Marcin Odyniec to saksofonista, którego słuchacze rocka i metalu progresywnego znają z jego ważnego udziału w albumach "Shrine Of New Generation Slaves" Riverside oraz "Fractured" Lunatic Soul. To równocześnie muzyk o wielobarwnych zainteresowaniach muzycznych, który udziela się zarówno w sesjach studyjnych, jak również w ramach cover bandu Sax and Six oraz w innych interesujących projektach. W jego muzycznym CV znajduje się miejsce tak na rock, jak na jazz, a także na nurty muzyczne, które nie sprzyjają definicjom, bo sam Marcin Odyniec nie lubi definicji. Jest artystą niebanalnym, wykształconym i otwartym na świat, a przy tym także nauczycielem muzyki.
Ten uzdolniony saksofonista znalazł czas, aby zmierzyć się z pytaniami w wywiadzie dla Progresji Po Zmroku. Głównie wątki rozmowy odnosiły się, co oczywiste, do albumu "Fractured" Lunatic Soul, ale równocześnie Marcin Odyniec zdołał też dużo powiedzieć po prostu o sobie i o muzyce. Jego myśli są na tyle wartościowe, że warto je poznać w całości. Zatem oto pierwszy w dziejach Progresji Po Zmroku wywiad w formie wideo, do którego wprowadzają pisemne fragmenty wybranych wypowiedzi saksofonisty. Oglądajcie uważnie, bo już na dniach na łamach Progresji Po Zmroku zostanie ogłoszony konkurs, w którym główną nagrodą będzie album "Fractured"...
Na wstępie chciałbym zadać najważniejsze pytanie świata. Czym dla Ciebie jest muzyka?
Marcin Odyniec: Porównałbym muzykę do tego, o czym mówi się w modlitwie. Wszyscy wierzący znają "Ojcze nasz", gdzie występują słowa "Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj...". To jest bardzo charakterystyczne. Muzyka jest właśnie takim chlebem, jak z tej modlitwy. Każdego dnia czymś, co mnie karmi, i czym ja chcę karmić innych. Im ta muzyka jest lepsza, smaczniejsza, tym lepiej ja się odżywiam, tym lepsze pożywienie daję moich słuchaczom.
Skąd się wzięło Twoje zainteresowanie saksofonem?
Marcin Odyniec: W swoim życiu od dzieciaka grałem sobie tak domowo, ogniskowo na gitarze. Ograniczało się to w zasadzie do grania na gitarze klasycznej [...] Uczyłem się różnych riffów [...] Natomiast blisko mojej osiemnastki zacząłem się zastanawiać, co chcę w życiu robić. Podszedłem pragmatycznie do tematu, dochodząc do wniosku, że gitarzystów jest mnóstwo, a z moimi umiejętnościami do gry na gitarze się nie nadaje, więc musiałem znaleźć instrument [...] stanąłem przed wyborem spośród instrumentów dętych, tj. klarnetu, saksofonu i trąbki [...] klarnet był drewniany, trąbka metalowa, a saksofon między jednym i drugim. Wziąłem to pośrodku.
Jednym z głównych pretekstów naszej rozmowy jest Twoja współpraca z Mariuszem Dudą. Jak to się stało, że zostałeś zaproszony do nagrań nowego krążka Lunatic Soul?
Marcin Odyniec: Jeżeli chodzi o spotkanie z Mariuszem Dudą, to zawdzięczam to Robertowi i Magdzie Srzednickim, czyli właścicielom studia Serakos. Poznałem ich wiele lat temu [...] kiedy przyszło do nagrywania albumu "Shrine Of New Generation Slaves" Mariusz Duda szukał muzyka do utworu "Deprived (Irretrievably Lost Imagination)". Srzedniccy podrzucili kontakt do mnie, następnie porozmawiałem z Mariuszem, choć wcześniej go nie znałem. Jednak od pierwszego momentu miałem poczucie takiego przyjacielskiego spotkania, jakbyśmy wcześniej się już znali. Jednym z efektów naszej współpracy przy nagraniach Riverside było właśnie to, że Mariusz po kilku latach zaprosił mnie do nagrywania krążka "Fractured".
W jaki sposób mógłbyś zdefiniować "Fractured"?
Marcin Odyniec: Nie definiuję muzyki. [...] Moje emocje przy tej płycie są zabarwione różnymi wydarzeniami z życia Mariusza, mojego, Riverside. Ze wszystkiego, co się działo w tle nagrywania tej płyty. Ta płyta zabarwiona jest różnymi emocjami. Dla mnie to przejmujący i różnorodny materiał. Ten album to echo nie tylko zamiłowań muzycznych Mariusza, ale również czuć w tym pewną historię życia Mariusza i Riverside. Rykoszetem dotyka to również mnie.
Który z utworów, gdzie zarejestrowałeś swoje partie saksofonowe, jest najbliższy Twojemu sercu?
Marcin Odyniec: Nie wiem... nie wiem... trudno mi na ten moment powiedzieć [...]
Czym różni się Twoja współpraca z Riverside nad albumem "Shrine Of New Generation Slaves" od krążka Lunatic Soul "Fractured"? A może powinniśmy tu postawić nie różnice, ale znaki równości?
Marcin Odyniec: Jeżeli chodzi o samą współpracę, czyli czysto zawodowe, studyjne podejście do nagrywania, to są same różnice dlatego, że przy płycie "Shrine Of New Generation Slaves" spotkałem się pierwszy raz w życiu z Mariuszem. To było zetknięcie dwóch światów, dwóch niezależnych rzeczywistości. [...] Natomiast przy Lunatic Soul to już był kawał historii za nami - przede wszystkim wydana płyta Riverside - więc teraz wchodząc do studia wiedziałem, że "Fractured" to będzie świetny album. Znając Lunatic Soul, znając też Riverside, wiedziałem, że istnieją tu same różnice, bo Riverside to zespół czterech osób, zaś Lunatic Soul to w zasadzie intymna odpowiedź Mariusza na Riverside. Uwzględniając to starałem się podejść do jego oczekiwań: nie piosenkowo, ale wrażeniowo. Chodzi o emocjonalność, o wejście w energię zbudowaną przez Mariusza, o to, aby dołożyć szczyptę z zewnątrz.
Jakim twórcą jest Mariusz Duda?
Marcin Odyniec: O Mariuszu mogę powiedzieć tyle, że jest twórcą jedynym w swoim rodzaju. Nie ma w tym żadnej kokieterii. Ma bardzo dużo do powiedzenia zarówno jeśli chodzi o teksty, jak również o muzykę. Czuć w jego twórczości, że zna się na tym co robi. [...] Być może zaskoczyłby niejednego swojego fana tym, że jest w stanie zaśpiewać z głowy wiele rzeczy, których nie spodziewalibyśmy się po nim. On zna się na muzyce. Warto pamiętać, że jego twórczość to nie jest wyciąg z dyskografii zespołów, które słucha. To jego własna twórczość. Czuć to najbardziej w Lunatic Soul i późniejszych albumach Riverside. W tym wszystkim Mariusz jest pokorny i otwarty, ale też pewny siebie, wie co chce robić. Dla mnie Mariusz, jeżeli by to z niego płynęło, mógłby robić najbardziej komercyjną muzykę na świecie.
Marcin Odyniec: Mimo, że słucham muzyki rockowej, którą lubię, nie jestem tu specjalistą. Jestem wykonawcą muzyki klasycznej, jazzowej, gram też dużo muzyki popularnej, zajmuję się tym zawodowo, i tak naprawdę odnajduję brzmienie saksofonu w wielu gatunkach muzycznych. Uważam, że jest to uniwersalny instrument z tego względu, że można grać na nim w różny sposób. [...] saksofon pasuje do każdej muzyki. To tylko kwestia umiejętnego dopasowania się, stworzenia trochę przestrzeni dla tego instrumentu. Myślę, że saksofon potrafi się lepiej dopasować do rocka i metalu, niż inne jazzowe instrumenty tam stosowane.
Saksofon sprawdził się też w elektronice i ambiencie. Pięknie przecież niegdyś wybrzmiał w "Lost In Moments" Ulvera. Kojarzysz ten kawałek i zaprezentowaną tam saksofonową magię Rolfa Erika Nystrøma?
Marcin Odyniec: To jest bardzo dobry przykład tego, co wcześniej powiedziałem. Zastosowanie saksofonu może być dwojakie. Albo dołożymy go do czegoś, po czym wtopi się w ostrą barwę i będzie modyfikowany w specyficzny sposób, albo można stworzyć dla saksofonu trochę przestrzeni, która sprawi, że utwór wejdzie w nową rzeczywistość. To jest fenomenalne. To jak wchodzenie do domu, w którym jest wiele różnych pomieszczeń. Te pomieszczenia się zmieniają. Jedno jest jasne, drugie ciemne, w trzecim panuje półmrok, w czwartym łączą się nastroje ze wszystkich wcześniejszych pomieszczeń. Uważam, że to jest ważne w muzyce. Taka różnorodność. Wracając do Twojego pytania myślę, że do muzyki elektronicznej pasuje wszystko, tylko trzeba mieć wyobraźnię [...].
Jakie są Twoje plany na przyszłość?
Marcin Odyniec: Bardzo prozaiczne (śmiech). Mam wspaniałą rodzinę, dzieci. Chcę robić to, co do tej pory. Tworzyć muzykę dla ludzi. Uwielbiam, gdy jestem zapraszany do różnych projektów. Uczę też w szkole muzycznej w Warszawie. Uważam, że jednym z ważniejszych zadań muzyków jest przekazywać kolejnym pokoleniom to, co się samemu otrzymało. To staram się robić. Zamierzam więc dalej tworzyć. Natomiast jeżeli chodzi o moje działania twórcze to na ten moment nie jestem jeszcze kompozytorem. Nie generuję własnych dzieł. Uważam, że mam dużo więcej do przekazania jako muzyk wzbogacający twórczość innych kompozytorów. To jest coś czego też mnie nauczyła szkoła. [...] Póki co działkę kompozytorską zostawiam fenomenalnym kolegom, czego najlepszym przykładem jest Mariusz Duda.
Na koniec chciałbym zapytać jaki kolor ma Twoje niebo, gdy przyglądasz mu się w tej chwili?
Marcin Odyniec: Jeżeli pytasz się dosłownie, to Ci dosłownie odpowiem. Niebo jest szaro-bure, pogoda jest nieciekawa, ostatnio mamy bardzo mało nieba, a tego mi brakuje. To, co jest człowiekowi potrzebne do życia, to jest słońce. Dlatego powinniśmy robić wszystko, aby w naszym życiu było słońca jak najwięcej. Nakarmieni duża ilością słońca, naładowani jego energią, możemy przetworzyć ją na myśli, na wygenerowanie czegoś, na czym nam zależy. Ja sam jestem człowiekiem sową, często pracuję nocami, w ciszy i spokoju. Jak wcześniej nie ma zaznam słońca, to spada mój poziom euforii. [...]
Rozmowę przeprowadził:
Konrad Zola
Zachęcam do odwiedzenia oficjalnej strony internetowej Marcina Odyńca, profilu facebook artysty i zapoznania się z albumem pt. "Fractured" Lunatic Soul, na którym wystąpił. Jego recenzję możecie przeczytać na łamach Progresji Po Zmroku.
Zdjęcia wykorzystane w wywiadzie pochodzą z oficjalnego profilu facebook Marcina Odyńca.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz