Angielska kapela Tesseract wydała właśnie swój czwarty duży album studyjny, który nosi tytuł "Sonder". Ten najkrótszy materiał w dziejach zespołu, trwający niecałe trzydzieści siedem minut, dobrze odzwierciedla kierunek wytyczony kilkanaście lat temu przez jego twórców, gdy o Tesseract mówiło się, że jest nadzieją metalu progresywnego, djent i nowoczesnego brzmienia. Styl grupy wywodzącej się z Milton Keynes jest dziś oparty na utrwalonych, charakterystycznych motywach, które bez trudu pozwalają rozpoznać tożsamość Tesseract już po kilku zagranych dźwiękach i wyśpiewanych słowach. Myślę, że po wysłuchaniu takiego albumu, jakim jest "Sonder", można powiedzieć, że pokładane nadzieje w Tesseract nie poszły na marne, a owa tożsamość lśni dziś na firmamencie gatunku. To znakomity, wielowarstwowy krążek, który wytycza kierunki rozwoju i nadaje ton nowoczesnemu metalowi progresywnemu.
Paradoksalnie, pomimo krótkiego czasu trwania albumu, jego zawartość sprawia, że "Sonder" wydaje się materiałem bardzo rozbudowanym. To w połączeniu z intensywnością dzieła powinno zaspokoić wszelkie apetyty oraz dostarczyć odpowiedniego ładunku wrażeń i refleksji. W sumie osiem utworów tworzących "Sonder" charakteryzuje się mocnym i wyrazistym metalowym brzmieniem, do którego zakradło się wiele nietypowych urozmaiceń podanych w unikatowym interstelarnym klimacie. Zresztą koncepcyjnie czwarty duży album Tesseract przenosi słuchacza do różnych filozoficznych przestrzeni. Wokalista kapeli Daniel Tompkins stwierdził, że to dzieło "eksploruje głębokie i pochłaniające poczucie nieistotności", w którego centrum znajduje się człowiek. Tak oto Anglicy na swoim nowym albumie zastanawiają się nad miejscem ludzkości we wszechświecie, rozważają emocjonalność jednostki, aby przejść do mas, tworząc niezbyt optymistyczną konkluzję o pustej egzystencji i szybkim przemijaniu.
Mroczną filozofię Tesseract wypełniają utwory wypełnione po brzegi seriami ciężkich instrumentalnych zagrywek, na ogół oparte na bezbłędnej współpracy sekcji gitarowej, perkusyjnej i basowej ("Luminary", "Smile"), która podkreśla świetne przygotowanie techniczne muzyków Tesseract. Angielska kapela nie odpuszcza. Brzmi dynamicznie, ciężko i nowocześnie. W jej utworach nie brakuje jednak miejsca na liczne urozmaicenia na poziomie niebanalnych zestawów dźwiękowych. Zdarza się, że na dystansie albumu "Sonder" muzycy Tesseract sprowadzają swoje utwory na zawieszone w kosmosie przestrzenie ("King"), które nadają dziełu dodatkowej wymowy - to tak jakby potężne, metalowe partie instrumentów były rozładowywane przez uduchowione połacie dźwięków. Niewiarygodne jak płynnie muzycy Tesseract potrafią przechodzić z ostrego brzmienia na wibrujące, podszyte efektami tła muzyczne.
Wyjątkowym w tym zakresie okazuje się krótki, atmosferyczny numer "Orbital", dryfujący na eterycznej przestrzeni i nieomal filmowym nastroju, tak jakby muzyka Tesseract nagle stała się częścią napisów końcowych, tudzież przełomowego momentu dzieła kinowego w stylu science fiction z elementami noir. W podobny sposób można by również odnieść się do kompozycji "Smile", choć w tym przypadku kapela dokonała rytualizacji swojego brzmienia, zwiększając ilości przestrzeni i wypuszczeń wszystkich instrumentalistów. Warto dodać, że w tej nowoczesnej eksploracji dźwięku swoją wyjątkowość oferuje również kompozycja "Juno". Utwór oparty na dynamicznym tempie, prowadzony przez kapitalne basy Amosa Williamsa, łączy ciężkie zapędy instrumentalistów zespołu z jego nieuchwytną, wyrafinowaną stroną twórczości. W tym utworze przecinają się te dwa światy muzycznej wrażliwości jakie można odnaleźć w Tesseract i na krążku "Sonder" - nowoczesny metal i kosmiczne przestrzenie.
Progresywność zespołu polega na tym, że nie daje się wpędzić w sztywne ramy. Każda kolejna kompozycja na "Sonder" odkrywa przed słuchaczem nowe pomysły, dlatego też czas trwania dzieła wydaje się znacznie dłuższy, niż ma to miejsce w rzeczywistości. Niemalże jak w interstelarnej przestrzeni. W ten sposób działają też utwory "Beneath My Skin" i "Mirror Image". Pierwszy został zagrany najpierw jakby od tyłu, stopniowo jednak wkręcając się pod skórę tożsamości Tesseract, do czego wiodą finezyjne instrumenty muzyków. W tym miejscu album "Sonder" to czysta wrażliwość, której naturalnie rozwinięcie następuje w utworze "Mirror Image", będącym melancholijnym dopełnieniem poprzedniej kompozycji. Subtelne, jakże wysmakowane wokale w połączeniu z delikatnym tłem muzycznym, składają się w harmonijną całość, która niczym w emocjonalnej pętli czasu wiedzie przez urozmaicone korytarze dźwięków: od wyciszonego, niemalże ascetycznego grania do mocnego, metalowego zasuwu w stylu wcześniej wspomnianych utworów.
Na finał muzycy Tesseract zaproponowali jeszcze jeden pokaz harmonijnej koegzystencji dobrego metalowego grania z krańcami swej refleksyjnej wrażliwości ("The Arrow"). Pomiędzy krótkimi kosmicznymi przestrzeniami instrumentaliści kapeli proponują tu mocne riffy gitarowe i intensywne partie perkusji, aby pozostawić kompozycję w pewnym niedopowiedzeniu. Po takim ładunku emocji, jakie dostarcza "Sonder", finał albumu okazuje się więc spopielonym wyciszeniem. Warto dodać, ze do tej muzyki świetną narrację buduje wokalista Daniel Tompkins. Jego wszechstronny wokal, a także umiejętność płynnego dostosowania się do różnych form muzycznej wypowiedzi instrumentalistów Tesseract robi wrażenie. Wokal Tompkinsa brzmi nowocześnie, a napisane przez niego słowa zapadają w pamięć, dostarczając wielu tematów do refleksji.
Nie jest to być może porywający, czy szczególnie nośny materiał, ale takim w żadnym razie angielska kapela nie chciała go uczynić. Tesseract porusza się dziś po swojej własnej unikatowej przestrzeni, stając się zespołem o wypracowanej tożsamości, która nie nawiązuje do klasyków gatunku. Muzycy z Milton Keynes stworzyli coś własnego, wyjątkowego i unikatowego, czym jest dziś ich styl, którego wybitnym reprezentantem jest album "Sonder". To dzieło można by nawet próbować zdefinować jako jedną wielowątkową kompozycję, na co bez wpływu nie pozostają niemalże niewidzialne przejścia pomiędzy utworami, ale zamiast definicji niech przemówi sama muzyka. Uważam, że w przypadku albumu "Sonder" nie trzeba lepszej rekomendacji, niż fakt, iż ten materiał wpisuje się w kanony nowoczesnego metalu progresywnego i djentu. Wisienką na tym kosmicznym torcie jest dodatkowa płyta, która zawiera ten sam materiał, ale dedykowany tylko na słuchawki działające w technologii 3D. Efekt jest kosmiczny.
O albumie w skrócie...
Paradoksalnie, pomimo krótkiego czasu trwania albumu, jego zawartość sprawia, że "Sonder" wydaje się materiałem bardzo rozbudowanym. To w połączeniu z intensywnością dzieła powinno zaspokoić wszelkie apetyty oraz dostarczyć odpowiedniego ładunku wrażeń i refleksji. W sumie osiem utworów tworzących "Sonder" charakteryzuje się mocnym i wyrazistym metalowym brzmieniem, do którego zakradło się wiele nietypowych urozmaiceń podanych w unikatowym interstelarnym klimacie. Zresztą koncepcyjnie czwarty duży album Tesseract przenosi słuchacza do różnych filozoficznych przestrzeni. Wokalista kapeli Daniel Tompkins stwierdził, że to dzieło "eksploruje głębokie i pochłaniające poczucie nieistotności", w którego centrum znajduje się człowiek. Tak oto Anglicy na swoim nowym albumie zastanawiają się nad miejscem ludzkości we wszechświecie, rozważają emocjonalność jednostki, aby przejść do mas, tworząc niezbyt optymistyczną konkluzję o pustej egzystencji i szybkim przemijaniu.
Are you alone locked inside
That prision in your head?
That prision in your head?
Mroczną filozofię Tesseract wypełniają utwory wypełnione po brzegi seriami ciężkich instrumentalnych zagrywek, na ogół oparte na bezbłędnej współpracy sekcji gitarowej, perkusyjnej i basowej ("Luminary", "Smile"), która podkreśla świetne przygotowanie techniczne muzyków Tesseract. Angielska kapela nie odpuszcza. Brzmi dynamicznie, ciężko i nowocześnie. W jej utworach nie brakuje jednak miejsca na liczne urozmaicenia na poziomie niebanalnych zestawów dźwiękowych. Zdarza się, że na dystansie albumu "Sonder" muzycy Tesseract sprowadzają swoje utwory na zawieszone w kosmosie przestrzenie ("King"), które nadają dziełu dodatkowej wymowy - to tak jakby potężne, metalowe partie instrumentów były rozładowywane przez uduchowione połacie dźwięków. Niewiarygodne jak płynnie muzycy Tesseract potrafią przechodzić z ostrego brzmienia na wibrujące, podszyte efektami tła muzyczne.
Wyjątkowym w tym zakresie okazuje się krótki, atmosferyczny numer "Orbital", dryfujący na eterycznej przestrzeni i nieomal filmowym nastroju, tak jakby muzyka Tesseract nagle stała się częścią napisów końcowych, tudzież przełomowego momentu dzieła kinowego w stylu science fiction z elementami noir. W podobny sposób można by również odnieść się do kompozycji "Smile", choć w tym przypadku kapela dokonała rytualizacji swojego brzmienia, zwiększając ilości przestrzeni i wypuszczeń wszystkich instrumentalistów. Warto dodać, że w tej nowoczesnej eksploracji dźwięku swoją wyjątkowość oferuje również kompozycja "Juno". Utwór oparty na dynamicznym tempie, prowadzony przez kapitalne basy Amosa Williamsa, łączy ciężkie zapędy instrumentalistów zespołu z jego nieuchwytną, wyrafinowaną stroną twórczości. W tym utworze przecinają się te dwa światy muzycznej wrażliwości jakie można odnaleźć w Tesseract i na krążku "Sonder" - nowoczesny metal i kosmiczne przestrzenie.
It keeps me awake
It keeps me awake
Progresywność zespołu polega na tym, że nie daje się wpędzić w sztywne ramy. Każda kolejna kompozycja na "Sonder" odkrywa przed słuchaczem nowe pomysły, dlatego też czas trwania dzieła wydaje się znacznie dłuższy, niż ma to miejsce w rzeczywistości. Niemalże jak w interstelarnej przestrzeni. W ten sposób działają też utwory "Beneath My Skin" i "Mirror Image". Pierwszy został zagrany najpierw jakby od tyłu, stopniowo jednak wkręcając się pod skórę tożsamości Tesseract, do czego wiodą finezyjne instrumenty muzyków. W tym miejscu album "Sonder" to czysta wrażliwość, której naturalnie rozwinięcie następuje w utworze "Mirror Image", będącym melancholijnym dopełnieniem poprzedniej kompozycji. Subtelne, jakże wysmakowane wokale w połączeniu z delikatnym tłem muzycznym, składają się w harmonijną całość, która niczym w emocjonalnej pętli czasu wiedzie przez urozmaicone korytarze dźwięków: od wyciszonego, niemalże ascetycznego grania do mocnego, metalowego zasuwu w stylu wcześniej wspomnianych utworów.
Na finał muzycy Tesseract zaproponowali jeszcze jeden pokaz harmonijnej koegzystencji dobrego metalowego grania z krańcami swej refleksyjnej wrażliwości ("The Arrow"). Pomiędzy krótkimi kosmicznymi przestrzeniami instrumentaliści kapeli proponują tu mocne riffy gitarowe i intensywne partie perkusji, aby pozostawić kompozycję w pewnym niedopowiedzeniu. Po takim ładunku emocji, jakie dostarcza "Sonder", finał albumu okazuje się więc spopielonym wyciszeniem. Warto dodać, ze do tej muzyki świetną narrację buduje wokalista Daniel Tompkins. Jego wszechstronny wokal, a także umiejętność płynnego dostosowania się do różnych form muzycznej wypowiedzi instrumentalistów Tesseract robi wrażenie. Wokal Tompkinsa brzmi nowocześnie, a napisane przez niego słowa zapadają w pamięć, dostarczając wielu tematów do refleksji.
It's not about the love I know
Nie jest to być może porywający, czy szczególnie nośny materiał, ale takim w żadnym razie angielska kapela nie chciała go uczynić. Tesseract porusza się dziś po swojej własnej unikatowej przestrzeni, stając się zespołem o wypracowanej tożsamości, która nie nawiązuje do klasyków gatunku. Muzycy z Milton Keynes stworzyli coś własnego, wyjątkowego i unikatowego, czym jest dziś ich styl, którego wybitnym reprezentantem jest album "Sonder". To dzieło można by nawet próbować zdefinować jako jedną wielowątkową kompozycję, na co bez wpływu nie pozostają niemalże niewidzialne przejścia pomiędzy utworami, ale zamiast definicji niech przemówi sama muzyka. Uważam, że w przypadku albumu "Sonder" nie trzeba lepszej rekomendacji, niż fakt, iż ten materiał wpisuje się w kanony nowoczesnego metalu progresywnego i djentu. Wisienką na tym kosmicznym torcie jest dodatkowa płyta, która zawiera ten sam materiał, ale dedykowany tylko na słuchawki działające w technologii 3D. Efekt jest kosmiczny.
Ocena: 9/10
Skład: Acle Kahney (g), James Monteith (g), Jamie Postones (p), Daniel Tompkins (w) i Amos Williams (b)
|
|
| Tracklista: 1. Luminary 2. King 3. Orbital 4. Juno 5. Beneath My Skin 6. Mirror Image 7. Smile 8. The Arrow Rok wydania: 2018 | Kraj: Wielka Brytania Produkcja: Acle Kahney Gatunek: Metal Progresywny Djent Dystrybucja: Kscope |
Podsumowując: "To znakomity, wielowarstwowy krążek, który wytycza kierunki rozwoju i nadaje ton nowoczesnemu metalowi progresywnemu"
Konrad Zola


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz