W 2019 roku, gdy brytyjska kapela Empyre wydawała swój pierwszy duży album, to niewiele osób w Polsce się nim zainteresowało. Nie będę rzucał kamieniem, bo sam o tym składzie usłyszałem dopiero, gdy pod swoje skrzydła przyjęła go wytwórnia Kscope. Tak to bywa w tej branży - niektóre kapele pozostają na zawsze w piwnicy, a inne dostają szansę, aby zaistnieć w szerokiej świadomości słuchaczy. Dobrze się stało, że do tej drugiej grupy należy Empyre. Wszakże o kapeli niedługo zrobi się głośno. Pod koniec marca ukazał się jej drugi album studyjny zatytułowany "Relentless". Nie mam wątpliwości, że ten krążek stanowi przepustkę dla Empyre do szerokiej rozpoznawalności, bo jest to materiał o dużej sile rażenia.
Jeden z zabiegów marketingowych mówi, że muzyka Empyre łączy twórczość Pink Floyd i Soundgarden. Reklama ma to do siebie, że nie przedstawia rzeczywistości, tylko jej życzeniowe wyobrażenie, ale... tym razem to porównanie zawiera dużo prawdy! Wiem, że trudno sobie wyobrazić kolaż zbudowany z rocka progresywnego i grunge'u, ale proces stymulacji tego wyobrażenia właśnie uruchomił album "Relentless". Jest to bowiem materiał zróżnicowany. Odnajdziemy tu wiele patentów z później twórczości Floydów, a także wspominanego Soundgarden, przy czym całość składa się z bardzo wyraźniej tożsamości, którą zbudowali Henerik Steenholdt, Did Coles, Grant Hockley i Elliot Bale.
Na krążku nie brakuje hardrockowych hymnów, czy też wyraźnego zagłębienia się w nieco już zakurzone rejony grunge'u. Utwór tytułowy z miejsca nokautuje wyrazistymi, mocnymi partiami wokalnymi Steenholdta. Ten człowiek to kawał głosu i materiał na frontmana z prawdziwego zdarzenia. Echo wokalnego grunge'u, któremu towarzyszy klasyczna sekcja instrumentalna. We wspominanym utworze "Relentless" dostaniemy więc dosadne, żywiołowe, brzmiące nowocześnie, ale zarazem osadzone w rockowym rdzeniu granie. Riffy gitarowe Steenholdta i Colesa brzmią tu esencjonalnie, a wepchnięte pomiędzy nie solo gitarowe to już crème de la crème w przywitaniu się Empyre ze słuchaczami. Kompozycja mocna, drapieżna, zostająca ze słuchaczem na długo po zakończeniu krążka. Takich hardrockowych, brudnych kawałków na "Relentless" znalazło się jeszcze kilka ("Walking Light", "Silence Screaming"), a odnajdywanie w nich gitarowych smaczków z lat dziewięćdziesiątych powinno dostarczyć frajdy wszystkim, dla których takie nazwiska jak Cobain, Staley czy Cornell, nie są tylko sloganem.
W każdym razie muzyka Empyre to jeszcze więcej, niż tylko hard rock, czy echa grunge'u. Grupa umiejętnie łączy atmosferę z drapieżną sekcją instrumentalną. Kompozycja "Parasites" opiera się na klimatycznej przestrzeni instrumentalnej i wyjątkowo lirycznych partiach wokalnych, ale ma też w sobie coś bardzo schizofrenicznego. W swobodnie płynących zagrywkach gitarowo-perkusyjnych, kapela potrafi nagle osiągnąć hardrockową żywiołową prędkość. Muzycy Empyre przyspieszają i zwalniają, nie dając słuchaczom wytchnienia, jednocześnie odpowiadając też na wcześniej wspominany zabieg marketingowy o łączeniu twórczości Floydów i Soundgarden. Kolaż to odważny, brzmi nieźle, nieco wręcz bezczelnie. Budowanie nastroju, stopniowo wywodzącego się od balladowej, leniwej tęsknoty, następnie nagłe przyspieszenie, uderzenie riffów gitarowych i partii perkusji, wreszcie też finalnie podniosły nastrój, to elementy, którą budują tożsamość Empyre. Jednym z jej najlepszych odsłon na krążku "Relentless" jest utwór "Cry Wolf", będący przebojowym przykładem nieregularnego, całkowicie angażującego słuchacza klimatu made in UK. W podobny sposób można też ocenić utwór "Road To Nowhere" o wciągającym, galopującym klimacie, zwieńczonym rewelacyjną improwizacją instrumentalną, a także kompozycję "Quiet Commotion" o nieco nostalgicznej wymowie, zbliżonej trochę do muzycznych poszukiwań Anathemy.
Jeżeli już o porównaniach mowa to floydowske akcenty w muzyce Empyre przypomina wstęp do utworu "Hit and Run". Kto nie usłyszy tu inspiracji twórczością Pink Floyd z przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, ten trąba! Warto zauważyć, że utwór w kontrze do pozostałych nie kieruje się w kierunku mocnych hardrockowych riffów gitarowych. W tym przypadku o tym, że muzycy Empyre lubią mocniej przyłożyć na instrumentach przypomina przede wszystkim wokal Steenholdta, który trudno złagodzić. Brzmi rasowo, nawet w tak atmosferycznej kompozycji jak "Hit and Run", którą swoją drogą wieńczy kolejne piękne solo gitarowe w wykonaniu Dida Colesa. Do spójnej całości, jaką tworzy album "Relentless", dochodzi piękna ballada "Forget Me". To przykład melancholijnej, jakże ujmującej strony twórczości Empyre. Typowy dla kapeli podniosły nastrój ustępuje poczuciu rezygnacji i tęsknoty, będąc formą osobistego pożegnania. Na finał jeszcze "Your Whole Life Slows", czyli magnetycznie brzmiąca kompozycja, wpisująca się w ogólny klimat albumu, gdzie na atmosferycznych pejzażach układają się drapieżne rockowe chmury. W czterech słowach: wyrazisty finał zajebistego albumu.
Dla mnie Empyre to jak dotąd odkrycie roku. Pierwszy kontakt z twórczością zespołu sprawia wrażenie, że będziemy tu mieli do czynienia z kwartetem bezkompromisowych hardrockowców. Rzeczywiście hard rocka i grunge'u na krążku "Relentless" znalazło się dużo. Brytyjczycy są w tym gatunku naprawdę solidni. Jednak ich twórczość sięga znacznie głębiej. Atmosferyczna warstwa albumu najpierw zaskakuje, następnie zachwyca. W muzyce Empyre czai się dużo smutku, a wszelkie drapieżne partie instrumentalne wydają się ten smutek doprowadzać do krwioobiegu każdego słuchacza. W sumie więc uważam, że obok "Relentless" nie można przejść obojętnie. O Empyre wkrótce będzie bardzo głośno!
Ocena: 9/10
Skład: Henrik Steenholdt (g, w), Did Coles (g, w), Grant Hockley (b), Elliot Bale (p)
|
|
| Tracklista: 1. Relentless 2. Waking Light 3. Parasites 4. Cry Wolf 5. Hit And Run 6. Forget Me 7. Silence Screaming 8. Road To Nowhere 9. Quiet Commotion 10. Your Whole Life Slows Rok wydania: 2023 | Kraj: Wielka Brytania Produkcja: Henrik Steenholdt Did Coles Dystrybucja: Kscope Gatunek: Rock Alternatywny Hard Rock Post Grunge |
Podsumowując:
"Jeden z zabiegów marketingowych
mówi, że muzyka Empyre łączy twórczość Pink Floyd i Soundgarden. Reklama
ma to do siebie, że nie przedstawia rzeczywistości, tylko jej
życzeniowe wyobrażenie, ale... tym razem to porównanie zawiera dużo
prawdy!"
Konrad Sebastian Morawski
*Polub Progresję Po Zmroku na facebooku i bądź na bieżąco z aktualnymi recenzjami.
*Możesz też zajrzeć na instagrama Progresji Po Zmroku.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz