czwartek, 28 września 2017

Sons Of Apollo "Psychotic Symphony" (recenzja)

Prog metalowa mieszanka wpływów Dream Theater, Mr. Big, Guns N' Roses i Journey? Teoretycznie wszystko jest możliwe. Szczególnie, gdy weźmiemy pod uwagę, że w ramach jednej kapeli spotkali się człowiek orkiestra Mike Portnoy, a także Derek Sherinian, Ron "Bumblefoot" Thal, Billy Sheehan i Jeff Scott Soto. Oni wszyscy, pozbawieni pierwiastka skromności, uformowali kapelę nazwaną ku czci greckiego boga muzyki Apollo, choć chodzą też słuchy, że oryginalnie nazwa tej supergrupy bierze się od Apollo Creeda, bohatera serii filmów "Rocky". Biorąc pod uwagę jakość debiutanckiego albumu Sons Of Apollo, krążka zatytułowanego "Psychotic Symphony", można odnieść wrażenie, że obie te genetyczne dochodzenia nazwy zespołu znajdują uzasadnienie. Z jednej strony to napełnione uduchowionym uniesieniem granie ku chwale nieskrępowanej wolności twórczej, zaś z drugiej potężne ciosy wyprowadzane w prog metalowym stylu, niczym w pięściarskim ringu.

Elektryzuje przede wszystkim współpraca dwóch byłych członków Dream Theater - Mike'a Portnoya i Dereka Sheriniana - którzy przecież aktywnie współtworzyli świetny (i niedoceniony!) album "Falling Into Infinity" z 1997 roku. Kolejny efekt ich współpracy, tym razem w ramach Sons Of Apollo, ma również szansę przejść do historii, choć to dzieło biegunowo różne od wywołanego albumu Dream Theater. Otóż na krążku "Psychotic Symphony" dominuje niezwykle urozmaicony klimat, pełen współczesnych tajników dźwięku zarówno w sensie brzmienia, jak również samych zagrywek, na ogół niestosowanych jeszcze w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Tak oto twórcy albumu "Psychotic Symphony" postawili przede wszystkim na mocne, dosadne brzmienie, odpowiadające współczesnym standardom wysokiej jakości dźwięku, a także zaprezentowali swoje umiejętności w przechodzeniu pomiędzy różnymi warstwami klimatu. Pierwszy album Sons Of Apollo to bowiem nie tylko metal (...choć album jest naprawdę ciężki!), ale także liczne przestrzenie, które głównie ze względu na fantastyczną dyspozycję Dereka Sheriniana zostały doprawione klasycznym prog rockowym sosem. Swoją rolę na tym krążku, poza dwoma wspomnianymi muzykami, odegrali także pozostali twórcy, w tym przede wszystkim Bumblefoot, który w niektórych fragmentach albumu uczynił go materiałem rock n' rollowym. Całość więc okazuje się pojemną studnią dźwięku.

W pierwszej kolejności uwagę zwracają przede wszystkim kompozycje wielowątkowe, nawiązujące do prog metalowych kanonów. Łącznie muzycy Sons Of Apollo na dystansie swojego pierwszego albumu zarejestrowali cztery takie utwory, tj. pełne rozmaitych wątków, których czas trwania waha się od siedmiu do przeszło jedenastu minut. Już na samym wstępie w nieco orientalnym posmaku słuchaczy wita kompozycja "God Of The Sun", której klimat będzie ulegiwał licznym załamaniom. Muzycy Sons Of Apollo zaprezentowali się tu ze znakomitej strony pod względem tworzenia przejmujących przestrzeni, wplecionych pomiędzy nie rockowych i metalowych zagrywek, a także nagłych zwrotów akcji, szczególnie w ramach dynamicznej sekcji gitarowo-perkusyjnej. Nie sposób też nie zauważyć, że ta kompozycja pachnie twórczością Dream Theater na kilka kilometrów! Szczególnie gdy wziąć pod uwagę takie albumy jak "Systematic Chaos" i "Black Clouds & Silver Linings", to łatwo dojść do wniosku, że pomysły Mike'a Portnoya nawiązują do owych skądinąd znakomitych nagrań. Tyle, że Sons Of Apollo wieloma fragmentami brzmi także ciężko, potężnie i niezwykle dosadnie, tak jak w innym rozbudowanym utworze w trackliście dzieła, tj. "Sings Of The Time", który to na charakterystycznych tłach okazuje się szaleńczym wyścigiem gitarowo-perkusyjnym. Niemniej i tu znalazło się miejsce na piękną przestrzeń uzupełnioną soczystymi zagrywkami instrumentalistów Sons Of Apollo.

Tymczasem kolejny z wielowątkowych utworów kapeli, tj. "Labirynth", w niektórych momentach sprawia wrażenie soundtracku do gry komputerowej. To wrażenie jednak nie odbiera numerowi dobrego, klasycznego rockowego posmaku. Właśnie w tym przypadku - może nieco na siłę - można by porównać Sons Of Apollo do Dream Theater z okresu albumu "Falling Into Infinity". Nie ma w tym porównaniu aż tyle nadużyć jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że kapela częściowo planowała inspirować się muzyką z lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, zaś wspominany krążek Dream Theater oddawał przecież ducha swoich czasów. Do tego nastrojowego ładunku inspiracji doszły też współczesne patenty, będące formą miksu elektroniki z klawiszowymi zaklęciami Dereka Sheriniana. Natomiast całość wieńczą fantastyczne partie gitarowe w wykonaniu Bumblefoota, dla którego "Psychotic Symphony" będzie prawdopodobnie najlepszą płytą w życiu. Świadczy o tym nie tylko imponująca seria porywających zagrywek w jego wykonaniu na całym dystansie albumu, ale też stempel "Pychotic Symphony" pod postacią instrumentalnego utworu "Opus Maximus". To bez wątpienia jedna z najlepszych prog metalowych kompozycji tej dekady! Nietypowa struktura, intrygujące futurystyczne brzmienie, kontrolowany ciężar i agresja, a nade wszystko niepohamowana energia zamieniona na serię kapitalnych zjazdów instrumentalnych mogą uchodzić za najlepszą definicję finałowego utworu na pierwszym krążku Sons Of Apollo. Wow!  

To dzieło nie zawiera jednak tylko monumentalnych progresywnych kompozycji, ale też numery nieco krótsze, takie jak "Coming Home", "Lost In Oblivion" i "Divine Addiction", które mają pełnić funkcję kilkominutowych killerów rozmieszczonych pomiędzy rozbudowanymi, przestrzennymi utworami. To więc szybkie, zadziorne, ale też wypełnione klawiszowymi efektami numery, którym bliżej do rock n' rolla, niż prog metalu. Nośne brzmienie, dynamika, zestaw kapitalnych dodatków dźwiękowych (przede wszystkim w "Lost In Oblivion" i "Divine Addiction"), a także porywające solówki i dopracowany, mocny wokal mówią więcej, niż tysiąc słów. Sons Of Apollo na stadiony! Wyjątkiem w tej materii nie jest też podniosła ballada pt. "Alive", utrzymana również bardziej w rock n' rollowym stylu, niż w konwencji ballady progresywnej, ale jej finałowa solówka pozwala przywołać ducha rocka progresywnego ubiegłego wieku. Tych duchów znalazło się tu jeszcze więcej. Może z wyjątkiem jednominutowego dziwadła, zatytułowanego zresztą dość niesmacznie "Figaro's Whore", które ostatecznie nie wywiera żadnego wpływu na wysoką jakość dzieła.  

Wszakże "Psychotic Symphony" to materiał wyborny. Dzieło, które od razu wprawia w żal, że Sons Of Apollo nagra może jeszcze jedną, dwie płyty, po czym się rozpadnie albo zmianom uległe skład kapeli, jak to przecież bywało w przypadku większości projektów Mike'a Portnoya w erze post Dream Theater. On sam, ten piekielnie uzdolniony perkusista, jest na tym krążku znakomity. Tak samo, jak Derek Sherinian, a także pozostali członkowie Sons Of Apollo. Szkoda tylko, że dzieło o takiej wartości zdobi niewpisująca się w jego klimat okładka. Niby błahy to zarzut, ale obecnie coraz częściej daje się zauważyć, że współczesne kapele przestają inwestować w rozbudowaną symbolikę. Przy okazji tak świetnych materiałów jak "Psychotic Symphony" można więc było zadbać również o symbole, ale to i tak nie zmienia faktu, że krążek stanowi pozycję obowiązkową dla fanów metalu progresywnego.  

Ocena: 9/10

O albumie w skrócie...
 
Skład: Mike Portnoy (p, w), Derek Sherinian (ik), Billy Sheehan (b), Ron "Bumblefoot" Thal (g, w), Jeff Scott Soto (w)
 
Tracklista: 
1. God Of The Sun
2. Coming Home
3. Signs Of The Time
4. Labyrinth
5. Alive
6. Lost In Oblivion
7. Figaro's Whore
8. Divine Addiction
9. Opus Maximus      

Rok wydania:
2017
       
Kraj:  
USA

Produkcja:
 

Mike Portnoy, Derek Sherinian

Dystrybucja: 

Inside Out Music

Gatunek:
 

Metal Progresywny

Podsumowując: "Z jednej strony to napełnione uduchowionym uniesieniem granie ku chwale nieskrępowanej wolności twórczej, zaś z drugiej potężne ciosy wyprowadzane w prog metalowym stylu, niczym w pięściarskim ringu"

Konrad Zola
*Album udostępniony do odsłuchu dzięki uprzejmości wytwórni Inside Out Music.

3 komentarze:

  1. Muszę powiedzieć, że takie granie bardzo mnie przekonuje, na razie wysłuchałem jednego kawałka i muszę powiedzieć, że jest to kawał niezłej muzyki. Chyba zapiszę sobie ten album do zakupu, bo zapowiada się niezła uczta muzyczna.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie spodziewałem się aż tak dobrej płyty,a tu zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony.Udostępniony singiel Coming Home nie jest w pełni reprezentatywny dla całego albumu.Panowie z Dream Theater powinni czuć zazdrość słuchając ten krążek,bo to jedna z najbardziej porywających płyt progowych ostatnich lat.Obok Adagio - Life najciekawsza pozycja prog metalowa w tym roku.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dokładnie. W porównaniu z ostatnimi albumami Dream Theater krążek Sons Of Apollo wypada znacznie, znacznie lepiej... teraz wiadomo ile dla tej kapeli znaczył Mike Portnoy.

    OdpowiedzUsuń