niedziela, 27 sierpnia 2017

Steven Wilson "To The Bone" (recenzja)

Do kości. Do korzeni. Jeden z najważniejszych współczesnych twórców rocka progresywnego, wizjoner i eksperymentalista, człowiek obdarzony niezwykłą emocjonalnością, czyli Steven Wilson, powrócił z piątym solowym dużym albumem studyjnym. Dzieło zatytułowane "To The Bone" miało być według Anglika dosłownym powrotem do korzeni. Steven Wilson chciał zarejestrować materiał pozbawiony doniosłego konceptu i wyrafinowanych form, album składający się z zestawu piosenek inspirowanych twórczością takich muzyków jak choćby David Bowie czy Prince, czyli o wiele bardziej przyjazny dla masowego słuchacza, niż wszystkie inne dotychczasowe solowe nagrania Stevena Wilsona. Te założenia jednak nie zostały w pełni zrealizowane. Pomimo, że "To The Bone" w dużej części zabiera do świata nośnych, pokolorowanych retro stylistką dźwięków, to nie można odmówić mu wyrafinowania, właściwej temu artyście wizji podszytej eksperymentalizmem, czy też po prostu wielkiego kunsztu w tworzeniu muzyki wyprzedzającej o dystans pół-maratoński wielu innych współczesnych twórców rocka progresywnego. Ten materiał to także pod wieloma względami nawiązanie do twórczości artysty w ramach legendarnego Porcupine Tree.

Żaden z dotychczasowych albumów solowych Stevena Wilsona nie nawiązywał tak mocno do nagrań wspomnianej kapeli, jak ma to miejsce w przypadku "To The Bone" zarówno jeśli chodzi o zarejestrowaną muzykę, jak również wyśpiewane słowa. Tak jak wspomniałem krążkowi nie towarzyszy forma koncepcyjna, ale wciąż mówi o rzeczach ważnych. Otóż w jedenastu nowych utworach Stevena Wilsona dominują refleksje na temat problemów współczesnego świata. Nie są to refleksje optymistyczne. Steven Wilson oskarża. Jest niczym Émile Zola i jego słynne: "J'accuse…!". Zmienia się wszak kontekst wykrzyczanych słów, ale nie zmienia się ich waga. Świat oszalał, odrzucając moralność i człowieczeństwo, dlatego dziś niektórzy muzycy próbują przywrócić równowagę moralną w świadomości ludzi. W ten sposób Steven Wilson nie pozostaje obojętny na problemy uchodźców, którzy opuszczają swoje we krwi utopione ziemie w poszukiwaniu lepszego życia. To życie w cywilizowanej Europie często nie następuje, stanowiąc przedłużenie domowego koszmaru. Steven Wilson więc protestuje odwołując się do sensu człowieczeństwa. Ponadto album "To The Bone" to także wyznanie angielskiego twórcy na temat nowoczesności i jej wszelkich elektronicznych dobrodziejstw. Anglik męczy się nowoczesnością, w której życie zostało przeniesione do poziomu transmisji danych. Wiele z utworów na krążku "To The Bone" są pewnego rodzaju fragmentami spowiedzi Stevena Wilsona. To jego wyznanie grzechu złości i zmęczenia wobec otaczającego go świata. Artysta dostrzega wśród współczesnych ludzi pustkę, z której rodzi się mrok, a następnie ciche odchodzenie w objęciach owego mroku. W sumie więc pomimo, że "To The Bone" nie wiąże się w wyraźnej formie koncepcyjnej, to mówi o człowieku, jego kondycji w XXI wieku i problemach, w tym psychicznych, jakie go dręczą. Mówi też o nieświadomości ludzi, która dla Stevena Wilsona wydaje się niezrozumiała.

Pod względem muzycznym artysta w dochodzeniu do swoich korzeni, w progresywnym korytarzu znaczeń, zaproponował słuchaczom kilka łatwo wchodzących utworów, takich jak tytułowy "To The Bone". To bowiem trwająca prawie siedem minut kompozycja, która opiera się na lekkim, swobodnym klimacie. Jej rockowy rdzeń często wdaje się w nośne dialogi pomiędzy instrumentami. Mroczne intro rozbija się tu w okamgnieniu o aktywną gitarę, a wokale Stevena Wilsona w swej lekkości sygnalizują, że jego nowy album solowy przynajmniej w pewnej części będzie kierował się w okolice bardziej przystępnych propozycji, niż miało to miejsce do tej pory w jego twórczości. W zawartości "To The Bone" Steven Wilson także celebruje życie, co może nie wszystkim przypaść do gustu, tak jak jeden z singli promujących dzieło, czyli kompozycja  "Permanating". To z jednej strony przemyślana, wchodząca nawet nieco w stylistykę pop rocka kompozycja, zaś z drugiej odważna, utrwalająca wizjonerstwo Anglika prowokacja, która łączy wpływy klasycznego rocka z twórczością zespołu ABBA. Jest w tym trochę przewrotności. Z jednej strony Steven Wilson pokazuje przecież tragedię uchodźców oraz ich codzienne dramaty, zaś z drugiej daje upust celebrowaniu życia, wartościom, które uchodźcy (...lub ludzie z innego, niż europejski kręgu kulturowego) wnoszą do naszej cywilizacji. Konkluzja pozostaje taka, iż Steven Wilson stawia przede wszystkim na człowieka. Bez względu na jego pochodzenie, wyznanie, kolor skóry czy rasę, liczy się człowiek. Z tego też powodu album "To The Bone" zawiera kilka nośnych utworów, aby miały one szansę trafić do jak najszerszego grona odbiorców. Do każdego człowieka. 

And search for a place you can breathe again
It's not a crime

W każdym razie Steven Wilson na swoim nowym krążku nie stroni też od typowych prog rockowych standardów, utworów w konwencji w jakiej wiele zarejestrował już w barwach Porcupine Tree, czyli osadzonych w sprawdzonych, dynamicznych dźwiękach gitary, sprawnych przejściach pomiędzy kolejnymi partiami instrumentów i charakterystycznym wokalu, vide "Nowhere Now", "The Same Asylum As Before" czy "Song Of Unborn". To Steven Wilson jakiego znamy przede wszystkim z Porcupine Tree, na ogół z ostatnich nagrań tej kapeli, rzadziej z nagrań solowych artysty, w których zwykle próbował eksperymentować. W sumie więc album "To The Bone" stanowi też wyraźne nawiązanie do klasycznych nagrań drugiej fali angielskiego rocka progresywnego. Niemniej o ile trzy wymienione utwory to raczej standardowe, solidne przykłady dużych możliwości Stevena Wilsona, o tyle kompozycja "People Who Eat Darkness" okazuje się wciągającym, dynamicznym utworem, opartym na żywym jeżozwierzowym klimacie. To fantastyczna propozycja, przypominająca o wielkim dziedzictwie rocka progresywnego sygnowanego inicjałami SW. Podobnie jest zresztą w niemal finałowym momencie albumu "To The Bone". Wszakże trwająca przeszło dziewięć minut kompozycja "Detonation" mogłaby być równie dobrze nowym utworem w repertuarze Porcupine Tree. Wielowątkowa struktura utworu, stopniowo budowane napięcie, nagłe zwroty klimatu, uduchowione przestrzenie, fantastyczne oldschoolowe improwizacje, a to wszystko wypełnione świetnymi partiami instrumentalnymi (szczególnie w sekcji gitarowej) i świetnym wokalem, tworzą magiczny efekt sentymentalny, tak jakby dawny zespół Anglika powrócił właśnie do regularnego grania. Jestem w stanie zaryzykować opinię, że "Detonation" to jeden z najlepszych prog rockowych kawałków Stevena Wilsona w przekroju całej jego twórczości.  

They are all gonna fall
But I will take it back

Steven Wilson to jednak nie tylko najwyższe standardy gatunku. Jego wielkość polega na tym, iż wokół dobrych, niekiedy rzemieślniczych, a niekiedy porywających prog rockowych patentów, potrafi stworzyć magiczny klimat. Tej magii albumowi "To The Bone" z pewnością dodała zjawiskowa Ninet Tayeb. Izraelska wokalistka, znana już ze współpracy z Anglikiem choćby na jego ostatnim albumie "Hand. Cannot. Erase.", zaśpiewała w utworze "Pariah", będącym jedną z najpiękniejszych ballad w całej dyskografii Stevena Wilsona. Artysta zmęczony nowoczesnością wdał się w fantastyczny dialog z jedną ze swoich muz, czego rezultatem jest wzruszająca, piękna kompozycja. To jeden z diamentów w bogatej twórczości Anglika. Natomiast inny z utworów zaśpiewany na "To The Bone" w duecie z Ninet Tayeb, czyli "Blank Tapes", to już raczej forma miniaturowa, mniej magnetyczna od "Pariah", stanowiąca jednak ważne uzupełnienie tracklisty. Na krążku zaprezentowała się także inna wokalistka, tj. Sophie Hunger, będąca najważniejszą postacią utworu "Song Of I". To z kolei najbardziej wyraźna eksperymentalna forma na krążku "To The Bone". Kompozycja podszyta elektroniką okazuje się mrocznym, zwieńczonym poruszającym finałem przeżyciem. Steven Wilson śpiewa tu jakby do swojego echa, a to echo okazuje się nader atrakcyjne, nieco też tajemnicze. Warto dodać, że na wymianach wokalnych pomiędzy Stevenem Wilsonem a Ninet Tayeb i Sophie Hunger nie kończy się lśnienie diamentów w zawartości albumu "To The Bone". Kompozycja "Refuge", mówiąca o migracjach arabskich uchodźców do Europy, to niezwykle doniosła, pełna uniesień wokalnych i głębokich partii instrumentalnych odpowiedź Anglika na pytanie o człowieczeństwo. Steven Wilson, trochę jak Roger Waters na swojej nowej płycie, stanął w obronie styranych życiem ludzi tworząc potężną balladę z elementami gitarowej klasyki w tle. Utwór "Refuge" to korytarze dźwięków, w tym wyjątkowa solówka gitarowa i przeszywająca duszę autonomia z piękną harmonijką na czele, które są ważnymi symbolami ważności albumu "To The Bone". 

I gave up all the late nights
I gave up haunting bars

To dzieło okazuje się więc kolejnym wielkim albumem Stevena Wilsona, który umieścił tu utwory napisane i zagrane w szerokiej, najczęściej intrygującej lub porywającej formule. Angielski wizjoner muzyki na krążku "To The Bone" wprowadził wiele elementów czyniących jego muzykę bardziej przystępną dla masowego odbiorcy, aby zarazem przypomnieć słuchaczom o swoich korzeniach. W dużej części album "To The Bone" brzmi tak jakby miał to być następny materiał Porcupine Tree, co jest fantastyczną rekomendacją tego dzieła. Tym razem na solowym albumie Stevena Wilsona nie zabrakło także pomysłów eksperymentalnych, ale ich natężenie nie jest tak duże, jak w przypadku poprzednich nagrań Anglika. Muzyk zrezygnował także z konceptu, aby zaproponować jedenaście utworów powiązanych ze sobą na zasadzie skojarzeniowej, mówiącej o różnych problemach współczesnego świata i jego mieszkańców. Całość stanowi więc kolaż kontrastów zarówno pod względem instrumentalnym, jak również lirycznym, nad którym to kolażem zapanować potrafi właśnie tylko Steven Wilson. To wielki artysta, który albumem "To The Bone" potwierdza, że nie boi się ryzyka, jakim jest popularyzacja brzmienia swoich utworów, ani sentymentów, jakimi są liczne nawiązania do fonograficznej przeszłości swojej kapeli. Nade wszystko to człowiek, którego muzyka jest po prostu piękna. Temu pięknu, tak po prostu, należy się najwyższe uznanie.

Ocena: 10/10

Steven Wilson (zdjęcie: Lasse Hoile)
O albumie w skrócie...

Skład: Steven Wilson (b, efekty, g, ik, melo, w), a także Jeremy Stacey (p), Pete Eckford (ip), Adam Holzman (ik, smyczki), Mark Feltham (harmonijka ustna), Ninet Tayeb (w), Dave Kilminster (w), Jasmine Walkes (w), Paul Draper (efekty), Craig Blundell (p), Robin Mullarkey (b), Necro Deathmort (efekty, w), Paul Stacey (g), Nick Beggs (b), Sophie Hunger (w), David Kollar (g) oraz Londyńska Orkiestra Sesyjna w aranżacji Dave'a Stewarta
 
Tracklista: 
1. To The Bone
2. Nowhere Now
3. Pariah
4. The Same Asylum As Before
5. Refuge
6. Permanating
7. Blank Tapes
8. People Who Eat Darkness
9. Song Of I
10. Detonation
11. Song Of Unborn       

Rok wydania:
2017
       
Kraj:   
Wielka Brytania

Produkcja:
 

Steven Wilson

Dystrybucja:

Caroline Records

Gatunek:
 

Rock Progresywny

Podsumowując: "Konkluzja pozostaje taka, iż Steven Wilson stawia przede wszystkim na człowieka. Bez względu na jego pochodzenie, wyznanie, kolor skóry czy rasę, liczy się człowiek"

Konrad Zola

*Przeczytaj recenzję poprzedniego materiału Stevena Wilsona pt. "Hand. Cannot. Erase.".

2 komentarze:

  1. Gratuluję recenzji. Uważam, że ostatnia płyta Wilsona jest bardzo dobra. Niezwykle przystępna, jak na Stevena, muzyka, której można słuchać bez końca.
    P.S.
    Na stronę progresjapozmroku trafiłem przypadkiem szukając informacji o Leprous. Myślę, że zostanę stałym bywalcem tej strony internetowej. Szacunek dla autora za wiedzę i umiejętność pisania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa. Zapraszam jak najczęściej. Niebawem organizuję konkurs, w którym będą do wygrania płyty. Pozdrawiam!

      Usuń