piątek, 4 lutego 2022

Wilderun "Epigone" (recenzja)

Muzyka Wilderun to zderzenie dwóch światów. Wywodząca się z Bostonu kapela próbuje łączyć czysty folkowy klimat z brutalnymi, przepełnionymi agresją ekstremami instrumentalnymi. Całość opiera się na dość archaicznym brzmieniu. Taki jest czwarty album Wilderun zatytułowany "Epigone" i z pewnością taki był zamysł twórców, bo kapela działająca pod skrzydłami Century Media Records, nie mogłaby normalnie pozwolić sobie na nagrywanie w piwnicy. Trochę jednak piwnicą czuć ten materiał, trochę też dawno zamkniętym teatrem rozmaitości.

Na krążek składa się dziewięć utworów, którą w dominującej części mogą przywoływać skojarzenie z dawną twórczością szwedzkiego Opeth. Myślę, że kapela Mikaeal Akerfeldta z czasów "Still Life" czy "Blackwater Park" była inspiracją Wilderun. Zarówno jeśli chodzi o balansowanie pomiędzy łagodnymi i ciężkimi partiami muzyki, jak również o manierę samego wokalisty, próbującego żonglować swoimi partiami pomiędzy growlingiem i czystym śpiewem. Jednak Evan Berry to nie Mikael Akerfeldt, a Wilderun to nie Opeth. Nie wszystko na "Epigone" brzmi tak jak powinno. Amerykanie wieloma momentami nie panują nad dźwiękiem, który wydobywają ze swoich instrumentów. Materiał często okazuje się chaotyczny i przeładowany treścią, czasem po prostu męczący.

Całość rozpoczyna bardzo leniwe, wręcz usypiające otwarcie, oparte na akustycznym zestawie dźwięków i minimalistycznych orkiestracjach ("Exhaler"). Po tej folkowej zasłonie dymnej wyłania się prawdziwa natura muzyków Wilderun. Są to wyraźne momenty, gdy kapela mocniej uderzy w instrumenty, wchodząc w ekstremalne tony, które otwierają się na agresywne partie gitar i perkusji, a także growlującego wokalistę ("Woolgatherer", "Passenger"). Całość brzmi nieco schizofrenicznie, fragmentami nawet apokaliptycznie. Te brutalne zestawy dźwięku są niczym bomby, które rozdzierają minimalistyczne przestrzenie. Muzykom Wilderun zdecydowanie lepiej wychodzi zatapianie się w swoich przestrzeniach, trochę tak jak Neo w lustrze, bo nie zawsze panują nad ekstremalnymi riffami. Wszelkie zjazdy gitarowe Evana Berry'ego i Joe Gettlera brzmią kapitalnie ("Woolgatherer", "Distraction II"), ale nie sposób oprzeć się wrażeniu, że są one tylko dodatkiem do całości, taką formą anomalii wobec długich, przestrzennych uniesień. W sumie więc z jednej strony otrzymujemy brutalną i bezkompromisową muzykę, a z drugiej niezbyt zgrabne melancholijne próby Amerykanów. Czy jesteście w stanie wytrzymać na tym rollercoasterze? 

Z pewnością ta niezdarna celebracja kunsztu twórczości Opeth przypadnie do gustu fanom progresywnego death metalu, bo sekcja instrumentalna Wlderun robi dużo, aby zaprezentować się od najbardziej ekstremalnej strony. Problemem może być jednak nieregularny klimat albumu. Po dwóch takich potężnych strzałach jak "Woolgatherer" i "Passenger" następuje wygładzony "Identifier", którego duża część to takie muzyczne fairy tale. Kapela łagodzi brzmienie proponując w przeważającej części dużo folkowego, raczej mało atrakcyjnego grania. Ekstrema następuje w finale, ładnie uzupełniając kompozycję, aby ostatecznie powrócić do folku. Dużo w tym muzycznego rozdźwięku, niekonsekwencji, efektu łączenia niekoniecznie pasujących do siebie elementów i braku wyczucia, takiego jak choćby w przypadku wcześniej wspomnianego Opeth.

W tym niestarannym kolażu - chaosie - nie brakuje kolejnych zaskoczeń. Na dystansie albumu "Epigone" słuchacze mają możliwość usłyszenia elektronicznego, niemalże ocierającego się o drone kawałka "Ambition" (we fragmentach te patenty występują także w "Distraction III" i "Distraction Nulla"), a także wyraźnych wpływów angielskiego rocka progresywnego, zagranego na kanwę ostatnich nagrań Marillion ("Distraction I", "Distraction III"). W tym chaosie inspiracji można odnaleźć dużo pięknych dźwięków, które świadczą o wysokich możliwościach Wilderun. Jestem przekonany, że osobno pomysły amerykańskiej kapeli miałyby szansę na fajne rozwinięcie. Problemem jest jednak nazbyt duża ich liczba, która sprawia, że "Epigone" nie tworzy spójnej całości, wywołując efekt konsternacji i poczucia jakbyśmy mieli do czynienia z kilkoma różnymi albumami w jednym. Niechaj tego najlepszą puentą będą utwory "Distraction II", "Distraction III" i "Distraction Nulla"... chaos, kompletny chaos! Apokalipsa złożona z ekstremy, rocka, folku i najciemniejsze moce wiedzą czego jeszcze. Wielkie możliwości Wilderun przegrały tu z ambicją pokazania jak największej liczby patentów. Dostałem dużego bólu głowy. 

Ocena: 4/10

Wilderun to nie Opeth
O albumie w skrócie...


Skład: Evan Berry (g, ik, w), Joe Gettler (g), Wayne Ingram (orkiestracje), Daniel Muller (b, ik, orkiestracje), Jonathan Teachey (p)
 
Tracklista:
1. Exhaler
2. Woolgatherer
3. Passenger
4. Identifier
5. Ambition
6. Distraction I
7. Distraction II
8. Distraction III
9. Distraction Nulla

Rok wydania:
2022
     
 
Kraj: 
USA

Produkcja:
Evan Berry

Dystrybucja:
Century Media Records

Gatunek:
Metal Progresywny, Folk, Death Metal

Podsumowując: "[...] chaos, kompletny chaos!"

Konrad Sebastian Morawski

1 komentarz:

  1. Jestem ciekawy recenzji nowego Amorphis, bardzo....😉

    OdpowiedzUsuń