W
2023 roku angielska kapela Uriah Heep będzie obchodziła pięćdziesiąt
cztery lata działalności. Wielu jej słuchaczy, w tym piszącego te słowa,
nie było jeszcze długo na świecie, gdy Mick Box zaczął układać w garażu
pomysły na materiał, który w 1970 roku ukazał się pod szyldem "...Very
'Eavy ...Very 'Umble". Minęło przeszło pięć dekad. Uriah Heep żyje i ma
się zajebiście, o czym przekonuje dwudziesty piąty album studyjny w
dyskografii kapeli zatytułowany "Chaos & Colour".
Na krążku znalazło się jedenaście utworów wpisujących się w najlepsze standardy Uriah Heep. To album made in England. Esencjonalny i do kości czerpiący ze standardów hard rocka wypracowanych na Wyspach Brytyjskich w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku, ale przy tym zagrany nowocześnie, mocno i dosadnie. Kapela z Londynu, trochę tak jak na okładce albumu, zaproponowała swoim słuchaczom dużo koloru i jeszcze więcej niekontrolowanych emocji. Gdyby to były czasy angielskich klubów sprzed pięćdziesięciu lat to niewykluczone, że kawałki tworzące "Chaos & Colour" stałyby się legendarne. W dobie cyfrowego świata, idącej za tym powszechności, o nowej muzyce Uriah Heep powinno być dziś wystarczająco głośno, ale jej kunszt docenią przede wszystkim koneserzy tradycyjnego rocka.
Na krążku znalazło się jedenaście utworów wpisujących się w najlepsze standardy Uriah Heep. To album made in England. Esencjonalny i do kości czerpiący ze standardów hard rocka wypracowanych na Wyspach Brytyjskich w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku, ale przy tym zagrany nowocześnie, mocno i dosadnie. Kapela z Londynu, trochę tak jak na okładce albumu, zaproponowała swoim słuchaczom dużo koloru i jeszcze więcej niekontrolowanych emocji. Gdyby to były czasy angielskich klubów sprzed pięćdziesięciu lat to niewykluczone, że kawałki tworzące "Chaos & Colour" stałyby się legendarne. W dobie cyfrowego świata, idącej za tym powszechności, o nowej muzyce Uriah Heep powinno być dziś wystarczająco głośno, ale jej kunszt docenią przede wszystkim koneserzy tradycyjnego rocka.
Osobiście
zawsze jestem w dużych emocjach, gdy wkładam do odtwarzacza nowe krążki
legend muzyki. Nie było inaczej w przypadku Uriah Heep. Kapela, która
nie musi niczego nikomu udowadniać, znowu wzniosła się na wyżyny swoich
możliwości, nagrywając najlepszy album od co najmniej dwunastu lat i pamiętnego "Into The Wild". Może "Chaos & Colour" to dzieło nawet
przebijające wspomniany krążek? Z pewnością czas udzieli najlepszej
odpowiedzi. W każdym razie dwudzieste piąte studyjne uderzenie Uriah
Heep to materiał ze wszech miar udany. Na dystansie krążka nie zabrakło
drapieżnych hardrockowych numerów, opartych na klasycznych angielskich
riffach gitarowych i partiach perkusji, napisanych w zadziornym, ale i
chwytliwym stylu ("Save Me Tonight", "Hurricane", "Age Of Changes", "Fly
Like An Eagle"). Dlaczego napisałem o "angielskich" zagrywkach?
Słyszysz te patenty instrumentalne i od razu wiesz, że chodzi o Uriah
Heep. Tożsamość kapeli, jej rdzeń twórczości, muzyczny outift - to
wszystko znalazło się w tych charakterystycznych numerach.
Mick Box nie ma dziś siedemdziesiątki piątki na karku, tylko jakieś pół dekady mniej. Żywiołowość i energia, które przez niego przemawiają są zaraźliwe. Poza klasycznymi, dającymi mnóstwo frajdy kawałkami, znajdziemy tu także mniej oczywiste patenty. Jest tu coś schizofrenicznego. Oparty na crimsonowskim motywie "Golden Light" łączy progresywne nieoczywistości, muzyczne łamańce i kombinacje z dźwiękiem z typowymi angielskimi riffami i partiami perkusji. Ten mezalians czarowania muzyką z brudnym rockiem prezentuje się nad wyraz korzystnie. W zawartości "Chaos & Colour" znajdziemy też, nomen omen, dużo koloru. Niby hardrockowo, ale jednak z wyraźną nutą lekkiego, prezentowanego w progrockowym stylu grania wyłania się "Silver Sunlight". Kompozycja łączy przekrojowo różne fragmenty twórczości Uriah Heep, tak jakby była zwięzłym jej podsumowaniem. Natomiast do klimatycznej, nagranej jakby za mgłą atmosfery wprowadza "Hail The Sunrise" - świetny w partiach gitarowych, rewelacyjny na poziomie instrumentów klawiszowych. Z kolei kuglarsko, jakby zaczepnie brzmi "Closer To Your Dreams". Kolejny mocny punkt w programie płyty.
Pacyfistyczne przesłanie krążka podkreśla utwór "One Nation, One Sun". To ballada oparta głównie na klawiszowym podkładzie w wykonaniu Phila Lanzona, choć na dystansie przeszło siedmiu minut utwór przedostaje się na progresywne przestrzenie. Podniosłe słowa o pokoju - w zasadzie o nadziei na pokój i trochę zmęczonym świecie - brzmią nad wyraz pięknie, gładko wpisując się w wyobrażenie o balladzie hardrockowego zespołu. Inny bardzo rozbudowany utwór na dystansie "Chaos & Colour" też wybrzmiewa w balladowym tonie. Mowa o "You'll Never Be Alone", który jednak w refrenach stroszy pazury. Kompozycja o braterstwie ludzkości z powodzeniem mogłaby stać się hymnem któregoś z klubów piłkarskich. Wieńczy ją fantastyczna improwizacja gitarowa. To, co Mick Box wyczynia na wiośle w ostatnich minutach numeru, to prawdziwy czad w starym, dobrym stylu. Finalnie jego riffy gitarowe ustępują łagodniejszym, hymnowym motywom, tworząc z utworu "You'll Never Be Alone" jedną z najbardziej wyrazistych wizytówek całej płyty.
Na progresywne przestworza muzycy Uriah Heep wylatują w kompozycji "Freedom To Be Free". Rozpisany na przeszło osiem minut utwór stanowi wielowątkową mieszankę możliwości angielskiej legendy. Doświadczymy tu całej serii znakomitych zagrywek, solówek i improwizacji. W nieodpornej na autonomiczne momenty strukturze kapitalne partie basowe prezentuje Dave Rimmer. Dużo od siebie dodają Mic Box na gitarze i Russell Gilbrook na perkusji. Całość efektownie złamana w piątej minucie, nieprzewidywalna, zatopiona w progresji, wybitna w skali dyskografii Uriah Heep. Do tego w perspektywie całego albumu dochodzi zestaw naprawdę porywających solówek gitarowych ("Save Me Tonight", "Hurricane", "Golden Light", "Fly Like An Eagle, "Hail The Sunrise"), świetnych przejść na poziomie perkusji ("You'll Never Be Alone"), rewelacyjnych wypuszczeń na instrumentach klawiszowych ("Age Of Changes"), czy też rozmaitych akcentów, świadczących dziś o sile Uriah Heep. Nie sposób wszystkiego wymienić!
Jeśli więc zastanawialiście się w jakiej kondycji jest dziś Uriah Heep, to "Chaos & Colour" stanowi najlepszą z możliwych odpowiedzi. Lepiej nie wychodzić do ringu z tym krążkiem, bo czeka nas potężny nokaut. Nie przypuszczałem, że te angielskie dinozaury potrafią jeszcze nagrać tak fantastyczne dzieło, które niemalże z automatu wpisuje się do końcoworocznych zestawień wśród najlepszych płyt 2023 roku. Uriah Heep w piekielniej dobrej formie. Bardzo głośno, bardzo niepokornie.
Mick Box nie ma dziś siedemdziesiątki piątki na karku, tylko jakieś pół dekady mniej. Żywiołowość i energia, które przez niego przemawiają są zaraźliwe. Poza klasycznymi, dającymi mnóstwo frajdy kawałkami, znajdziemy tu także mniej oczywiste patenty. Jest tu coś schizofrenicznego. Oparty na crimsonowskim motywie "Golden Light" łączy progresywne nieoczywistości, muzyczne łamańce i kombinacje z dźwiękiem z typowymi angielskimi riffami i partiami perkusji. Ten mezalians czarowania muzyką z brudnym rockiem prezentuje się nad wyraz korzystnie. W zawartości "Chaos & Colour" znajdziemy też, nomen omen, dużo koloru. Niby hardrockowo, ale jednak z wyraźną nutą lekkiego, prezentowanego w progrockowym stylu grania wyłania się "Silver Sunlight". Kompozycja łączy przekrojowo różne fragmenty twórczości Uriah Heep, tak jakby była zwięzłym jej podsumowaniem. Natomiast do klimatycznej, nagranej jakby za mgłą atmosfery wprowadza "Hail The Sunrise" - świetny w partiach gitarowych, rewelacyjny na poziomie instrumentów klawiszowych. Z kolei kuglarsko, jakby zaczepnie brzmi "Closer To Your Dreams". Kolejny mocny punkt w programie płyty.
Pacyfistyczne przesłanie krążka podkreśla utwór "One Nation, One Sun". To ballada oparta głównie na klawiszowym podkładzie w wykonaniu Phila Lanzona, choć na dystansie przeszło siedmiu minut utwór przedostaje się na progresywne przestrzenie. Podniosłe słowa o pokoju - w zasadzie o nadziei na pokój i trochę zmęczonym świecie - brzmią nad wyraz pięknie, gładko wpisując się w wyobrażenie o balladzie hardrockowego zespołu. Inny bardzo rozbudowany utwór na dystansie "Chaos & Colour" też wybrzmiewa w balladowym tonie. Mowa o "You'll Never Be Alone", który jednak w refrenach stroszy pazury. Kompozycja o braterstwie ludzkości z powodzeniem mogłaby stać się hymnem któregoś z klubów piłkarskich. Wieńczy ją fantastyczna improwizacja gitarowa. To, co Mick Box wyczynia na wiośle w ostatnich minutach numeru, to prawdziwy czad w starym, dobrym stylu. Finalnie jego riffy gitarowe ustępują łagodniejszym, hymnowym motywom, tworząc z utworu "You'll Never Be Alone" jedną z najbardziej wyrazistych wizytówek całej płyty.
Na progresywne przestworza muzycy Uriah Heep wylatują w kompozycji "Freedom To Be Free". Rozpisany na przeszło osiem minut utwór stanowi wielowątkową mieszankę możliwości angielskiej legendy. Doświadczymy tu całej serii znakomitych zagrywek, solówek i improwizacji. W nieodpornej na autonomiczne momenty strukturze kapitalne partie basowe prezentuje Dave Rimmer. Dużo od siebie dodają Mic Box na gitarze i Russell Gilbrook na perkusji. Całość efektownie złamana w piątej minucie, nieprzewidywalna, zatopiona w progresji, wybitna w skali dyskografii Uriah Heep. Do tego w perspektywie całego albumu dochodzi zestaw naprawdę porywających solówek gitarowych ("Save Me Tonight", "Hurricane", "Golden Light", "Fly Like An Eagle, "Hail The Sunrise"), świetnych przejść na poziomie perkusji ("You'll Never Be Alone"), rewelacyjnych wypuszczeń na instrumentach klawiszowych ("Age Of Changes"), czy też rozmaitych akcentów, świadczących dziś o sile Uriah Heep. Nie sposób wszystkiego wymienić!
Jeśli więc zastanawialiście się w jakiej kondycji jest dziś Uriah Heep, to "Chaos & Colour" stanowi najlepszą z możliwych odpowiedzi. Lepiej nie wychodzić do ringu z tym krążkiem, bo czeka nas potężny nokaut. Nie przypuszczałem, że te angielskie dinozaury potrafią jeszcze nagrać tak fantastyczne dzieło, które niemalże z automatu wpisuje się do końcoworocznych zestawień wśród najlepszych płyt 2023 roku. Uriah Heep w piekielniej dobrej formie. Bardzo głośno, bardzo niepokornie.
Ocena: 8/10
![]() |
| Dinozaury nie wyginęły |
Skład: Mick Box (g, w), Phil Lanzon (ik, w), Bernie Shaw (w), Dave Rimmer (b, w), Russell Gilbrook (ip, p)
|
|
| Tracklista: 1. Save Me Tonight 2. Silver Sunlight 3. Hail The Sunrise 4. Age of Changes 5. Hurricane 6. One Nation, One Sun 7. Golden Light 8. You'll Never Be Alone 9. Fly Like An Eagle 10. Freedom To Be Free 11. Closer To Your Dreams Rok wydania: 2023 | Kraj: Wielka Brytania Produkcja: Jay Ruston Dystrybucja: Silver Lining Music Gatunek: Hard Rock Rock Progresywny |
Podsumowując:
"Lepiej
nie wychodzić do ringu z tym krążkiem, bo czeka nas potężny nokaut"
Konrad Sebastian Morawski
*Polub Progresję Po Zmroku na facebooku i bądź na bieżąco z aktualnymi recenzjami.
*Możesz też zajrzeć na instagrama Progresji Po Zmroku.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz