O takich albumach jak "Mer de Noms", "Thirteenth Step" i "Emotive" można zapomnieć. Muzycy A Perfect Circle po czternastu latach od ostatniego wymienionego dzieła wydali kolejny materiał studyjny, będąc dziś innymi ludźmi, niż u progu XXI wieku. Nie chodzi o nieobecność Josha Freese, Paz Lenchantin czy Troya Van Leeuwena, ale o podejście do muzyki, które z upływem czasu uległo przekształceniom. A Perfect Circle to dziś kapela zmęczona i zarazem wściekła. W jej czwartym albumie studyjnym pt. "Eat The Elephant" ta dwoistość jest odczuwalna, bowiem krążek pomimo swojego łagodnego charakteru zawiera dużo goryczy. A Perfect Circle odchodzi od właściwej sobie symboliki na rzecz czytelnych motywów. Dominują tu przestrzenie, na których chętnie rozkładają się partie gitar, perkusji i klawiszy, a także głos Maynarda Jamesa Keenana. Czasem zespół mocniej naciska na instrumenty, częściej jednak próbuje dotrzeć do słuchacza minimalistycznym torem przedstawionych środków artystycznego wyrazu. A Perfect Circle na krążku "Eat The Elephant" to więc feeria sentymentów na temat podupadającego świata.
W tym smutku, który czai się na czwartym albumie A Perfect Circle znalazło się o wiele mniej polityki, niż dotychczas, a politykę przecież muzycy A Perfect Circle mocno krytykowali w swojej twórczości, szczególnie na wcześniej wspomnianym krążku "Emotive". Tymczasem przy okazji albumu "Eat The Elephant" chodzi przede wszystkim o potrzebę zjednoczenia się ludzkości. Maynard James Keenan zauważa, że wszelka aktywność na facebooku i mediach społecznościowych nie prowadzi do zmian - jest próżnym działaniem, które stymuluje wyobrażenie ludzi o tym, iż mogą coś zmienić. Prawdziwe zmiany na świecie wynikają z konkretnej działalności, tej namacalnej, o której powoli zapominamy. W sumie więc muzycy A Perfect Circle wołają do swoich słuchaczy o ich poczucie odpowiedzialności, a co za tym idzie o umiejętność rozróżnienia świata cyfrowego od rzeczywistego, szczególnie gdy chcą naprawdę działać na rzecz poprawy życia na świecie. Ponadto w zawartości lirycznej "Eat The Elephant", pozbawionej wyraźnego konceptu, otrzymujemy też krytykę nierówności społecznych i pozostawiania samym sobie potrzebujących ludzi. Maynard James Keenan buntuje się przeciwko pustym modłom (ofiarom na tacę!) w celu wsparcia potrzebujących - artysta woła o niesienie konkretnej pomocy, uderzając w ten sposób w sens modlitwy.
Pod względem muzycznym "Eat The Elephant" okazuje się łagodną próbą na temat rocka progresywnego i art rocka. Album zawiera bardzo spokojne, około-balladowe kompozycje, czarujące słuchacza eterycznym klimatem i nad wyraz subtelnymi partiami wokalnymi Maynarda Jamesa Keenana, gdzieniegdzie też oferując magiczne wstawki instrumentalne ("Eat The Elephant", "The Contrarian", "By and Down the River", "Feathers"). Niekiedy zespół przyspiesza ("Disillusioned") nie tracąc jednak swej lekkości, za to zatapiając się w minimalizmie, który akcentują piękne partie klawiszowe lub gitarowe w wykonaniu Billy'ego Howerdela. Wszechstronny instrumentalista jest także autorem wielu ujmujących pejzaży dźwiękowych, które wypełniają czwarty album studyjny A Perfect Circle. Za to zaskakiwać może niezwykle zwiewna, wręcz słodka kompozycja "So Long, and Thanks for All The Fish" (...częściowo też "Delicious"), która czyni muzykę A Perfect Circle przystępną nawet dla słuchaczy niegustujących w twórczości rockowej. Nośny klimat wymienionych utworów, ich otwartość, czy wręcz optymistyczna aura rzucają nowe światło na twórczość zespołu i zarazem, w tym przypadku, kwestionują tezę o gorzkim klimacie "Eat The Elephant"... oczywiście pod warunkiem, że pominiemy słowa, będące kluczem do zrozumienia paradoksalnego, dwoistego charakteru tego dzieła.
Zdarza się, że zespół na dystansie krążka zmienia brzmienie, otaczając się przy tym dobrym rockowym instrumentarium, tak jak w kompozycji "The Doomed". To tutaj Maynard James Keenan wciela się w rolę głosu pokolenia. Niczym kapłan w trakcie mszy wygłasza kazanie do świata, ale tu zamiast kościelnych chórów wyłaniają się rockowe wstawki, będące ważnymi punktami w tym przestrzennym utworze, jak również i całym albumie. Finał utworu - wykrzyczany przez Maynarda - przywołuje najbardziej dzikie wyobrażenie na temat A Perfect Circle. Do tego dochodzi "TalkTalk", czyli kompozycja bodaj najpełniej oddająca harmonijną współpracę talentów Maynarda Jamesa Keenana i Billy'ego Howerdela. To najbliższy klasycznym nagraniom kapeli utwór na nowym krążku. Łączą się tu wszak piękne przestrzenie z rockowymi tematami i tekstem nieopierającym się symbolom, na gruncie których wyrosła przecież idea A Perfect Circle. W tym nurcie można też myśleć o licznych fragmentach wspomnianego już utworu "By and Down the River". Za to już eksperymentalnie brzmią "DLB", czyli instrumentalny, przygnębiający miniaturowy nokturn, a także "Hourglass", kompozycja oparta na dynamicznych efektach, licznych przesterach i schizofrenicznym klimacie. W pierwszym wymienionym przypadku ("DLB") A Perfect Circle koresponduje z demonami prog rockowej przeszłości, zaś w drugim ("Hourglass") próbuje przedrzeć się przez cyfrowe strumienie współczesnych wynalazków o walorze artystycznym. To muzyczny alfabet Morse'a w kierunku słuchacza otwartego na zmiany w muzyce.
Biorąc więc pod uwagę wspomnianą kompozycję "Hourglass" łatwo o wrażenie, że A Perfect Circle dobrze brzmi kiedy pozbawia się ograniczeń. Wizjonerskie art rockowe pejzaże, których na krążku znalazło się sporo, okazują się ładne, ale prawdziwe wrażenie Maynard James Keenan i Billy Howerdel robią wtedy, gdy są spuszczeni ze smyczy. Ich refleksyjność, zaprezentowana w tak wielu utworach tworzących "Eat The Elephant" czasem przywołuje skojarzenia ze starzejącymi się, nieco zgorzkniałymi twórcami, którzy znaleźli się na etapie poszukiwania nowych pomysłów do swojej twórczości. Biorąc to wszystko w całość trudno jednoznacznie ocenić album "Eat The Elephant". Sytuacji wcale nie ułatwia zamykający płytę utwór "Get The Lead Out". To kolejna wiadomość wysłana muzycznym Morse'em w wykonaniu A Perfect Circle - konfrontacja nowoczesnego klimatu ze zwiewnym, nieco ekscentrycznym kolażem elektronicznych patentów i rockowego instrumentarium, gdzie niczym wąż na wokalach wije się Maynard James Keenan. Jaki jest zatem nowy i tak bardzo wyczekiwany album A Perfect Circle?
W tym smutku, który czai się na czwartym albumie A Perfect Circle znalazło się o wiele mniej polityki, niż dotychczas, a politykę przecież muzycy A Perfect Circle mocno krytykowali w swojej twórczości, szczególnie na wcześniej wspomnianym krążku "Emotive". Tymczasem przy okazji albumu "Eat The Elephant" chodzi przede wszystkim o potrzebę zjednoczenia się ludzkości. Maynard James Keenan zauważa, że wszelka aktywność na facebooku i mediach społecznościowych nie prowadzi do zmian - jest próżnym działaniem, które stymuluje wyobrażenie ludzi o tym, iż mogą coś zmienić. Prawdziwe zmiany na świecie wynikają z konkretnej działalności, tej namacalnej, o której powoli zapominamy. W sumie więc muzycy A Perfect Circle wołają do swoich słuchaczy o ich poczucie odpowiedzialności, a co za tym idzie o umiejętność rozróżnienia świata cyfrowego od rzeczywistego, szczególnie gdy chcą naprawdę działać na rzecz poprawy życia na świecie. Ponadto w zawartości lirycznej "Eat The Elephant", pozbawionej wyraźnego konceptu, otrzymujemy też krytykę nierówności społecznych i pozostawiania samym sobie potrzebujących ludzi. Maynard James Keenan buntuje się przeciwko pustym modłom (ofiarom na tacę!) w celu wsparcia potrzebujących - artysta woła o niesienie konkretnej pomocy, uderzając w ten sposób w sens modlitwy.
Pod względem muzycznym "Eat The Elephant" okazuje się łagodną próbą na temat rocka progresywnego i art rocka. Album zawiera bardzo spokojne, około-balladowe kompozycje, czarujące słuchacza eterycznym klimatem i nad wyraz subtelnymi partiami wokalnymi Maynarda Jamesa Keenana, gdzieniegdzie też oferując magiczne wstawki instrumentalne ("Eat The Elephant", "The Contrarian", "By and Down the River", "Feathers"). Niekiedy zespół przyspiesza ("Disillusioned") nie tracąc jednak swej lekkości, za to zatapiając się w minimalizmie, który akcentują piękne partie klawiszowe lub gitarowe w wykonaniu Billy'ego Howerdela. Wszechstronny instrumentalista jest także autorem wielu ujmujących pejzaży dźwiękowych, które wypełniają czwarty album studyjny A Perfect Circle. Za to zaskakiwać może niezwykle zwiewna, wręcz słodka kompozycja "So Long, and Thanks for All The Fish" (...częściowo też "Delicious"), która czyni muzykę A Perfect Circle przystępną nawet dla słuchaczy niegustujących w twórczości rockowej. Nośny klimat wymienionych utworów, ich otwartość, czy wręcz optymistyczna aura rzucają nowe światło na twórczość zespołu i zarazem, w tym przypadku, kwestionują tezę o gorzkim klimacie "Eat The Elephant"... oczywiście pod warunkiem, że pominiemy słowa, będące kluczem do zrozumienia paradoksalnego, dwoistego charakteru tego dzieła.
Zdarza się, że zespół na dystansie krążka zmienia brzmienie, otaczając się przy tym dobrym rockowym instrumentarium, tak jak w kompozycji "The Doomed". To tutaj Maynard James Keenan wciela się w rolę głosu pokolenia. Niczym kapłan w trakcie mszy wygłasza kazanie do świata, ale tu zamiast kościelnych chórów wyłaniają się rockowe wstawki, będące ważnymi punktami w tym przestrzennym utworze, jak również i całym albumie. Finał utworu - wykrzyczany przez Maynarda - przywołuje najbardziej dzikie wyobrażenie na temat A Perfect Circle. Do tego dochodzi "TalkTalk", czyli kompozycja bodaj najpełniej oddająca harmonijną współpracę talentów Maynarda Jamesa Keenana i Billy'ego Howerdela. To najbliższy klasycznym nagraniom kapeli utwór na nowym krążku. Łączą się tu wszak piękne przestrzenie z rockowymi tematami i tekstem nieopierającym się symbolom, na gruncie których wyrosła przecież idea A Perfect Circle. W tym nurcie można też myśleć o licznych fragmentach wspomnianego już utworu "By and Down the River". Za to już eksperymentalnie brzmią "DLB", czyli instrumentalny, przygnębiający miniaturowy nokturn, a także "Hourglass", kompozycja oparta na dynamicznych efektach, licznych przesterach i schizofrenicznym klimacie. W pierwszym wymienionym przypadku ("DLB") A Perfect Circle koresponduje z demonami prog rockowej przeszłości, zaś w drugim ("Hourglass") próbuje przedrzeć się przez cyfrowe strumienie współczesnych wynalazków o walorze artystycznym. To muzyczny alfabet Morse'a w kierunku słuchacza otwartego na zmiany w muzyce.
Biorąc więc pod uwagę wspomnianą kompozycję "Hourglass" łatwo o wrażenie, że A Perfect Circle dobrze brzmi kiedy pozbawia się ograniczeń. Wizjonerskie art rockowe pejzaże, których na krążku znalazło się sporo, okazują się ładne, ale prawdziwe wrażenie Maynard James Keenan i Billy Howerdel robią wtedy, gdy są spuszczeni ze smyczy. Ich refleksyjność, zaprezentowana w tak wielu utworach tworzących "Eat The Elephant" czasem przywołuje skojarzenia ze starzejącymi się, nieco zgorzkniałymi twórcami, którzy znaleźli się na etapie poszukiwania nowych pomysłów do swojej twórczości. Biorąc to wszystko w całość trudno jednoznacznie ocenić album "Eat The Elephant". Sytuacji wcale nie ułatwia zamykający płytę utwór "Get The Lead Out". To kolejna wiadomość wysłana muzycznym Morse'em w wykonaniu A Perfect Circle - konfrontacja nowoczesnego klimatu ze zwiewnym, nieco ekscentrycznym kolażem elektronicznych patentów i rockowego instrumentarium, gdzie niczym wąż na wokalach wije się Maynard James Keenan. Jaki jest zatem nowy i tak bardzo wyczekiwany album A Perfect Circle?
Długi czas oczekiwania nie posłużył kapeli, ponieważ apetyty były ogromne. Z pewnością "Eat The Elephant" nie zaspokaja ich w pełni. To dzieło bardzo subtelne, zaprezentowane w wyrafinowany sposób, gdzie łączą się ze sobą aktualna, bardzo refleksyjna wrażliwość Maynarda Jamesa Keenana i Billy'ego Howerdela wraz ze szczątkowymi sygnałami o rockowych, porywających pazurach muzyków. W czwartym albumie studyjnym "Eat The Elephant" można odnaleźć wiele pięknych, absolutnie magicznych momentów, a w kapitalnej formie wokalnej pozostaje Maynard James Keenan, do tego też dochodzi robiąca wrażenie wszechstronność Billy'ego Howerdela. Album jest jednak zbyt spokojny, może za bardzo zatopiony w przygnębieniu? Na ten klimat mogły mieć wpływ liczne dedykacje post mortem, które muzycy A Perfect Circle umieścili w zawartości dzieła - w hołdzie dla m.in. Chestera Benningtona, Malcolma Younga, Gene Wildera, Muhammeda Ali, Carrie Fisher, Davida Bowie i Robina Williamsa - co przy takim nagromadzeniu emocji mogło sprawić, że "Eat The Elephant" jest dziełem zdominowanym przez spopielone uczucia. To wciąż bardzo dobry materiał, ale wolałbym, aby muzycy A Perfect Circle swojej wściekłości nadawali bardziej wyrazistych barw.
Ocena: 8/10
![]() |
| Bravissimo, hip hip hooray! |
Skład: Maynard James Keenan (w), Billy Howerdel (instrumenty, efekty), a także Matt McJunkins (b), Jeff Fridel (p), Matt Chamberlain (p), Isaac Carpenter (p), Dave Sardy (p), UZ (efekty)
|
|
| Tracklista: 1. Eat The Elephant 2. Disillusioned 3. The Contrarian 4. The Doomed 5. So Long, and Thanks for All the Fish 6. TalkTalk 7. By and Down the River 8. Delicious 9. DLB 10. Hourglass 11. Feathers 12. Get The Lead Out Rok wydania: 2018 | Kraj: USA Produkcja: Dave Sardy Billy Howerdel Maynard James Keenan Gatunek: Rock Progresywny Art Rock Dystrybucja: BMG |
Podsumowując: "Czasem zespół mocniej naciska na instrumenty, częściej jednak próbuje dotrzeć do słuchacza minimalistycznym torem przedstawionych środków artystycznego wyrazu"
Konrad Zola


Bardzo dobra recenzja. Album przesłuchałem już dobre kilkadziesiąt razy, uważam że jest to jeden z lepszych krążków ostatnich kilku lat, z pewnością najlepszy nowy jaki miałem okazję słuchać w tym roku. Odczucia moje podobne były do odczuć autora mniej więcej przez pierwsze 2 tygodnie słuchania płyty. Teraz wracam do niej już co prawda rzadziej ale nachodzące mnie refleksje są za każdym razem inne.
OdpowiedzUsuń