czwartek, 19 października 2023

The Howling Eye "List do Borykan" (recenzja)

Przypadek sprawił, że w moim odtwarzaczu wylądował album "List do Borykan". To drugi duży krążek formacji The Howling Eye, choć ma ona w swojej przeszłości kilka innych wydawnictw. Przypadek doprowadził mnie do muzyki, obok której nie sposób przejść obojętnie. Trzeba dać jej szansę, może nawet dwie. Twórczość The Howling Eye wymaga trochę koncentracji. Jest szlachetna i ambitna, choć miewa też momenty, które można by śmiało określić małymi trzęsieniami ziemi. Bywa, że w skali Richtera kompozycje zawarte na "Liście do Borykan" nie osiągają żadnych wstrząsów, a bywa, że muzyka kapeli przekracza dziewięć stopni. W tym tornado wrażeń każdy słuchacz może odnaleźć coś dla siebie.

Główną osią albumu są trzy części utworu "Space Dwellers". To w głównej mierze przestrzenna podróż w kosmos i psychodelię, gdzie nie brakuje też charakterystycznego brudu, zresztą zgodnie ze wskazaniami na przeszłość The Howling Eye, która koncentrowała się na stonerze. W bogatej kolekcji zagrywek instrumentalnych, a w zasadzie na elektronicznym efekcie nieskończonego kosmosu, charakterystyczne pozostają indywidualne podróże instrumentalistów. W trzech częściach "Space Dwellers" każdy z muzyków The Howling Eye zaprezentuje coś swojego: gitarzysta Jan Chojnowski w swoim wehikule riffów i solówek będzie zachwycał przede wszystkim w pierwszej części, a Hubert Cebula Lewandowski zaprezentuje swój znakomity perkusyjny opening w części drugiej. Obaj, będą widoczni na dystansie całego albumu, nadadzą mu charakteru, ale wspomniane momenty świadczą o ich klasie. Bas Miłosza Wojciechowskiego też często wychodzi z tła, niczym skalpel wprawionego chirurga, precyzyjnie, w dobrym tonie. Ponadto wypuszczenia gitarowe wspomnianego Jana Chojnowskiego, czasem tak absolutnie niespodziewane, wywołują autentyczne dreszcze na skórze. On też odpowiada za elektroniczną warstwę "Listu do Borykan". Poza samą psychodeliczną warstwą dzieła - głębokości! głębokości! - efekty wypełniające krążek bywają tyle zaskakujące, co ekscentryczne, jak choćby w trzeciej części "Space Dwellers", której nawet nie próbuję zrozumieć. Dziękuję, nie tańczę.
 
Albumu "List do Borykan" na pewno nie da się zapisać w dwójkowym systemie liczbowym. Nie ma szans. Krążek jest wszechstronny. Czasem zresztą można zastanowić się czy muzycy The Howling Eye jeszcze kontrolują swoją muzykę. Otóż totalnym zaskoczeniem i nagłym oderwaniem od wiodącego klimatu dzieła jest kompozycja "Medival". Na wstępie wydaje się celebracją stoner rocka spod znaku Kyuss, bo witają nas fajne basowe wejście i kilka pustynnych patentów. Utwór jednak rockowieje, trochę w konwencji retro rocka, aby wejść nawet w okolice punka. Manifestujący tekst sprowadza słuchacza na ziemię, szokuje, przyspiesza o szybsze bicie serca i wprowadza trochę niepokoju. Na szczęście, bo muszę przyznać, że nie jest fanów takich pomysłów, muzycy The Howling Eye uspokajają się w utworze "Brothers". Znowu przenosimy się na pustynię. Znowu daje się usłyszeć bluesa do czerwonego słońca. Minimalistyczne zagrywki gitarowe i klimatyczna perkusja niepospiesznie budują atmosferę utworu. Nie lubisz się spieszyć? Zostań przy utworze "Brothers". To prawdziwa celebracja przestrzennego, stonerowego grania, przyprawiana co rusz fantastycznymi zejściami gitarowymi, wreszcie też eksplodująca w instrumentalnej improwizacji, a w finale powracająca na psychodeliczne tory wyobraźni, zresztą w towarzystwie schowanymi za mgłą wokalami Huberta Cebuli Lewandowskiego. To bez wątpienia jeden z najmocniejszych punktów "Listu do Borykan".  

W trackliście krążka nie brakuje innych minimalistycznych momentów. Wszakże pewnie o momenty tu chodzi. O celebrację dźwięku. Zamykam oczy i z miejsca przenoszę się do idyllicznej muzyki pod postacią kompozycji "Caverns". Znowu jestem na pustyni. Może jednak dryfuje w kosmosie? Zatapiam się, pływam w oceanie dźwięków, podążam za dźwiękami oddalonej ode mnie gitary. Jakie to zajebiste uczucie, jak mi było potrzeba tego uczucia. Uwielbiam minimalizm tego utworu. Doceniam jak muzycy The Howling Eye się tu nie spieszą. Każdy efekt, a ich tutaj jest dużo, uszlachetnia moją duszę. Jestem wolny, lewituję, czuję, że mogę być adresatem listu do Borykan. Natomiast zagrany na pożegnanie utwór "Johnny" pasuje do konwencji post grunge'u. Charakterystyczne riffy gitarowe, pełen brudu i żalu tekst oraz sekcja wokalna, której można by szukać w Seattle w ostatniej dekadzie XX wieku, to recepta na przywołanie duchów epoki Staleya, Cobaina i Veddera. Kompozycja nieskomplikowana, oparta na prostej strukturze, ale swoim klimatem skutecznie grzebie w duszy słuchacza, do tego dochodzi zapadająca w pamięć instrumentalna improwizacja w finale utworu. Da się to napisać prościej: zajebisty kawałek, który nie wiem w jaki sposób pasuje do pozostałej części "Listu do Borykan".

Nie jest łatwo pisać o albumie zagranym w tak szerokiej skali muzycznych inspiracji, jakim jest "List do Borykan", jeszcze trudniej o jakieś zgrabne podsumowanie. W trzech kwadransach "Listu do Borykan" można odnaleźć wiele momentów, które wystrzelą słuchacza na inną planetę. To materiał o ciszy, ascetyczny, minimalistyczny, dający szansę na uspokojenie duszy nękanej echem niespokojnych czasów. To materiał drapieżny, szarpany, schizofreniczny, będący ilustracją zmęczonej duszy. Wreszcie to też materiał podróżniczy - przenoszący słuchacza z pustyni w kosmos, tam i z powrotem. Potrzeba czasu, aby się do niego przyzwyczaić i nie potrzeba więcej niż trzech kwadransów, aby dać mu się zaczarować. Poszukajcie odpowiedzi w "Liście do Borykan", być może znajdziecie tam siebie.

 Ocena: 8/10


 
O albumie w skrócie...

Skład: Hubert Cebula Lewandowski (p, w), Miłosz Wojciechowski (b), Jan Chojnowski (bouzouki, g, ik, efekty), Jonathan Garcia Valero (djembe, ip), a także gościnnie Jerzy Koczur (tr)
 
Tracklista:
1. Space Dwellers, Episode 1
2. Medival   
3. Brothers  
4. Space Dwellers, Episode 2  
5. Caverns   
6. Space Dwellers, Episode 3   
7. Johnny  

Kraj:
Polska

Rok wydania:
2023

Produkcja:
Jan Chojnowski
The Howling Eye

Dystrybucja:
Interstellar Smoke Records
Galactic SmokeHouse

Gatunek:
Psychodelia
Desert Rock
Post Grunge
Retro Rock
Stoner Rock

Podsumowując: "Nie jest łatwo pisać o albumie zagranym w tak szerokiej skali muzycznych inspiracji [...] W trzech kwadransach <<Listu do Borykan>> można odnaleźć wiele momentów, które wystrzelą słuchacza na inną planetę."

Konrad Sebastian Morawski
 
*Polub Progresję Po Zmroku na facebooku i bądź na bieżąco z aktualnymi recenzjami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz