W dzisiejszym wydaniu skrótów po zmroku wystrzeliwujemy się w kosmos! Najpierw zmierzamy do Salonik w Grecji, które w wydaniu zespołu Naxatras okazują się psychodelicznym tripem funkcjonującym zdecydowanie w innym układzie, niż słoneczny. Zaglądamy do Berlina, gdzie kapela Mihrax tworzy prog rocka, w którym odnajdziemy dużo rocka, ale również sporo muzycznego szaleństwa i patentów nieodpornych na wyzwania współczesnego świata, czasem nieco zbyt nośnych, ale wciąż interesujących. Wreszcie docieramy do brazylijskiego Bauru... w żadnym wypadku! To nie Bauru! To transcendentalna modlitwa - muzyka, która wkracza w świadomość pomiędzy jawą a snem.
Nie trzeba być prymusem z geografii, aby wiedzieć, że Saloniki leżą w Grecji... bzdura! Absolutna bzdura! Kapela Naxatras udowadnia, że pochodzi z innej planety, a więc wszem i wobec trzeba ogłosić, że Saloniki w tym wydaniu to przestrzeń kosmiczna, w której nie obowiązują zasady grawitacji. Taki jest piąty album studyjny Naxatras zatytułowany po prostu "V", czyli w duchu trzech ostatnich krążków zespołu (tytuł pierwszego to nazwa zespołu). W trackliście albumu znalazło się osiem utworów, które są niczym statek kosmiczny - przeniosą Cię, słuchaczu, na całkowicie inną planetę. Odnajdziemy tu bowiem muzykę z pogranicza psychodelicznego tripu i space rocka. Gęste aranżacje, całkowicie nieodporne na rewelacyjne partie gitarowe Johna Deliasa, są niczym trucizna wstrzykiwana prosto do żył. Te gitary, niby niezdarne i serwowane jakby w strzępach, zostają w pamięci na długo. Słyszysz aranże John Deliasa, Pantelisa Kargasa, Johna Vagenasa, Kostasa Charizanisa i... tracisz świadomość. W "V" dostajemy sporo kwaśnego rocka, sporo odjechanych melodii, rewelacyjne tunele instrumentalne, nieco rytualizmów i trochę starej szkoły z pogranicza blues rocka. Wiele motywów nie uwolni się z pamięci. Zmienia się tempo utworów - na dystansie "V" muzyka kapeli zwalnia i przyspiesza, nie ma reguł, to czyste muzyczne żywioły stymulowane kwasem. Czasem odzywają się psychodeliczne głosy, częściej rządzą oryginalne struktury dźwiękowe. W sumie więc w zawartości piątego albumu Naxatras nie brakuje pomysłów całkowicie improwizowanych. "V" to totalny psychodeliczny odjazd w kierunku planet i gwiazd. Saloniki ogłaszają międzyplanetarną niepodległość.
Ocena: 9/10
"Rox" to drugi duży album niemieckiego Mihrax, na którym znalazło się łącznie osiem utworów. Brzmią tak jakby prog rock znalazł się na modowym wybiegu. Spośród na ogół długich, wielowątkowych kompozycji wyróżnia się wiedziony płynnym efektem elektronicznym numer "Black Star". Muzycy Mihrax łączą tu rockową poetykę ze swoimi inklinacjami w kierunku nośnego, przystępnego brzmienia. Riffy gitarowe Borisa Elferta i Thorstena Schlütera mają w sobie coś energetycznego i scenicznego. Uwagę zwraca też wokal w wykonaniu tego pierwszego. Często jakby mutuje w kierunku legendarnego Klausa Meine, rzadziej ulega aż nazbyt przebojowym zapędom Mihrax. W każdym razie na "Rox" odnajdziemy też sporo przestrzeni instrumentalnych, niektóre z nich wydają się aż nazbyt przeciągnięte. Kapela potrafi też mocniej przyłożyć na instrumentach, aby niespodziewanie złagodzić swój sound subtelnymi partiami, co skutecznie buduje efekt wciągającej rockowej dramy ("What You Gonna Do?", "Stuck In A Maze"). Krótsze numery w wykonaniu Mihrax są totalnym miszmaszem. Rockowy hymn ("Stench") miesza się z folkowym minimalizmem ("If The Music Dies"), a maślana do granic absurdu ballada, której nie ratuje nawet świetna solówka gitarowa ("Unknown Yet") wchodzi w korespondencję z futurystycznymi zestawami szarpnięć, uderzeń i transmisji live wprost z nowoczesnych pecetów ("Hang It Up!"). Czysta progresja. Znajdziesz tu wszystko, nawet dziwactwa. W sumie więc "Rox" ma w sobie jakąś niezidentyfikowaną przeze mnie sprzeczność. Niektóre momenty w wykonaniu Mihrax wgniatają w ziemię, część fragmentów albumu przeciera szlaki, a inne nieco irytują swoją pobłażliwością wobec dźwięku. Warto wypracować swoją własną opinię. Na pewno nie można przejść obojętnie obok "Rox".
Ocena: 7/10
Jestem mieszkańcem Europy Środkowo-Wschodniej. Pomiędzy długością i szerokością geograficzną, w której żyję często otaczają mnie szarości, cienie i mroki. Zamykam oczy. Włączam album "Subsounds" Atomic Time. Mija kilka chwil. Właśnie przeniosłem się do miejsca, z którego nie zamierzam wracać. To Bauru, miasto w Brazylii, gdzie właśnie odbywa się transcendentalna transmisja dźwięku. Wow! Drugi duży album kapeli Atomic Time to prawdziwa podróż do tajemniczej kopalni dźwięku, którą słuchacze zechcą odkrywać z pasją. Minimalistyczne, niemalże leniwe partie instrumentalne, brzmią eksperymentalnie. Kapela łączy różne muzyczne tkaniny - post rocka, drone, ambient i klasycznego rocka. Usłyszymy tu nawet dźwięki brazylijskiej dżungli. W przejmującej, spopielonej niczym współczesne ludzkie serca muzyce, często wybrzmiewa minimalistyczna modlitwa, w dodatku całkowicie pozbawiona odporności na te elektroniczne, ale też całkiem rzeczywiste efekty otaczającego nas świata. Pięć nowych utworów Atomic Time, tworzących album "Subsounds", to podróż do świata marzeń sennych, oniryzmu i sugestywnego noir. W muzyce kapeli nie brakuje nawiązań do brazylijskiej tożsamości zespołu. Daje się to szczególnie odczuć na poziomie serwowanych tu i ówdzie partii wokalnych Rogera Lopesa oraz niektórych zagrywek w sekcji gitarowo-perkusyjnej w wykonaniu Pedro D'Incao, Fernando Limy i Humberto Ziglera. Rockowe momenty wyłamują jednak ogólną konwencję "Subsounds". Odpowiedzialny za atmosferę albumu Gabriel D'Incao jest celebransem panicznego ambientu wywodzącego się z dżungli. Szykujcie się więc na długie minuty cichych pejzaży rozrywanych małymi, minimalistycznymi thrillerami, czy też długie przestrzenie instrumentalne, jakby improwizowane, demoniczne, mroczne, ale jakże prawdziwe i uczciwie zagrane. Są tu też słowa, są riffy, nie brakuje krótkich, dzikich improwizacji instrumentalnych (z naciskiem na gitarę!), ale nade wszystko brzmi muzyka, o której nie można zapomnieć. To jak artystyczny narkotyk aplikowany przed snem. Osobista rozmowa z Bogiem, jeśli tak chcielibyście postawić sprawę.
Ocena: 9/10




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz