środa, 4 stycznia 2023

Porcupine Tree "Closure/Continuation" (recenzja)

Pamiętam, gdy gruchnęła wiadomość: "Porcupine Tree znowu w studio!". Legendarny skład Steven Wilson, Richard Barbieri i Gavin Harrison postanowił dać światu następcę wydanego trzynaście lat temu albumu "The Incident". Ekscytacja, oczekiwanie i wielkie nadzieje przysłoniły nawet nieobecność Colina Edwina. Spod szyldu Porcupine Tree nie wychodziły dotąd słabe nagrania. Kapela nagrywała albo potencjalne klasyki nowego rocka progresywnego, albo krążki co najmniej na długo zapadające w pamięć, odzwierciedlające siłę drzemiącą w angielskim prog rocku. W międzyczasie każdy z trzech wcześniej wspomnianych muzyków napisał własny, samodzielny kawałek historii, ale Porcupine Tree to Porcupine Tree, zespół po którym zawsze można oczekiwać wielkiej muzyki. Czym zatem, u diabła, jest "Closure/Continuation"?

Jeden z najbardziej wyczekiwanych powrotów okazał się jednym z największych rozczarowań płytowych 2022 roku. Przeszło pół roku od premiery jedenastego albumu studyjnego Porcupine Tree można nabrać odpowiedniego dystansu. Kapela postarzała się brzydko, a "Closure/Continuation" prezentuje się raczej jako zbiór przypadkowych, niepotrzebnie przedłużonych utworów, jakimś bladym cieniem wielkiej przeszłości płytowej Anglików. Fakt, że Steven Wilson mocno eksperymentował z dźwiękiem w ostatnich latach, nie powinien mieć decydującego wpływu na kondycję studyjną Porcupine Tree. Tymczasem najnowsze dzieło kapeli stanowi jakby formę mutacji eksperymentalizmu Wilsona z echem wielkości zespołu. Chaos, czasem tylko przebłyski dawnego geniuszu.

Dzieło zaczyna się ciekawie, bo singlowy utwór "Harridan" nawiązuje do dobrych czasów zespołu. Świetne partie basu, schowany jakby w tunelu głos Stevena Wilsona oraz dynamiczne i żywe tempo kompozycji, tworzą wyborny efekt. Tak jakby muzycy Porcupine Tree złapali łączność ze wspominanym we wstępie albumem "The Incident". Wszystko w niespokojnej, intrygującej atmosferze. W ośmiu minutach progresywnego tańca rockowych instrumentów i elektronicznych paczek dźwięku, w otoczeniu magnetycznych wokaliz i efektownych wypuszczeń instrumentalnych. To Porcupine Tree marzeń o powrocie zespołu do studyjnego grania. Niestety w kolejnych częściach jedenasta płyta studyjna zespołu okazuje się bardzo nierówna, po prostu rozczarowująca.

Żadnej historii nie niesie z sobą ballada "Of The New Day", oczywiście pod warunkiem, że nie znamy nagrań Blackfield, bo to prawdopodobnie jeden z niewykorzystanych w tym zespole pomysłów Stevena Wilsona, który właśnie doczekał się publikacji. Szkoda tylko, że ma to miejsce na krążku Porcupine Tree. Natomiast chaotyczna, jakby niezdarnie połączona w sekcjach instrumentalnych kompozycja "Rats Return" o wiele bardziej rozstraja emocje, aniżeli im służy. Jest z nią trochę tak, jak z całym albumem. Wszakże "Closure/Continuation" jest niczym rozbite lustro. W jego refleksach można dostrzec dawną wielkość Porcupine Tree, tak jak choćby w świetnych partiach gitarowych w utworach "Rats Return" i "Herd Culling". Całość jednak nie lśni. Jest wariacją na temat dyskografii Porcupine Tree, w dodatku niezbyt starannie wyselekcjonowaną. Utwory sprawiają wrażenie niedokończonych, pourywanych, nieprzemyślanych.

Ponadto aktualne eksperymenty z elektroniką ("Walk The Plank"), typowe dla ostatnich solowych nagrań Stevena Wilsona, nie wydają się zbyt przekonujące w Porcupine Tree. Nie każdy album musi być konceptem, ale "Closure/Continuation" wyraźnie brakuje cech, które łączyłyby dzieło w spójną całość. Krążek zawiera raczej kompozycje, które nawiązują do ostatnich solowych nagrań muzyków - przede wszystkim Stevena Wilsona - aniżeli do tożsamości Porcupine Tree. W ten deseń wpisuje się zupełnie niepotrzebny na krążku utwór "Dignity". Ta niemiłosiernie rozwleczona, usypiająca struktura, nieśmiało flirtująca z elektronicznymi partiami dźwięku, sprawia wrażenie jakby była zestawieniem kilku przypadkowych pomysłów. Załamanie tempa, tak kiedyś charakterystyczna dla Porcupine Tree, sprowadza kompozycję do minimalistycznego brzmienia, gdzie próżno szukać twórczych uniesień, czy porywającego przyspieszenia.

Dzieło wieńczy trwająca prawie dziesięć minut kompozycja "Chimera's Wreck", której bliżej do wielkiej przeszłości zespołu, aniżeli większej części utworów zawartych na płycie. Znowu w przebłyskach, bo utwór wydaje się przeciągnięty przynajmniej o dwie minuty, ale w swej strukturze ulega efektownemu rozwinięciu. Budowany konsekwentnie klimat utworu został uwolniony od niespodziewanych, często trudnych do zrozumienia, wtrąceń instrumentalnych, których miejsce zajęły typowe dla tożsamości zespołu improwizacje. Znowu świetnie brzmi sekcja gitarowa, której zwieńczeniem jest efektowne solo gitarowe. W finale zaś instrumentaliści Porcupine Tree dostają charakterystycznego zadzioru. Piękna, konsekwentnie budowana kompozycja, jakich tu mało.

W sumie więc "Closure/Continuation" to klamra złożona z utworów "Harridan" i "Chimera's Wreck", kilku przebłysków i totalnego chaosu w środku dzieła, tudzież przemycania pomysłów z ostatnich solowych nagrań muzyków zespołu do nowych utworów. Tożsamość Porcupine Tree nie do końca daje się tu odkryć. Nie jestem więc przekonany, czy ten album był potrzebny, bo jest tylko głuchym echem wielkiego dziedzictwa zespołu. Prawdopodobnie jest to ostatni album studyjny Porcupine Tree, co sprawia, że powrót i zarazem ponowne odejście Anglików jest igraszką z fanami zespołu. Znajduję w "Closure/Continuation" szczyptę dawnej magii, ale nie jest ona w stanie przezwyciężyć poczucia rozczarowania.

Ocena: 5/10

"Chaos, czasem tylko przebłyski dawnego geniuszu"

O albumie w skrócie...

Skład: Steven Wilson (b, ik, g, w), Richard Barbieri (ik), Gavin Harrison (ip, p) oraz Lisen Rylander Löve (w), Suzanne Barbieri (w), Inspector J (e), Klankbeeld (e)
 
Tracklista:
1. Harridan
2. Of The New Day
3. Rats Return
4. Dignity
5. Herd Culling
6. Walk The Plank
7. Chimera's Wreck

Rok wydania: 
2022
     
 
Kraj:
Wielka Brytania

Produkcja:
Steven Wilson, Richard Barbieri
Gavin Harrison

Dystrybucja:
Music For Nations

Gatunek:
Rock Progresywny


 
Podsumowując: "Tożsamość Porcupine Tree nie do końca daje się tu odkryć. Nie jestem więc przekonany, czy ten album był potrzebny, bo jest tylko głuchym echem wielkiego dziedzictwa zespołu"

Konrad Sebastian Morawski
 
*Polub Progresję Po Zmroku na facebooku i bądź na bieżąco z aktualnymi recenzjami.
*Możesz też zajrzeć na instagrama Progresji Po Zmroku.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz