poniedziałek, 7 maja 2018

King Crimson "Live in Vienna" (recenzja)

O następcy wydanego przed piętnastoma laty "The Power To Believe", czyli ostatniego dużego albumu studyjnego King Crimson, słychać niewiele. Jednak licząca już pięćdziesiąt lat istnienia kapela nie pozostaje w milczeniu. Jej koncerty pobudzają wyobraźnię, ekscytują i dowodzą żywotności Karmazynowego Króla. W sumie więc legendarny londyński zespół skupił się w ostatnich latach - pomijając boxy i materiały best of - na nagraniach live. W ten fason wpisuje się trzy-płytowe wydawnictwo zatytułowane "Live in Vienna". 
 
Trwający dobrze ponad trzy godziny materiał stanowi zapis koncertu King Crimson zarejestrowanego jeszcze 1 grudnia 2016 roku w słynnym wiedeńskim MuseumsQuartier, przy czym trzeba zauważyć, że trzecia płyta wydawnictwa "Live In Vienna" poza koncertem w stolicy Austrii zawiera także zapis występów zespołu w Kopenhadze (utwór "Fracture"), Mediolanie, Rzymie i Florencji (...na raty "Schoenberg Softened His Hat"), Barcelonie i Marsylii (też na raty "Ahriman's Ceaseless Corruptions") oraz Antwerpii ("Spenta's Counter Claim"). O co chodzi z kompozycjami granymi na raty w kilku miastach? Trzeba by było otworzyć głowę inżyniera dźwięku odpowiedzialnego za miks "Live In Vienna" Chrisa Portera, aby się o tym przekonać. Można też sięgnąć po "Live in Vienna", ponieważ to wydawnictwo te zagadki rozwiązuje - wielowymiarowe połączenia pomiędzy utworami są  niezauważalne, tak jakby muzycy King Crimson grali jednego dnia w jednym miejscu, zresztą poruszając się w mrocznym, owianym aurą tajemnicy klimacie. Taki jest King Crimson. Zagadkowy, wizjonerski, wytyczający nowe szlaki w muzyce. W sumie więc wartość trzeciej płyty w zestawieniu "Live in Vienna" jest ważna. Ponad wspomnianymi zabiegami aranżacyjnymi kapitalnie brzmią tu utwory "21st Century Schizoid Man" i "Fracture", a pewną niespodzianką dla słuchaczy może być cover "Heroes" z repertuaru Davida Bowie, choć w mojej ocenie niekoniecznie ta kompozycja współgra ze stylem King Crimson.


Skupmy się teraz na dwóch pierwszych płytach albumu "Live in Vienna", będących przekrojowym opisem dziedzictwa legendarnego zespołu. Otóż tego pierwszo-grudniowego wieczoru na scenie w Wiedniu zaprezentowali się Robert Fripp, Mel Collins, Tony Levin, Pat Mastelotto, Gavin Harrison, Jeremy Stacey i Jakko Jakszyk. Stężenie esencjonalności i klasyki gatunku znalazło się więc na niewiarygodnie wysokim poziomie. Koncert wypełniony fantastycznymi improwizacjami wywołuje ogromne wrażenie. Większość utworów zaprezentowanych na "Live in Vienna" nie opiera się improwizacjom muzyków King Crimson, dzięki czemu zyskują one nowy wymiar, stając się fantastycznymi wyobrażeniami na temat swoich oryginalnych studyjnych wersji. W ten sposób w zasadzie przy każdym utworze zagranym przez legendarną kapelę w MuseumsQuartier można by wywołać unikatowy zestaw wrażeń. Mnie osobiście zachwyciły pourywane zjazdy instrumentalne w "Pictures of a City" z wielkiego "In The Wake Of Poseidon", a w nocną, bluesującą atmosferę wprowadził "VROOOM" z bardzo niedocenionego albumu "Thrak". Porozciągane do granic możliwości są utwory "The Letters" z albumu "Islands", "Cirkus" z materiału "Lizard", czy także (a może przede wszystkim?) naładowane bluesem "Indiscipline" z płyty "Discipline" i psychodelizujące "Easy Money" z krążka "Larks' Tongues in Aspic" (...podobnie jak zresztą "Larks' Tongues in Aspic, Part Two", choć tu miejsce psychodelii zajmują bardziej schizofreniczne, crimsonowskie klimaty). Skłonność do improwizacji muzyków King Crimson jest niewiarygodnym zjawiskiem. Ilość instrumentalnych wypuszczeń, solówek, czy też wszelkiego rodzaju "gitarowych połamańców", tak precyzyjnie odmierzonych przez Roberta Frippa i Jakko Jakszyka, musi robić wrażenie. Na dystansie tego potężnego materiału nie brakuje przepięknych partii instrumentów, a całość bez reszty pochłania w swej strukturze.

W zawartości albumu "Live in Vienna" kapela kilkukrotnie nie wymyśliła improwizowanych wariacji na temat swoich utworów. Wszak znalazła się tu skrócona o dwie minuty wersja utworu "The Court Of The Crimson King", a do pewnego stopnia na skróty Anglicy poszli też w utworach "Sailor's Tale", czy "Red". Być może nie nadawały się one do improwizacji, tak bardzo jak wcześniej wymienione kompozycje. W każdym razie biorąc pod uwagę inny utwór, odegrany niemalże jeden do jednego wobec studyjnej aranżacji, tj. "Epitaph" z legendarnego debiutu z 1969 roku, warto by zapytać: dlaczego ta kompozycja wciąż wywołuje tak wielkie emocjonalne poruszenie? Wydaje mi się, że "Epitaph" to jeden z punktów zwrotnych tego zajmującego koncertu. Brzmi bardzo w konwencji studyjnej, ale równocześnie zachwyca swoim wykonaniem i nieprzemijającym przesłaniem. Nieprzemijająca wydaje się także misja King Crimson - wybitnych wieszczów, aktualnie też i narratorów, przemian XXI wieku. Ponadto warto zauważyć, że na dystansie albumu "Live in Vienna" muzycy King Crimson zagrali utwory mniej znane, jak "Level Five" z 2001 roku, czy też wywodząca się z boxsetu "Radical Action to Unseat the Hold of Monkey Mind" kompozycja "The Devil Dogs of Tessellation Row", będąca perkusyjnym popisem drummerów King Crimson, tudzież mający swe miejsce we wspomnianej kompilacji numer "Meltdown". Do tego dochodzą wszelkiego rodzaju autonomiczne wypuszczenia instrumentalistów w różnych częściach tego rozbudowanego wydawnictwa, które - jak sądzę - pozwolą dotrzeć do z trudem wyobrażonych możliwości instrumentalistów King Crimson, a zarazem przybliżyć klimat koncertu sygnowanego dziś nazwą "Live in Vienna".

Trzeba pamiętać, że wiele nagrań studyjnych King Crimson nie było odpowiednio docenionych w swoim czasie. Szczególnie ostatnie dzieła w dorobku studyjnym kapeli - "The ConstruKction Of Light" i "The Power To Believe" - zresztą godnie reprezentowane w Wiedniu, były wielkimi materiałami, które przecież nie chciały przebić się w ogłupiającą epokę, ale raczej budować jej moralne podstawy. King Crimson zawsze odwoływał się do intelektualnych i duchowych możliwości słuchacza, stąd też pewnie wniknęło relatywnie niskie zainteresowanie wspomnianymi albumami kapeli na przełomie XX i XXI wieku. Jednak dziś, w drugiej dekadzie XXI wieku, twórczość King Crimson wydaje się niezwykle aktualna. Schizofrenia ogarnęła świat, a relacje społeczne przestały istnieć w swym tradycyjnym wymiarze. O tym w dużej mierze opowiada wydawnictwo "Live in Vienna", będące niezwykle doniosłym, przekrojowym jeśli chodzi o dyskografię King Crimson, wiwatem na temat rocka progresywnego. Poza tym wszystkim ten koncertowy album londyńskiej legendy to bardzo dobra jakość brzmienia, żywo reagująca publiczność, a także liczne niespodzianki podczas koncertu. Myślę, że to jeden z najlepszych albumów koncertowych, jakie mi przyszło usłyszeć w ostatnich latach.

Ocena: 9/10

O albumie w skrócie...

Skład: Robert Fripp (g, ik), Mel Collins (flet, sax), Tony Levin (b, w), Pat Mastelotto (p), Gavin Harrison (p), Jeremy Stacey (ik, p), Jakko Jakszyk (g, flet, w)

Tracklista:

CD 1
1. Walk On: Monk Morph Music of the Chamber
2. The Hell Hounds of Krim
3. Pictures of a City
4. Lizard (The Battle of Glass Tears - Part I: Dawn Song)
5. Suitable Ground for the Blues
6. VROOOM
7. The ConstruKction of Light (Part I only)    
8. The Court of the Crimson King
9. The Letters
10. Sailor's Tale
11. Interlude
12. Radical Action II
13. Level Five

CD 2
1. Fairy Dust of the Drumsons
2. Peace: An End
3. Cirkus
4. Indiscipline
5. Epitaph
6. Easy Money
7. The Devil Dogs of Tessellation Row
8. Red
9. Meltdown
10. Larks' Tongues in Aspic: Part Two
11. Starless

CD 3
1. Heroes
2. Fracture
3. 21st Century Schizoid Man
4. Schoenberg Softened His Hat
5. Ahriman's Ceaseless Corruptions
6. Spenta's Counter Claim

 
Robert Fripp w 2018 roku

Kraj:  
Wielka Brytania

Produkcja:
 

King Crimson

Dystrybucja:
 

Discipline Global Mobile

Gatunek:
 

Rock Progresywny
Rock Eksperymentalny

Rok wydania:

2018
Podsumowując: "Taki jest King Crimson. Zagadkowy, wizjonerski, wytyczający nowe szlaki w muzyce."

Konrad Zola
konrad.zola@wp.pl

*Przeczytaj recenzję albumu live King Crimson pt. "Live At The Orpheum". 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz