I
bardzo chciałbym tam wrócić. Stąd może ta melancholia w muzyce i tekstach, stąd
ten mrok i smutek. Niestety czasu na refleksję jest coraz mniej. Życie coraz
bardziej pędzi, coraz bardziej przytłacza i w nawale codzienności coraz
trudniej jest znaleźć czas, by zajrzeć w głąb siebie, zadumać się nad potęgą
natury. Ale bardzo się staram, by jednak wciąż to robić. A co do cisów… cóż… cis
jest rośliną ciemną, mroczną, bardzo magiczną i mitotwórczą. No i bardzo
trującą…
![]() |
| "Nigdy nie boję się zasypiać" |
Zagreus: Siłą rzeczy jestem osobą nastawioną dość mocno proekologicznie.
Chciałbym jak najdłużej móc cieszyć się nieskalaną przyrodą. Bardzo leży mi na
sercu jej dobro, bo bez niej zwyczajnie nie mógłbym żyć. Widzę, co się dzieje
wokół mnie, widzę wszystkie te złe rzeczy, ale widzę też, że na szczęście nie
zawsze wygrywają pieniądze, nie zawsze triumfuje głupota. Mimo wszystko w tej
kwestii jestem ostrożnym, ale jednak optymistą. A przynajmniej próbuję i chcę
nim być (śmiech). Moment, w którym beton, stal i szkło zajmą miejsce gór i
lasów, będzie też ostatnim momentem w historii ludzkości. Myślę, ze większość
ludzi jednak zdaje sobie z tego sprawę i do tego nie dopuści. Oby.
Myśląc jeszcze o połączeniu
twórczości Jaruna z naturą nasunęła mi się refleksja. Nie wspominałem o
tym w mojej recenzji albumu "Pod Niebem Utkanym z Popiołu", ale
fragmenty krążka wywołały u mnie skojarzenie z wczesną twórczością Ulvera. Te
folkowe przestrzenie połączone z ekstremą... czy inspirowałeś się krążkami
Norwegów myśląc o tworzeniu tegorocznego materiału?
Zagreus: Ulver to faktycznie kapela, którą lubię i bardzo szanuję, ale,
może nieco paradoksalnie, wolę ich późniejsze dokonania, które ani z metalem,
ani z folkiem nie mają już zbyt wiele wspólnego. Nie można jednak nie docenić
ich wpływu na kształt współczesnej sceny black, czy folk metalowej. Swoimi
wczesnym albumami zbudowali podwaliny pod jej dalszy rozwój, pchnęli ją na nowe
ścieżki. W tym sensie można ich zaliczyć do naszych inspiracji. W sensie
dosłownym - raczej nie. W ogóle, gdyby ktoś mnie o to spytał, trudno byłoby mi
wskazać nazwy jakichś konkretnych kapel. Staramy się unikać takich wpływów,
opierania się na znanych, osłuchanych już dźwiękach. Bardzo chcemy, by muzyka
Jarun była jak najbardziej oryginalna i ciekawa. Szanuję zespoły, które szukają
własnej drogi, często płynąc pod prąd aktualnych trendów. Wbrew pozorom jest
ich całkiem sporo i to one są w stanie odcisnąć naprawdę silne piętno na
obliczu sceny, a nie te nieprzebrane rzesze i legiony naśladowców. Ulver
zdecydowanie zalicza się do pierwszej kategorii. Mam nadzieję, że Jarun w jakimś
stopniu też. W każdym razie usilnie ku temu dążymy.
A nie obawiasz się, że ciężar
gatunkowy albumu, szczególnie jego ekstremalne oblicze, może odstraszyć
potencjalnych słuchaczy muzyki folkowej? Gdyby wcześniej wspominane
"Cisy" miały promować album to potencjalni słuchacze przeżyliby
niemały szok mierząc się z innymi utworami na krążku...
Zagreus: Dla fanów łagodnych, folkowych dźwięków, czy nawet tych
lubujących się w radosnym folk metalu z przytupem, twórczość Jarun i tak zawsze
była i będzie nieco zbyt ekstremalna, a przy tym melancholijna i mroczna. Nie
możemy i nie chcemy zadowalać wszystkich. Ekstremalne podejście jest w naszej
muzyce elementem bardzo ważnym, rzekłbym wręcz niezbędnym. Jesteśmy przede
wszystkim kapelą metalową, czy jak kto woli, black metalową. Dopiero na
dalszych miejscach znajdują się inne składowe: folk, progresja, alternatywa,
rock... jak zwał, tak zwał. Jednocześnie bardzo nie chcemy być kapelą nudną i
jednowymiarową. Stąd te pozornie nieprzystające elementy, stąd ciągłe
poszukiwania. Chcemy trafić do słuchaczy otwartych, niebojących się muzycznych
wyzwań, niezamykających się w ciasnych szufladkach gatunkowej poprawności. Nie
wiem, co przyniesie przyszłość. Nie wiem, jak będzie brzmiał nasz kolejny
materiał. Powstały już szkice kilku utworów, znów nieco odmiennych od
poprzedników, ale przed nami jeszcze daleka droga. Na pewno nie porzucimy
ekstremy, nie wyrugujemy też z naszej muzyki pozostałych elementów. Znając życie,
to raczej jeszcze dodamy parę nowych, ale jakie będą ich proporcje, jaki będzie
efekt końcowy, tego nie wie nikt, łącznie ze mną.
W jakim okresie i w jakich
okolicznościach powstawał materiał na "Pod Niebem Utkanym z Popiołu"?
Podobno nie obyło się bez przeszkód.
Zagreus: Sam materiał, w sensie kompozycji, czy tekstów, wcale nie
powstawał tak długo. Prace nad nim rozpoczęliśmy jeszcze w trakcie trwania
sesji nagraniowej poprzedniego dzieła „Wziemiozstąpienia”, może nawet nieco
wcześniej. Wszystko szło bardzo sprawnie, mieliśmy sporo pomysłów, mnóstwo
nowych idei i bardzo szybko byliśmy gotowi do nagrania kolejnego albumu.
Niestety wtedy wszystko zaczęło się psuć. W połowie sesji nagraniowej
rozstaliśmy się z naszym dotychczasowym perkusistą Radoslavem. Siłą rzeczy
wpłynęło to dosyć negatywnie na jej przebieg. Nim znaleźliśmy zastępstwo, nim
byliśmy gotowi, by ponownie wejść do studia, minęło sporo czasu. Niestety to
nie zakończyło naszych problemów. Płytę nagrywaliśmy z zaprzyjaźnionym
realizatorem, co jak się okazało, miało swoje dobre i złe strony. Na plus da
się zaliczyć „kumpelskie” podejście w kwestiach finansowych (czyt.
oszczędności), sporym minusem stało się dość luźne podejście do czasu. Trudno
było nam znaleźć wolne terminy, wpasować się jakoś w grafik studia. To niestety
również spowodowało spore opóźnienia. Gdy wszystkie ścieżki zostały w końcu
nagrane zaczęła się zabawa z miksem. Żeby nie przedłużać – nim znaleźliśmy
odpowiednią osobę, która była w stanie poradzić sobie z naszym materiałem i
wyciągnąć z niego wszystko, co najlepsze, znów minęło kilka miesięcy.W gruncie rzeczy wszystkie te opóźnienia to wyłącznie nasza wina i na
nikogo nie zamierzam niczego zwalać. Mam tylko nadzieję, że wyciągnęliśmy z
tego odpowiednią nauczkę i kolejna płyta, która powstaje już od jakiegoś czasu
ukaże się znacznie szybciej.
![]() |
| "Natura zawsze była, jest i będzie głównym źródłem moich inspiracji" |
Zagreus: Oprócz wyżej wymienionych przez Ciebie kapel był jeszcze
heavy/thrashowy Stormrider, w którym grałem przez krótki czas. Zagrałem z nimi
chyba trzy koncerty (śmiech). Wszystkie te zespoły były dla mnie, w którymś
momencie życia, bardzo ważne i istotne. Bardzo wiele się dzięki nim nauczyłem,
rozwinąłem się jako muzyk, gitarzysta, kompozytor. Poświeciłem im spory kawałek
życia i nie żałuję z tego ani minuty. Żadna z tych kapel nie osiągnęła
większego sukcesu, większość zakończyła swój żywot po zagraniu paru koncertów i
nagraniu jakichś demówek, ale to były wspaniałe czasy i wspaniali ludzie. Trudno
mi z perspektywy lat obiektywnie oceniać tworzoną przez nie muzykę. Czasem do
niej wracam i wciąż odnajduję w niej wiele naprawdę niezłych elementów.
Niestety żadna z moich poprzednich kapel nie doczekała się porządnych, dobrze
brzmiących nagrań. Jedne z powodów techniczno-finansowych, jak Archanger, inne
z celowego założenia, jak grający początkowo dość surowy black metal, Outbreak
of Evil. Prędzej, czy później wszystkie się rozleciały. Większość z banalnych,
przyziemnych powodów. Brak sprzętu, trudności ze znalezieniem sali prób,
wreszcie brak odpowiednich muzyków. Gdy ostatnia z nich, death metalowy
Chtonian, zakończyła działalność, poczułem jednak pewne znużenie. Na jakiś czas
odechciało mi się zmagań z oporną materią muzyki, a przede wszystkim tworzenia
kolejnych kapel, organizowania wszystkiego, grania koncertów. Na szczęście
bardzo szybko zatęskniłem za tworzeniem i tak narodził się Jarun. Jakiś czas
później uznałem, że jednak brakuje mi też scenicznych świateł i tego wszystkiego,
co składa się na metalowy styl życia i tak projekt stał się zespołem.
Skąd wzięło się u Ciebie
zamiłowanie do gitary?
Zagreus: Z powodu braku kasy na zakup perkusji (śmiech). A tak serio,
to odkąd pamiętam ciągnęło mnie do muzyki. Gdy już trochę podrosłem i zacząłem
interesować się jej nieco cięższymi odmianami, oczywistym stało się dla mnie,
że chcę być częścią tego wszystkiego. Chcę mieć długie włosy i biegać po
scenie. W którymś momencie faktycznie chciałem zostać perkusistą. Niestety nie
było mnie wtedy stać na zakup odpowiedniego zestawu, a że w domu miałem starą,
akustyczną gitarę marki Defil, nie miałem wyboru. Musiałem zostać gitarzystą
(śmiech). Tak naprawdę nigdy nie udało mi się osiągnąć pełnej biegłości w tym
instrumencie. Daleko mi do wirtuozerii, nie uważam się nawet za szczególnie
dobrego gitarzystę. Od zawsze ważniejsze było dla mnie tworzenie własnych
dźwięków, kreowanie osobistych dźwiękowych krajobrazów, niż powtarzanie cudzych
pomysłów, czy żmudne ćwiczenia techniczne. Pewnie gdybym był lepszym
gitarzystą, tworzyłbym też ciekawszą, pełniejszą muzykę. Ale to wcale nie jest
takie oczywiste.
A ksywa Zagreus? Zdaje się, że
był to syn Zeusa, który pomimo zaciętej walki i wielkiej przebiegłości został
zabity przez tytanów, później zaś odrodził się jako Dionizos. Nie wiem czy jest
to dobra wróżba dla Ciebie i Jaruna...
Zagreus: Ten Zagreus, którego opisujesz, to jego późna forma,
wymyślona na potrzeby orfickich misteriów. Forma, która przykryła jego
pierwotne, archaiczne cechy. „Mój” Zagreus, to pradawny bóg, którego kult
wywodzi się prawdopodobnie jeszcze z czasów przed-greckich, z Krety. Opisuje go
m.in. Karl Kerenyi w swoim dziele Dionizos: archetyp życia niezniszczalnego.
To mityczny bóg-łowca, opiekun
dusz, pan podziemnego świata. Rogata postać przemierzająca dzikie ostępy gór
Hellady. To jednocześnie postać niezwykle tajemnicza i wieloznaczna. To nie
tylko wcielenie Dionizosa, ale też bóstwo potężne i ważne. Starogrecki, dzisiaj
już zaginiony poemat Alkmaiōnis, wspomina o nim, w kilku ocalałych
fragmentach, opisując go jako stojącego wraz z Ziemią Matką ponad wszystkimi
bogami. Do takiego Zagrusa nawiązuje też np. Tadeusz Miciński w swoim dramacie Bazylissa
Teofanu. Jak widzisz, wróżby są raczej
pomyślne. Nie chcemy rządzić światem i stać ponad wszystkim, zadowala nas
swoboda przemierzania lasów i gór.
Na ile Jarun wypełnia Twoje życie, a na ile jest to przestrzeń, w
której możesz swojemu życiu odebrać wszelkie szablony i całą jego prozaiczność?
Czy w ogóle oddzielasz swoje twórcze ego od spraw prywatnych i zawodowych?
Zagreus: Jarun, w jakimś sensie, przenika całe moje życie. To coś,
czego nie sposób oddzielić od jego pozostałych aspektów. Jest to dla mnie zbyt
ważne. Na tyle ważne, że raczej nie oddzielam swojego artystycznego „ja”, od
tego, kim jestem na co dzień. To wciąż jeden i ten sam Zagreus. Nawet, jeśli w
codziennym życiu posługuje się innym imieniem (śmiech).
Na koniec chciałbym zapytać, jaki
kolor ma Twoje niebo, gdy przyglądasz mu się w tej chwili?
Zagreus: Cały dzisiejszy dzień
był męczący i upalny. Przez cały czas dominował błękit, teraz niebo nabiera
kobaltowej barwy i powoli szarzeje. Mam nadzieję, ze niedługo się ściemni i
doczekam się gwiazd. Popiołu nie przewiduję.
Rozmowę przeprowadził:
Konrad Zola
Zachęcam do odwiedzenia oficjalnego profilu facebook zespołu Jarun i zapoznania się tegorocznym albumem kapeli pt. "Pod Niebem Utkanym z Popiołu", którego recenzję możecie przeczytać na łamach Progresji Po Zmroku. Zdjęcia wykorzystane w wywiadzie zostały umieszczone za zgodą Zagreusa.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz