Przed Państwem dziesiąta część skrótów po zmroku. To trzy muzyczne światy, które łączy wspólny mianownik, tj. poszukiwanie formy wykraczającej poza ramy tradycyjnego rocka i jazzu. Dzisiejsze zestawienie to podróż przez skrajne emocje: od zachwytu nad wielkim talentem i wizjonerstwem, przez rozczarowanie zmarnowanym potencjałem, aż po konfrontację z artystycznym przeładowaniem. Pędzimy do Armenii, następnie lądujemy we Francji, a naszą muzyczną podróż kończymy w Kanadzie.
sobota, 16 maja 2026
piątek, 8 maja 2026
Laibach "Musick" (recenzja)
O słoweńskim kolektywie Laibach wiadomo przede wszystkim, że to żywa legenda. Blisko pół wieku na scenie – najpierw jugosłowiańskiej, później globalnej – trwale odcisnęło się na tkance współczesnej kultury. To z ich surowej estetyki i totalitarnego sztafażu pełnymi garściami czerpał Rammstein, a na fundamencie ich industrialnych marszów wyrastały całe nurty alternatywy. O fenomenie grupy rozprawiali najwybitniejsi myśliciele ze Slavojem Žižkiem na czele, analizując strategię nadidentyfikacji jako najskuteczniejszą broń wymierzoną w mechanizmy zgubnych ideologii.
Dziś Laibach to już nie tylko antysystemowa nowa fala z robotniczego Trbovlje. To instytucja operująca w ramach estetyki prowokacyjnej i hermetycznej, a jednak paradoksalnie bliskiej mainstreamowi. Słuchacz wychowany na popkulturze może poczuć się tu nieswojo, a jednocześnie dziwnie znajomo. Zespół od lat przegląda się przecież w lustrze popu z lubością wykrzywiając jego odbicie. Najlepszym dowodem tej niegasnącej żywotności jest album "Musick", pierwsze w pełni autorskie dzieło studyjne od 2014 roku. To elektroniczny manifest, w którym zespół jawi się jako organizm niezwykle płodny, niemal nienasycony. Kolejne wydawnictwa grupy ukazują się z częstotliwością sugerującą, że ich machina nie zna pojęcia zmęczenia. "Musick" pozostaje przy tym jedną z ich najbardziej zaskakujących pozycji. Nazwanie go dyskotekowym nie byłoby dużym nadużyciem. Odnajdziemy tu mocne echa eurodance'u i synth-popu, podane jednak w typowy dla Słoweńców, przewrotny sposób.
Dziś Laibach to już nie tylko antysystemowa nowa fala z robotniczego Trbovlje. To instytucja operująca w ramach estetyki prowokacyjnej i hermetycznej, a jednak paradoksalnie bliskiej mainstreamowi. Słuchacz wychowany na popkulturze może poczuć się tu nieswojo, a jednocześnie dziwnie znajomo. Zespół od lat przegląda się przecież w lustrze popu z lubością wykrzywiając jego odbicie. Najlepszym dowodem tej niegasnącej żywotności jest album "Musick", pierwsze w pełni autorskie dzieło studyjne od 2014 roku. To elektroniczny manifest, w którym zespół jawi się jako organizm niezwykle płodny, niemal nienasycony. Kolejne wydawnictwa grupy ukazują się z częstotliwością sugerującą, że ich machina nie zna pojęcia zmęczenia. "Musick" pozostaje przy tym jedną z ich najbardziej zaskakujących pozycji. Nazwanie go dyskotekowym nie byłoby dużym nadużyciem. Odnajdziemy tu mocne echa eurodance'u i synth-popu, podane jednak w typowy dla Słoweńców, przewrotny sposób.
środa, 6 maja 2026
Beyond The Event Horizon "Contact" (recenzja)
Przekraczamy horyzont muzycznych zdarzeń. Poznańska formacja Beyond The Event Horizon od 2010 roku konsekwentnie buduje własną, dźwiękową galaktykę, jednak ich najnowsze dzieło, "Contact", to coś więcej niż kolejny album. To moment krytyczny. Punkt, w którym szept zachwytu zamienia się w głośny okrzyk uznania. To płyta, która nie prosi o uwagę. Ona ją bezlitośnie zawłaszcza, niczym grawitacja czarnej dziury. Adresowana do muzycznych pielgrzymów i poszukiwaczy dźwięków nieskrępowanych, stanowi dowód, że w polskiej alternatywie wciąż pulsuje życie czyste, natchnione i przerażająco głębokie.
Prawdziwą duszą tego albumu jest elektronika, ale podana w sposób niemal sakralny. "Contact" wydaje się ulepiony z elektronicznych struktur, które przywodzą na myśl kubrickowską odyseję. Sterylną, a jednocześnie pełną ukrytego, przedwiecznego życia. Adam Kowalka, Paweł Michałowski i Jakub Puszyński występują tu w roli rockowych kapłanów, którzy pewnym krokiem weszli do elektronicznej świątyni, by odprawić rytuał na cześć nieskończoności. Ich muzyka to fascynująca fuzja ambientu, industrialu oraz space rocka. Gitary i perkusja celowo brudzą kosmiczny porządek krążka, nadając mu organicznego, momentami drapieżnego charakteru. To jak zderzenie zimnej technologii statku kosmicznego z tlenem i krwią ludzkiej obecności. W tym kosmicznym porządku, niczym głos z innego wymiaru, pojawia się Asia Malicka. Jej wokal w "Echo of L.O.O.T." jest jak nieuchwytny fantom – kokietujący, szeptany, wijący się wokół instrumentów niczym wąż. To głos, który nie śpiewa, lecz nawiązuje tytułowy kontakt, pozostawiając słuchacza w stanie permanentnej tęsknoty.
Prawdziwą duszą tego albumu jest elektronika, ale podana w sposób niemal sakralny. "Contact" wydaje się ulepiony z elektronicznych struktur, które przywodzą na myśl kubrickowską odyseję. Sterylną, a jednocześnie pełną ukrytego, przedwiecznego życia. Adam Kowalka, Paweł Michałowski i Jakub Puszyński występują tu w roli rockowych kapłanów, którzy pewnym krokiem weszli do elektronicznej świątyni, by odprawić rytuał na cześć nieskończoności. Ich muzyka to fascynująca fuzja ambientu, industrialu oraz space rocka. Gitary i perkusja celowo brudzą kosmiczny porządek krążka, nadając mu organicznego, momentami drapieżnego charakteru. To jak zderzenie zimnej technologii statku kosmicznego z tlenem i krwią ludzkiej obecności. W tym kosmicznym porządku, niczym głos z innego wymiaru, pojawia się Asia Malicka. Jej wokal w "Echo of L.O.O.T." jest jak nieuchwytny fantom – kokietujący, szeptany, wijący się wokół instrumentów niczym wąż. To głos, który nie śpiewa, lecz nawiązuje tytułowy kontakt, pozostawiając słuchacza w stanie permanentnej tęsknoty.
czwartek, 30 kwietnia 2026
Na skróty PO ZMROKU, część 9: Lunear, Gong, The Paradox Twin
W geograficznym krajobrazie tegorocznych wydawnictw kotwiczymy w Europie Zachodniej, na linii między Francją a Wielką Brytanią. Najpierw meldujemy się nad Sekwaną, gdzie swój piąty album wydało trio Lunear. Muzycy z każdą kolejną płytą prezentują nowe oblicze – nie inaczej jest w przypadku krążka "There Is Always Next Time". We Francji pozostajemy już tylko genetycznie za sprawą legendarnej grupy Gong. Choć jej skład regularnie rotuje, niezmienna pozostaje filozofia i celebracja sceny Canterbury. Ich "Bright Spirit" to sprawa międzynarodowa – żywa historia muzyki. Na koniec lądujemy w Wielkiej Brytanii, gdzie The Paradox Twin pod wodzą Danny’ego Sorrella wydało materiał wymagający cierpliwości. To muzyka, która zyskuje z każdym odsłuchem, pozwalając raz za razem odkrywać swoją siłę na nowo. Zapraszam do dziewiątej części skrótów PO ZMROKU.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



