Takie albumy, jak "Call The Distant" Tomasza Kudelskiego, dowodzą, że pisanie o muzyce nie ma większego sensu. Po co słowa? Wobec takiego ładunku emocji jakie generuje "Call The Distant" jedyną słuszną reakcją musi być całkowite oddanie się tym fascynującym dźwiękom. Ten album jest niczym respirator dla zmęczonej, obumierającej duszy. To narracja na temat niespokojnego, zapadającego się w dziwnej otchłani człowieczeństwa. Wreszcie to wspaniała, czerpiąca z różnych gatunków muzyka, którą nie łatwo zamknąć w ramach prostych definicji. Można by tylko próbować niezręcznie opisywać ją jako muzykę świata zaprezentowaną w niezwykle subtelnym, jakże wyrafinowanym wydaniu.
W istocie świata na "Call The Distant" jest dużo. Krążek nagrywany w ONA Edicions Musicals na Majorce, a także w nieposiadającym kodu pocztowego Latającym Studio i w warszawskim Fireplace Sound, zaprasza słuchaczy do poznania talentów muzycznych z Hiszpanii, Kuby, Wielkiej Brytanii, USA, a także oczywiście z Polski. W tym międzynarodowym kolażu głosów oraz instrumentalistów wyłania się harmonijna całość. Dzieło pełne mroku, nostalgiczne, otwarte wszystkimi szerokościami na soul i jazz, melancholijne, ascetyczne i jakże wymowne w swoim przesłaniu. Album "Call The Distant" powinien stać się idealnym towarzyszem nocy. Nieco przygnębia, wprowadza w głęboka refleksję, fascynuje, a nade wszystko wrasta głęboko w duszę, gdzieś pomiędzy kośćmi a skórą.
W istocie świata na "Call The Distant" jest dużo. Krążek nagrywany w ONA Edicions Musicals na Majorce, a także w nieposiadającym kodu pocztowego Latającym Studio i w warszawskim Fireplace Sound, zaprasza słuchaczy do poznania talentów muzycznych z Hiszpanii, Kuby, Wielkiej Brytanii, USA, a także oczywiście z Polski. W tym międzynarodowym kolażu głosów oraz instrumentalistów wyłania się harmonijna całość. Dzieło pełne mroku, nostalgiczne, otwarte wszystkimi szerokościami na soul i jazz, melancholijne, ascetyczne i jakże wymowne w swoim przesłaniu. Album "Call The Distant" powinien stać się idealnym towarzyszem nocy. Nieco przygnębia, wprowadza w głęboka refleksję, fascynuje, a nade wszystko wrasta głęboko w duszę, gdzieś pomiędzy kośćmi a skórą.
Wielkie zasługi w tworzeniu "Call The Distant", oprócz głównego autora Tomasza Kudelskiego, wniósł Jacek Szabrański, producent, ale i muzyk. Dwaj uzdolnieni artyści spięli więc w klamrę dzieło kompozycją "Academy Of Fear". To muzyczna struktura podszyta mrokiem, fragmentami minimalistyczna, schowana jakby za mgłą elektronicznych efektów. Przyciągają w niej onirycznie partie wokalne Jacka Szabrańskiego, gracji dodają partie smyczków w wykonaniu Bunyola String Ensamble. W jazzującej konwencji nagle zmienia się struktura utworu - gęstnieje, przyspiesza, nabiera tempa w rytm partii fortepianowych Miquel Bruneta, aby przy ósmej minucie czarowania dźwiękiem powrócić do minimalistycznych tonów. Utwór "Academy Of Fear" w wersji reprise usłyszymy jeszcze na końcu krążka. To już instrumentalny popis wspomnianego Miquel Bruneta, stempel na tym wyjątkowym dziele.
W każdym razie z absolutnie nostalgicznego wymiaru muzyki zagranej w pierwszym utworze, przechodzimy do innych emocji. Odzywają się kolejni bohaterowie. Następuje piękna, niezwykle subtelna kompozycja "Nobody Wins", którą niemalże w całości skradła Sheela Gathright. Nowojorska artystka oddała całą wokalną duszę do przejmującego występu fortepianowego - czasem też śpiewając bez towarzystwa dźwięku - w emocjonalnym wyznaniu na temat niepokojów współczesnego świata, czule, wzruszająco. Bywa, że "Call The Distant" to czysta celebracja jazzu, jak w przypadku utworu "Santa Catalina", będącego przykładem wytrawnego kunsztu i talentu pianistki Agi Derlak. Utopiony w szlachetnym mroku utwór, po kilku minutach wchodzi w dialog ze smyczkami Bunyola Strings Ensamble. Kolejne kolory tego dialogu magnetyzują. Jest w tym trochę przyjemnego, jak sądzę kontrolowanego szaleństwa.
Po kilku minutach instrumentalnego brzmienia w zawartości "Call The Distant" znowu słyszymy wokalistów. Odzywa się Jacek Szabrański. Ponownie jakby za mgłą, w tunelu, w towarzystwie Miquela Bruneta, w utworze "S.A.D". W ożywionej części numeru wymownie brzmią akcenty - instrumenty perkusyjne, czelesta Naile Sosa Aragona, czy też brzmienie saksofonu i klarnetu basowego Marcosa Monge. Przeszło siedem minut czarowania dźwiękiem. Fantastyczne improwizacje. Tymczasem w smutnych muzycznych objęciach, niemalże nostalgicznej kołysanki, wybrzmiewają pierwsze dźwięki instrumentalnego utworu "The Night - Out Of The Shadows". Kompozycja podszyta folkowym brzmieniem, głównie za sprawą zastosowania brzmienia czelesty, ukulele i tabli, emanuje tęsknotą. W finałowych momentach dochodzi do podniosłego, mocnego finału, w którym sekcja instrumentalna nabiera wyraźnego rozpędu. Ostatecznie "The Night - Out Of The Shadows" nie eksploduje, wyciszając się w partiach klawiszowych, jak do snu.
Akcenty folkowe, tym razem jednak sięgające orientu, wyłaniają się także w utworze "Road To Orient". Mając na uwadze hinduski koloryt, twórcy albumy "Call The Distant" spróbowali zaprosić słuchaczy do tego wciąż nie do końca poznanego, ale jakże intrygującego świata. W istocie kompozycja "Road To Orient" - łamiąca nieco klimat albumu - okazuje się kuszącą wycieczką do świata orientu. Wcale nie cichym bohaterem utworu okazuje się Toamsz "Ragaboy" Osiecki, który wydobywa dźwięki z dilruby i sitaru, jeszcze bardziej urozmaicając ten wielobarwny świat. Do tego dochodzą charakterystyczne melodie, który powinny stać się narkotykiem dla wyobraźni słuchaczy. Wreszcie jest tu także utwór "Black Keys". W słowach wybrzmiewa tu poezja Thomasa Hardy'ego w wykonaniu samego Jeremy'ego Ironsa w murach Royal Albert Hall sprzed dziewięciu lat. Całość żwawa, nieco kokietuje w środkowej części, przyspiesza, jakby odliczając minuty do wielkiego finału. W tym miejscu "Call The Distant" całkowicie zmienia swoją naturę. W gonitwie dźwięków saksofonu, fortepianu i ukulele, w nieposkromieniu, niesamowitej energii. Ten finał trzeba usłyszeć!
Tak oto wywodzący się z rockowego świata Tomasz Kudelski napisał krążek, którego wymowa dla wielu słuchaczy może okazać się zaskakująca. Nie odnajdziemy tu rocka. W tej zjawiskowej celebracji nocnego dźwięku bliżej dziś Kudelskiemu do Dead Can Dance, niż do Floydów. Mrok jego albumu solowego pozostanie na długo w pamięci słuchaczy. Jest magnesem dla duszy. Niezapomnianą wycieczką do wyjątkowego świata emocji, które warto poszukać w środku samego siebie. Dla mnie będzie to muzyka stymulująca przeżycia na temat przemijania, utraty i tęsknoty, a Ty co w niej odnajdziesz?
Ocena: 8/10
![]() |
| tomekkudelski.com |
Skład: Tomasz Kudelski (ik, ip, ukulele, tabla), Jacek Szabrański (b, efekty, g, ik, progr, w), Miquel Brunet (fortepian), Naile Sosa Aragon (czelesta, ip), Sheela Gathright (w), Aga Derlak (ik, fortepian), Marcos Monge (klarnet basowy, sax), Enrique "Kiko" Barrenengoa (is), Maciej Caputa (ik) oraz Bunyola Strings Ensamble
|
|
| Tracklista: 1. Academy Of Fear 2. Nobody Wins 3. Santa Catalina 4. S.A.D 5. The Night - Out Of The Shadows 6. Road To Orient 7. Black Keys 8. Academy Of Fear (reprise) | Kraj: Polska Produkcja: Jacek Szabrański Gatunek: World Music Rok wydania: 2023 |
Podsumowując:
"W tej zjawiskowej celebracji nocnego dźwięku bliżej dziś Kudelskiemu do Dead Can Dance, niż do Floydów"
Konrad Sebastian Morawski
*Polub Progresję Po Zmroku na facebooku i bądź na bieżąco z aktualnymi recenzjami.
*Możesz też zajrzeć na instagrama Progresji Po Zmroku.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz