sobota, 16 maja 2026

Na skróty PO ZMROKU, część 10: Tigran Hamasyan, HamaSaari, Code 18

 

Przed Państwem dziesiąta część skrótów po zmroku. To trzy muzyczne światy, które łączy wspólny mianownik, tj. poszukiwanie formy wykraczającej poza ramy tradycyjnego rocka i jazzu. Dzisiejsze zestawienie to podróż przez skrajne emocje: od zachwytu nad wielkim talentem i wizjonerstwem, przez rozczarowanie zmarnowanym potencjałem, aż po konfrontację z artystycznym przeładowaniem. Pędzimy do Armenii, następnie lądujemy we Francji, a naszą muzyczną podróż kończymy w Kanadzie. 

Tigran Hamasyan "Manifeste"

Niezwykła twórczość pochodzącego z Armenii Tigrana Hamasyana wzbudza od lat  zainteresowanie, wymykając się przy tym wszelkim próbom jednoznacznej klasyfikacji. Ten artysta to prawdziwy wizjoner i tytan fortepianu, którego oszałamiająca technika, oparta na matematycznej precyzji, polimetrycznych strukturach i niespotykanej dynamice, czyni go jednym z najciekawszych pianistów naszych czasów. W jego muzycznym świecie jazzowa wolność spotyka się z surowością metalowego uderzenia, a wszystko to spowija głęboki, mistyczny wręcz duch ormiańskiej tradycji. Hamasyan nie jest jedynie odtwórcą, lecz twórcą totalnym, który z równą swobodą porusza się w obszarach programowania muzycznego, syntezatorów i unikalnych wokaliz. Jego najnowsze dzieło, album "Manifeste", stanowi kulminację tych poszukiwań. To tutaj klasyka płonie metalem, a progresywne myślenie o formie pozwala na stworzenie dźwiękowej architektury, która tętni metalowym oddechem. Kluczowe dla tej estetyki są jego głębokie folkowe inklinacje. Hamasyan z niezwykłym wyczuciem inkorporuje do swojej muzyki skalę i ornamentykę Armenii, czyniąc z nich fundament nowoczesnej kompozycji. W czternastu utworach składających się na "Manifeste" artysta zaprasza nas w podróż po swojej ojczyźnie, angażując bogaty zastęp muzyków operujących tradycyjnym, folkowym instrumentarium. Ta współpraca utrwala niebanalność Hamasyana jako lidera, który potrafi przekuć ludowe dziedzictwo w futurystyczne brzmienia. Płyta jest dynamiczną, wielowątkową opowieścią, w której dźwięk trąbki, etniczne śpiewy oraz błyskotliwe, klawiszowe improwizacje tworzą spójny, choć niezwykle złożony obraz. To hołd dla kultury Armenii, podany w sposób smaczny, intrygujący i piękny. Dokładnie tak, jak kraina, z której wywodzi się ten niezwykły talent.

Ocena: 9/10

HamaSaari "Pictures"

Drugi album studyjny francuskiej formacji HamaSaari, zatytułowany "Pictures", sprawia wrażenie materiału, który zbyt długo przeleżał w zapomnieniu, tracąc przy tym cały swój pierwotny wigor. Całość brzmi niefortunnie. W kompozycjach wyraźnie brakuje lekkości, świeżości i artystycznego oddechu, których można by oczekiwać po zespole o dużych ambicjach. Choć w siedmiu zaproponowanych utworach muzycy starają się przeplatać patenty art rocka z progresywnym metalem, łącząc zwiewne przestrzenie z mocną sekcją rytmiczną, efekt końcowy jest wyzbyty choćby krztyny oryginalności. Największym problemem płyty okazuje się jednak brak wyraźnego motywu przewodniego. Poszczególne fragmenty nie łączą się w logiczną całość, sprawiając wrażenie zbioru przypadkowych pomysłów, którym poskąpiono ostatecznego szlifu. HamaSaari sprawiają wrażenie zespołu, który odniósłby spektakularny sukces, gdyby ograniczył się do występu w telewizyjnym talent show. Mamy tu bowiem do czynienia z pewną obietnicą. Naturalne brzmienie, chwytliwe ukłony w stronę masowego odbiorcy, czy niezły warsztat wokalny Jordana Jupina sugerują potencjał, który ostatecznie zostaje zmarnowany. Wiele kompozycji razi chaosem, jakby powstały w pośpiechu i nadmiernej wierze w to, że młodzieńczy zapał zastąpi rzetelną pracę nad strukturą utworów. Niestety, ta strategia się nie sprawdza. "Pictures" to album zwyczajnie nudny i niedopracowany. Paradoks polega na tym, że muzycy HamaSaari bez wątpienia potrafią grać, co udowodnili niezłym debiutem "Ineffable" z 2023 roku. Również na nowym krążku zdarzają się momenty przyzwoite, jak choćby instrumentalne improwizacje czy wspomniane charakterystyczne partie wokalne, jednak to zbyt mało, by uratować całość. Ostatecznie obcowanie z tym materiałem okazuje się doświadczeniem nużącym i emocjonalnie jałowym. Zamiast satysfakcji, album pozostawia po sobie jedynie poczucie zmęczenia i chęć jak najszybszego powrotu do ciszy. To pozycja, o której po prostu chce się zapomnieć.

Ocena: 3/10

Code 18 "Two Places"

Kilka pierwszych dźwięków uderza ciężarem, jednak to wrażenie błyskawicznie ustępuje pod wpływem partii klawiszowych Johnny’ego Maza i wokalu Bena Plamondona. Atmosfera gęstnieje, robi się mistycznie – tak właśnie otwiera się album "Two Places" kanadyjskiej formacji Code 18. To drugie wydawnictwo zespołu, będące następcą debiutanckiego "Human Error!" z 2020 roku. Na dystansie ośmiu utworów, utrzymanych w klimacie nowoczesnego rocka progresywnego, muzycy serwują nam bogactwo efektów dźwiękowych wywodzących się z różnych stylistyk. Samo brzmienie jest wyraziste i dopracowane, jednak mimo technicznej biegłości, kompozycje bywają momentami zbyt nużące. Można odnieść wrażenie, że Code 18 zbyt chętnie flirtuje z kuglarską, niemal cyrkową estetyką. Próby nadania całości charakteru rock opery nie wypadają najlepiej. Brakuje tu spójnego konceptu, a nadmiar rozproszonych pomysłów wprowadza niepotrzebny chaos. Szkoda, gdyż muzycy z Kanady mają ogromne możliwości. Formacja najlepiej wypada w instrumentalnych improwizacjach. To wtedy czuć autentyczną moc gitary, basu i perkusji. Zespół ma naturalne zacięcie do tworzenia wielowątkowych struktur, w których sprawnie żongluje nastrojem. Od progresywnych łamańców po momenty muzycznego wyciszenia. Niestety, album jest ostatecznie przeładowany treścią, a jakość samych kompozycji ugina się pod ciężarem ich metrażu. Poza utworami "Prelude" oraz "Moving in a Peach Nightmare", wielowątkowość większości pozycji na liście bywa przytłaczająca, a momentami wręcz nudna przez powtarzalne, schematyczne patenty. Nie oznacza to, że Code 18 nie ma nic do powiedzenia. Wręcz przeciwnie. Jednak radykalne odchudzenie materiału na "Two Places" z pewnością pomogłoby temu dziełu wybrzmieć z należytą siłą. Za dużo tu wszystkiego. Za mało treści.

Ocena: 5/10


Konrad Sebastian Morawski

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz