piątek, 24 grudnia 2021

Dream Theater "A View From The Top Of The World" (recenzja)

O norweskim głazie na górze Kjerag zrobiło się głośno. Jeden z najważniejszych przedstawicieli metalu progresywnego ogłosił, że to szczyt świata. Poetyckie obwieszczenie stało się okładką albumu "A View From The Top Of The World". Innymi słowy: Teatr Marzeń z Long Island wystawił kolejną sztukę!

Na piętnasty akt studyjnej twórczości Dream Theater nie musieliśmy czekać długo, ale po dobrze przyjętym albumie "Distance Over Time" z 2019 roku oczekiwania wobec mistrzów gatunku zrobiły się duże. Upłynęła bowiem dekada odkąd do kapeli trafił Mike Mangini. To wystarczający czas, aby procesy chemiczne pomiędzy wszystkimi aktualnymi aktorami zespołu zaczęły napędzać muzyczny reaktor, którego eksplozję oczekuje widownia Teatru Marzeń pamiętająca czasy takich wielkich albumów jak "Images and Words", "Metropolis Pt. 2: Scenes from a Memory", czy nawet "Octavarium". Nie bez premedytacji wybieram właśnie te tytuły, ponieważ po zapoznaniu się z zawartością tegorocznego albumu Dream Theater mam wrażenie, że mogłaby to być mikstura łącząca przynajmniej dwa spośród nich. Mnie się ta sztuka bardzo spodobała. Odnoszę wrażenie, że na szczycie świata znowu znalazło się miejsce dla Dream Theater.

Album "A View From The Top Of The World" składa się z siedmiu rozbudowanych kompozycji, które stanowią odpowiedź na pytanie o kondycję współczesnego metalu progresywnego. W ferii charakterystycznych zagrywek gitarowo-perkusyjnych, w niezwykle gęstej i absorbującej atmosferze rozpoczyna się utwór "The Alien", któremu po minucie John Petrucci nadaje właściwej tożsamości. Jesteśmy na Long Island. Drapieżne, niemalże wściekłe riffy gitarowe, przebijają się przez mgłę elektronicznych dźwięków. Wokal Jamesa LaBrie nie brzmi z początku naturalnie, całość jakby zbiera się, aby nabrać odpowiedniego kształtu, którego nadaje mister Petrucci w instrumentalnym dialogu z Mike'em Manginim. Przestrzenie w "The Alien" wydają się być kluczowe. To z nich wyłania się kapela, którą znamy. Tożsamość jest ważnym elementem "A View From The Top Of The World". Tkwi ona w szczegółach. Wszakże kilka charakterystycznych dźwięków w otwarciu utworu "Answering The Call" nie pozostawia wątpliwości, co do aktualnej formy zespołu. Zapętlona kompozycja odkrywa wiele cech tworzących styl Dream Theater. John Petrucci nie rezygnuje z ciężkich heavymetalowych riffów, wtrącając do tego wielopiętrową solówkę, zaś James LaBrie dociera do swoich ulubionych rejestrów wokalnych.

Ogólnie można odnieść wrażenie, że piętnasty album studyjny Dream Theater utrzymany został w szybkim tempie, ale akurat w wielowątkowej strukturze kompozycji "Sleeping Giant" muzycy Dream Theater nie zawsze się spieszą. Znalazło się tu miejsce zarówno na właściwe dla zespołu nagłe zwolnienia i jeszcze bardziej zaskakujące przyspieszenia. W kołowrotku zagrywek Johna Petrucciego, Jordana Rudessa i Mike'a Manginiego można wyróżnić indywidualne popisy instrumentalistów, które jednak dopiero jako całość dają pełne wyobrażenie o możliwościach Dream Theater. Drugim dominującym wrażeniem wynikającym z "A View From The Top Of The World" jest ciężar albumu. Pomijając poprzednie kompozycje prym w tej materii wiedzie "Awaken The Master", do którego John Petrucci przygotował solidną porcję gitarowej amunicji. Trzeba przyznać, że jego współpraca z Mike'em Manginim osiągnęła chyba najlepszy okres, nieomal dorównując duetowi Petrucci - Portnoy. Ponadto w "Awaken The Master" otrzymujemy całe mnóstwo rozmaitości. Jordan Rudess na dystansie albumu wydaje się najwięcej wnosić właśnie do tego utworu, choć ma on swoje wielkie momenty w kompozycji tytułowej.


Otóż podzielony na trzy części utwór "A View From The Top Of The World" aspiruje do największych monumentów Dream Theater. Dzieje się tu dużo. Pewnie gdyby zespół wydał ten utwór w postaci EP-ki to byłaby to najmocniejsza odpowiedź Dream Theater na pytanie o kondycję metalu progresywnego. O ile bowiem na dystansie całego albumu można znaleźć mocniejsze i słabsze strony, o tyle kompozycja tytułowa jest perfekcyjna. To "A Change Of Seasons" XXI wieku. Wspaniała podróż po świecie dźwięków i wyobrażeń. Uwielbiam zmiany tempa tego utworu. Jego intensywność (w pierwszej części), jego nastrojowość (w środkowej części) i absolutnie epicki finał jako zwieńczenie. Całość nieco podszyta mrokiem, dodatkowo czaruje różnymi wypuszczeniami instrumentalistów. Kilka szarpnięć na strunach Johna Petrucciego to piękne zwieńczenie tego utworu oraz całego albumu. Natomiast najsłabiej na krążku wypadają utwory trwające krócej, niż siedem minut. Zdecydowanie zbyt oczywiście brzmi utwór "Invisible Monster", któremu brakuje charakteru i odpowiedniego zadzioru, zaś "Transcending Time" sprawia wrażenie jakby dopiero miał się rozkręcić, nawet pomimo zgrabnej gitarowej improwizacji w końcowych fragmentach utworu. Nie chciałbym określić tych numerów zapychaczami w trackliście "A View From The Top Of The World", ale mam wrażenie, że nie zauważyłbym ich nieobecności. Ze szczytu świata lepiej widać.

W sumie więc "A View From The Top Of The World" to potężny, nie dający wytchnienia, ale również odwołujący się do wielkich emocji album. Ma on wielkie momenty, jak kompozycja tytułowa, ale są tu również utwory, które pewnie kapela mogłaby odpuścić. Jakkolwiek by nie było uważam, że Dream Theater jest w wielkiej formie. Dekada grania w stabilnym składzie zaowocowała kolejną wielką sztuką. Chcę jednak wierzyć, że przed zespołem znajduje się jeszcze ten album do nagrania, który stanie się kanonem gatunku.

Ocena: 8/10


Dream Theater na szczycie świata
O albumie w skrócie...


Skład: John Petrucci (g), Mike Mangini (p), Jordan Rudess (ik), John Myung (b), James LaBrie (w)
 
Tracklista:
1. The Alien
2. Answering The Call
3. Invisible Monster
4. Sleeping Giant
5. Transcending Time
6. Awaken The Master
7. A View From The Top Of The World

Rok wydania:
2021
          
     
Kraj: 
USA

Produkcja:
John Petrucci

Dystrybucja:
Inside Out Music

Gatunek:
Metal Progresywny

Podsumowując: "(...) to potężny, nie dający wytchnienia, ale również odwołujący się do wielkich emocji album. Ma on wielkie momenty, jak kompozycja tytułowa, ale są tu również utwory, które pewnie kapela mogłaby odpuścić. Jakkolwiek by nie było uważam, że Dream Theater jest w wielkiej formie (...) Chcę jednak wierzyć, że przed zespołem znajduje się jeszcze ten album do nagrania, który stanie się kanonem gatunku"

Konrad Sebastian Morawski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz