O norweskim głazie na górze Kjerag
zrobiło się głośno. Jeden z najważniejszych przedstawicieli
metalu progresywnego ogłosił, że to szczyt świata. Poetyckie
obwieszczenie stało się okładką albumu "A View From The Top Of The
World". Innymi słowy: Teatr Marzeń z Long Island wystawił kolejną
sztukę!
Na
piętnasty akt studyjnej twórczości Dream Theater nie musieliśmy czekać
długo, ale po dobrze przyjętym albumie "Distance Over Time" z 2019 roku
oczekiwania wobec mistrzów gatunku zrobiły się duże. Upłynęła bowiem
dekada odkąd do kapeli trafił Mike Mangini. To wystarczający czas, aby
procesy chemiczne pomiędzy wszystkimi aktualnymi aktorami zespołu
zaczęły napędzać muzyczny reaktor, którego eksplozję oczekuje widownia
Teatru Marzeń pamiętająca czasy takich wielkich albumów jak "Images and
Words", "Metropolis Pt. 2: Scenes from a Memory", czy nawet
"Octavarium". Nie bez premedytacji wybieram właśnie te tytuły, ponieważ
po zapoznaniu się z zawartością tegorocznego albumu Dream Theater mam
wrażenie, że mogłaby to być mikstura łącząca przynajmniej dwa spośród
nich. Mnie się ta sztuka bardzo spodobała. Odnoszę wrażenie, że na
szczycie świata znowu znalazło się miejsce dla Dream Theater.
Album
"A View From The Top Of The World" składa się z siedmiu rozbudowanych
kompozycji, które stanowią odpowiedź na pytanie o kondycję współczesnego
metalu progresywnego. W ferii charakterystycznych zagrywek
gitarowo-perkusyjnych, w niezwykle gęstej i absorbującej atmosferze
rozpoczyna się utwór "The Alien", któremu po minucie John Petrucci
nadaje właściwej tożsamości. Jesteśmy na Long Island. Drapieżne,
niemalże wściekłe riffy gitarowe, przebijają się przez mgłę
elektronicznych dźwięków. Wokal Jamesa LaBrie nie brzmi z początku
naturalnie, całość jakby zbiera się, aby nabrać odpowiedniego kształtu,
którego nadaje mister Petrucci w instrumentalnym dialogu z Mike'em
Manginim. Przestrzenie w "The Alien" wydają się być kluczowe. To z nich
wyłania się kapela, którą znamy. Tożsamość jest ważnym elementem "A View
From The Top Of The World". Tkwi ona w szczegółach. Wszakże kilka
charakterystycznych dźwięków w otwarciu utworu "Answering The Call" nie
pozostawia wątpliwości, co do aktualnej formy zespołu. Zapętlona
kompozycja odkrywa wiele cech tworzących styl Dream Theater. John
Petrucci nie rezygnuje z ciężkich heavymetalowych riffów, wtrącając do
tego wielopiętrową solówkę, zaś James LaBrie dociera do swoich
ulubionych rejestrów wokalnych.
Ogólnie
można odnieść wrażenie, że piętnasty album studyjny Dream Theater
utrzymany został w szybkim tempie, ale akurat w wielowątkowej strukturze
kompozycji "Sleeping Giant" muzycy Dream Theater nie zawsze się
spieszą. Znalazło się tu miejsce zarówno na właściwe dla zespołu nagłe
zwolnienia i jeszcze bardziej zaskakujące przyspieszenia. W kołowrotku
zagrywek Johna Petrucciego, Jordana Rudessa i Mike'a Manginiego można
wyróżnić indywidualne popisy instrumentalistów, które jednak dopiero
jako całość dają pełne wyobrażenie o możliwościach Dream Theater. Drugim dominującym wrażeniem wynikającym z "A View From The Top Of The World"
jest ciężar albumu. Pomijając poprzednie kompozycje prym w tej materii
wiedzie "Awaken The Master", do którego John Petrucci przygotował
solidną porcję gitarowej amunicji. Trzeba przyznać, że jego współpraca z
Mike'em Manginim osiągnęła chyba najlepszy okres, nieomal dorównując
duetowi Petrucci - Portnoy. Ponadto w "Awaken The Master" otrzymujemy
całe mnóstwo rozmaitości. Jordan Rudess na dystansie albumu wydaje się
najwięcej wnosić właśnie do tego utworu, choć ma on swoje wielkie
momenty w kompozycji tytułowej.
Otóż
podzielony na trzy części utwór "A View From The Top Of The World"
aspiruje do największych monumentów Dream Theater. Dzieje się tu dużo.
Pewnie gdyby zespół wydał ten utwór w postaci EP-ki to byłaby to
najmocniejsza odpowiedź Dream Theater na pytanie o kondycję metalu
progresywnego. O ile bowiem na dystansie całego albumu można znaleźć
mocniejsze i słabsze strony, o tyle kompozycja tytułowa jest
perfekcyjna. To "A Change Of Seasons" XXI wieku. Wspaniała podróż po
świecie dźwięków i wyobrażeń. Uwielbiam zmiany tempa tego utworu. Jego intensywność (w pierwszej części), jego nastrojowość (w środkowej części) i
absolutnie epicki finał jako zwieńczenie. Całość nieco podszyta
mrokiem, dodatkowo czaruje różnymi wypuszczeniami instrumentalistów.
Kilka szarpnięć na strunach Johna Petrucciego to piękne zwieńczenie tego
utworu oraz całego albumu. Natomiast najsłabiej na krążku wypadają
utwory trwające krócej, niż siedem minut. Zdecydowanie zbyt oczywiście
brzmi utwór "Invisible Monster", któremu brakuje charakteru i
odpowiedniego zadzioru, zaś "Transcending Time" sprawia wrażenie jakby
dopiero miał się rozkręcić, nawet pomimo zgrabnej gitarowej improwizacji
w końcowych fragmentach utworu. Nie chciałbym określić tych numerów
zapychaczami w trackliście "A View From The Top Of The World", ale mam
wrażenie, że nie zauważyłbym ich nieobecności. Ze szczytu świata lepiej
widać.
W
sumie więc "A View From The Top Of The World" to potężny, nie dający
wytchnienia, ale również odwołujący się do wielkich emocji album. Ma on
wielkie momenty, jak kompozycja tytułowa, ale są tu również utwory,
które pewnie kapela mogłaby odpuścić. Jakkolwiek by nie było uważam, że
Dream Theater jest w wielkiej formie. Dekada grania w stabilnym składzie
zaowocowała kolejną wielką sztuką. Chcę jednak wierzyć, że przed
zespołem znajduje się jeszcze ten album do nagrania, który stanie się
kanonem gatunku.
| Dream Theater na szczycie świata |
Skład: John Petrucci (g), Mike Mangini (p), Jordan Rudess (ik), John Myung (b), James LaBrie (w)
|
|
| Tracklista: 1. The Alien 2. Answering The Call 3. Invisible Monster 4. Sleeping Giant 5. Transcending Time 6. Awaken The Master 7. A View From The Top Of The World Rok wydania: 2021 | Kraj: USA Produkcja: John Petrucci Dystrybucja: Inside Out Music Gatunek: Metal Progresywny |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz