poniedziałek, 16 stycznia 2023

Elder "Innate Passage" (recenzja)

O Elder nie było do tej pory głośno w Polsce. Tymczasem kapela z Bostonu w 2022 roku wydała swój szósty duży album studyjny zatytułowany "Innate Passage". Krążek nie będzie przełomem. Pod względem struktury utworów to materiał bliski wszystkim wcześniejszym dokonaniom Elder, zaś jeśli chodzi o muzykę to kapela konsekwentnie, acz ostrożnie przenosi ciężar stonerowego grania i psychodelicznych odjazdów na rzecz rocka progresywnego i bardziej tradycyjnego grania. Zwrot w tym kierunku dało się odczuć już na poprzednim albumie zespołu, wydanym w 2020 roku "Omens", ale to właśnie "Innate Passage" stanowi mocny krok naprzód.

Oczywiście nie jest tak, że Elder zrywa ze swoją tożsamością. Fani stonerowego brzmienia otrzymają to, czego szukają. Album tworzy pięć rozbudowanych kompozycji, utrzymanych w przybrudzonym brzmieniu, właśnie w zgodzie z wpływami stoner rocka w dotychczasowej twórczości Elder. Będzie więc na "Innate Passage" dużo pustyni, ale też psychodelicznego, odrealnionego świata dźwięków. Całość jednak brzmi bardziej przestrzennie, niż dotychczas. Muzycy sięgnęli po wydłużone gitarowe improwizacje, pozwolili sobie na kreację rozbudowanych dźwiękowych pejzaży, a przy tym nieco w stylu retro połączyli psychodeliczne zjazdy z klasyczną sekcją gitarowo-perkusyjną. Aż chciałoby się powiedzieć, że "Innate Passage" to nieco mroczniejszy, znacznie cięższy i gorzej zaczesany brat "The Piper at the Gates of Dawn", ale tylko pod warunkiem jeśli wyobrazimy sobie, że debiut Floydów nagrywała kapela metalowa.
 
W tych wielowątkowych strukturach tworzących nowy krążek Elder pełno drapieżnego, metalowego grania, opartego na ciężkich riffach gitarowych i dosadnych partiach perkusji ("Catastasis", "Coalescence"), ale zawsze jako przeciwwaga następuje wyciszenie, niemalże klimat muzycznej ascezy. Muzycy Elder nie oszczędzają się w instrumentalnych wypuszczeniach, często dając popis na poziomie indywidualnych umiejętności - niekiedy są to solówki gitarowe, czasem krótkie paczki dźwięku perkusji i basu, a także akcenty klawiszowe. Równocześnie Elder nie ma problemu w całkowitym ściszaniu instrumentów. Kapela płynnie przechodzi z powolnego, porozciąganego na instrumentach grania do szybkich, dynamicznych form ("Endless Return", "Merged in Dreams - Ne Plus Ultra"). Wyraźnie słychać na dystansie tego albumu rodowód Elder, ale też chęć poszukiwania nowych muzycznych wzorców. Progresywność "Innate Passage" jest potężna. Zespół kreuje muzykę na bardzo szerokim wachlarzu inspiracji. Zawartość krążka na dystansie pojedynczych utworów zmienia się diametralnie. Dużo w niej przestrzeni, której czasami coś od siebie dodaje też wokal o różnym stopniu zaangażowania, pełno tu również rockowego zadzioru. Prawdziwy koktajl muzycznych doznań.

Generalnie rzecz biorąc atmosfera albumu przytłacza. W tym - nomen omen - stylistycznym przejściu Elder znalazło się mnóstwo intensywnego grania. Instrumentaliści zespołu potrafią niepostrzeżenie zasypać słuchacza całą atomową serią riffów gitarowych i partii perkusji, aby obszernymi fragmentami całkowicie odpuścić, wchodząc gdzieś w okolice przestrzennych uniesień instrumentalnych, fragmentami niemalże poddawać się ciszy ("Merged in Dreams - Ne Plus Ultra"). Całość więc sprawia wrażenie muzycznej koniunkcji rocka, metalu i psychodelii. Jest w tym też oczywiście dużo piachu i progresji, przy tym należy zapomnieć o czystym brzmieniu. Może nieco konsternować fakt, że poszczególne kawałki są do siebie dość podobne. Wydaje mi się, że "Innate Passage" mógłby być nieco krótszy, ponieważ łatwo tu o wrażenie, że niektóre patenty powtarzają się na dystansie albumu albo przynajmniej powracają ze zdwojoną siłą w porównaniu do poprzednich kompozycji. Dobrym przykładem niech będzie muzyczna relacja pomiędzy utworami "Catastasis" i "Coalescence". Dla równowagi schemat albumu łamie utwór "The Purpose". Chyba najlepszy na dystansie krążka, w którym na wstępie ścierają się ze sobą efekty klawiszowe i gitara akustyczna, następnie zaś kompozycja rozwija się w rockowym stylu, aby wejść na tony właściwe charakterystycznemu, spopielonemu klimatowi, stworzonemu przez muzyków Elder. Nie brakuje też stonerowego przyłożenia.

W sumie więc ocena albumu "Innate Passage" nie należy do najłatwiejszych. Jeden z twórców zespołu Nick DiSalvo twierdzi, że to album, który opowiada o surrealistycznym świecie. Ściślej: o człowieku i jego miejscu w przestrzeni i w czasie. Muzycy Elder stawiają na rozwój człowieka, jego przemianę i przejścia do kolejnych etapów życia, które stają się jego nieodłączną naturą. Trochę też surrealizmu znajduje się w muzyce kapeli z Bostonu. Niewątpliwie obok "Innate Passage" nie można przejść obojętnie, ale trzeba do tego krążka podchodzić przy włączonym bezpieczniku. O wiele więcej radości Elder przyniesie fanom stoner rocka i metalu, aniżeli zwolennikom tradycyjnego rocka progresywnego. W sumie, aby dobrze poznać "Innate Passage" warto otworzyć wyobraźnię, dać się porwać tej muzyce i wyłączyć tradycyjnie wyobrażenie o rocku, stonerze i progresji. Zaiste, zajmujące dzieło. 
Ocena: 8/10

Atmosfera przytłacza
O albumie w skrócie...


Skład: Nicholas DiSalvo (g, ik, w), Jack Donovan (b), Michael Risberg (g, ik), Georg Edert (p) oraz gościnnie Behrang Alavi (w) i Fabio Cuomo (ik)
 
Kraj:
USA

Tracklista:
1. Catastasis
2. Endless Return
3. Coalescence
4. Merged in Dreams - Ne Plus Ultra
5. The Purpose

Rok wydania:
2022
 
Produkcja:
Elder

Dystrybucja:
Stickman Records

Gatunek:
Rock Progresywny
Stoner Rock
Psychodelia


 
Podsumowując: "Dużo w niej przestrzeni, której czasami coś od siebie dodaje też wokal o różnym stopniu zaangażowania, pełno tu również rockowego zadzioru. Prawdziwy koktajl muzycznych doznań"

Konrad Sebastian Morawski
 
*Polub Progresję Po Zmroku na facebooku i bądź na bieżąco z aktualnymi recenzjami.
*Możesz też zajrzeć na instagrama Progresji Po Zmroku

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz