Po
dobrze przyjętym zeszłorocznym debiutanckim albumie "Me and Reality"
kielecka kapela Wave nie zwalnia tempa. Właśnie ukazał się jej drugi
album studyjny, który nosi tytuł "Between" i zawiera dziewięć kompozycji
utrwalających muzyczną tożsamość zespołu. Jest to album podobny do
debiutu. Otrzymujemy tu bowiem dużą dawkę melancholii, tajemnicy i
mroku, które to stany rozkładają się pomiędzy preferowanymi przez Wave
przestrzeniami a rockowymi zadziorami. Album "Between" jest więc z
jednej strony propozycją dla uwrażliwionych słuchaczy, tych, którzy
docenią oniryczne akcenty w twórczości kieleckiego zespołu, zaś z
drugiej to coraz bardziej śmiałe próby wykorzystania klasycznych
rockowych patentów, gitarowych riffów i dynamicznych partii perkusji,
które umożliwiają kapeli dotarcie do szerszej publiczności. Można więc
powiedzieć, że "Between" to jeszcze więcej Wave, jakiego można było się
spodziewać.
Od wydania poprzedniego albumu skład kapeli nie uległ zmianom, choć warto dodać, że w zawartości nowego krążka gościnnie udzieliła się skrzypaczka Antonina Gorzelak. Wciąż jednak prym wiedzie tu piątka muzyków w składzie Grzegorz Opałko, Marcin Wrona, Artur Ramiączek, Wojciech Lisowicz i Krzysztof Tomczyk, przy czym za warstwę liryczną albumu, przepełnioną wątpliwościami i dylematami w poszukiwaniu samego siebie, odpowiadają nieustannie Opałko i Wrona. Wydawnictwo charakteryzuje się oszczędnym wydaniem, ale próby zespołu w dążeniach do zauważenia ich muzyki powinny wkrótce przynieść spodziewane rezultaty. Album "Between" zawiera bowiem muzykę, która powinna spodobać się słuchaczom prog rocka i art rocka ze szczególnymi tendencjami w kierunku mrocznego, w zasadzie smutnego nastroju, idealnego na wypełnione nocą pory roku.
Album rozpoczyna się od mrocznego utworu "Illusion", fragmentami przywodzącego na myśl surowe dokonanie Guess Why (...czy ktoś pamięta ten zespół?), tak jakby w twórczości Wave znajdowały się niewypowiedziane dotąd dostatecznie mocno pokłady lęku, niepewności, ale też i buntu wobec otaczającej nas rzeczywistości. Słowa: "Some people think that future can be planned [...] some things may close but it'll nothing change" temu spopielonemu wrażeniu tylko dodają wymowy, pogłębiają je, wpisując się do świadomości słuchacza. Tak oto wokół nieregularnego wokalu - śpiewanego, mówionego, wykrzyczanego - muzycy Wave wykreowali mroczną aurę. W istocie, tak jak wspomniałem na wstępie, mrok stanowi dobrą definicję albumu "Between". Mrok i melancholia. Najdłuższy na płycie utwór tytułowy, będący też jej zamknięciem, dobrze te stany oddaje. Otrzymujemy tu wszak taniec człowieka na jego własnych emocjach, poszukującego wyjścia z trudnego stanu psychicznego w jakim się znalazł, niemalże rozpaczliwej próby wydostania się z mrocznej melancholii, która objęła go swoim zasięgiem. Człowiek tańczy na granicy życia i śmierci, tak jak wiele osób nieradzących sobie dziś z przytłaczającą codziennością, co w finałowym utworze albumu "Between" świetnie oddają zarówno słowa, jak również muzyka. To Wave w swej muzyce niezwykle przestrzenny, naznaczony licznymi akcentami (instrumenty klawiszowe, gitara), ale też miejscami zaskakujący.
Na krążku często chodzi o akcenty. W kompozycji "Lost" o smutnej balladowej wymowie uwagę zwracają piękne partie klawiszowe Lisowicza, które w przejmującym kolażu z akcentami smyczkowymi tworzą tak bliską Wave melancholię. Tymczasem utwór "Should Something Say" to już hipnotyzujące, zaprezentowane jakby w tunelu, wstawki instrumentalne (...również smyczki), które kreują tło dla pełnych emocji partii wokalnych. Niekiedy te melancholijne odczucia zastępuje prog rockowa, nieomal leniwa aura, jak w rozbudowanym utworze "Midsummer", który ostatecznie nieco wyłamuje klimat albumu, tak jakby muzycy Wave chcieli zaprezentować się z optymistycznej strony. Przeczą temu jednak słowa, które mogą uchodzić za retrospekcję dla rozważań człowieka uwięzionego w przytłaczającym go depresyjnym stanie. Warto dodać, że w zawartości albumu "Between" muzycy Wave niekiedy przyspieszają, sięgając charakterystycznych rockowych standardów instrumentalnych ("Rat", "Trash", "Aftertaste"), przy czym wyraźne progresywne zacięcie zespołu sprawia, iż po Wave nie wiadomo czego się spodziewać. To atut. Wspomniana kompozycja "Rat" niekiedy bywa dynamicznym, rockowym popisem instrumentalistów Wave, aby w swej nagłości rozbić się o formy przestrzenne. Zespół nie stroni też od eksperymentów, sięgając nieco do patentów elektronicznych, jak w wywołanym utworze "Rat", czy też w kompozycjach "Trash" i "Another Day". To z jednej strony świadczy o wszechstronności muzyków kieleckiego zespołu, ale z drugiej dowodzi, iż poszukiwanie własnego stylu przez twórców Wave nie zostało jeszcze w pełni ukończone.
Z pewnością jednak wiele pomysłów już teraz sygnalizowanych przez kapelę stanowi obietnicę, że Wave jest blisko wyrobienia swojej własnej marki. Nie myślę tylko o przyciągającym i zarazem bardzo nostalgicznym klimacie, ale też o samych strukturach utworów i wykorzystanych tam patentach. Wspomniana kompozycja tytułowa stanowi najlepszy przykład możliwości Wave w tworzeniu utworów wielowątkowych, ale warto też dać się zaskoczyć np. numerowi "Trash", który na nieco ponad czterech minutach okazuje się zagadkową propozycją. Dla równowagi warto zauważyć, że niektóre utwory mogłyby zostać bardziej rozbudowane przez zespół. Wcześniej wspominany "Midsummer" sprawia wrażenie jakby urywał się, a nie kończył - w niektórych innych utworach też można odczuć pewien niedosyt zastosowanych pomysłów instrumentalnych. Niestety brzmienie albumu, tak jak w przypadku "Me and Reality", wciąż pozostawia trochę do życzenia. W sumie jednak drugi duży album studyjny Wave okazuje się dobrym materiałem. Dzieło wydane dość szybko po debiucie pozwala utrwalić w świadomości słuchaczy obecność kieleckiej kapeli na krajowym rynku muzycznym, szczególnie wśród poszukiwaczy mroku i melancholii. Tego na krążku "Between" nie brakuje, ponieważ Wave tworzy dziś pochmurną muzykę. Odwrotnie do przyszłości jaka rysuje się przed zespołem.
Od wydania poprzedniego albumu skład kapeli nie uległ zmianom, choć warto dodać, że w zawartości nowego krążka gościnnie udzieliła się skrzypaczka Antonina Gorzelak. Wciąż jednak prym wiedzie tu piątka muzyków w składzie Grzegorz Opałko, Marcin Wrona, Artur Ramiączek, Wojciech Lisowicz i Krzysztof Tomczyk, przy czym za warstwę liryczną albumu, przepełnioną wątpliwościami i dylematami w poszukiwaniu samego siebie, odpowiadają nieustannie Opałko i Wrona. Wydawnictwo charakteryzuje się oszczędnym wydaniem, ale próby zespołu w dążeniach do zauważenia ich muzyki powinny wkrótce przynieść spodziewane rezultaty. Album "Between" zawiera bowiem muzykę, która powinna spodobać się słuchaczom prog rocka i art rocka ze szczególnymi tendencjami w kierunku mrocznego, w zasadzie smutnego nastroju, idealnego na wypełnione nocą pory roku.
Album rozpoczyna się od mrocznego utworu "Illusion", fragmentami przywodzącego na myśl surowe dokonanie Guess Why (...czy ktoś pamięta ten zespół?), tak jakby w twórczości Wave znajdowały się niewypowiedziane dotąd dostatecznie mocno pokłady lęku, niepewności, ale też i buntu wobec otaczającej nas rzeczywistości. Słowa: "Some people think that future can be planned [...] some things may close but it'll nothing change" temu spopielonemu wrażeniu tylko dodają wymowy, pogłębiają je, wpisując się do świadomości słuchacza. Tak oto wokół nieregularnego wokalu - śpiewanego, mówionego, wykrzyczanego - muzycy Wave wykreowali mroczną aurę. W istocie, tak jak wspomniałem na wstępie, mrok stanowi dobrą definicję albumu "Between". Mrok i melancholia. Najdłuższy na płycie utwór tytułowy, będący też jej zamknięciem, dobrze te stany oddaje. Otrzymujemy tu wszak taniec człowieka na jego własnych emocjach, poszukującego wyjścia z trudnego stanu psychicznego w jakim się znalazł, niemalże rozpaczliwej próby wydostania się z mrocznej melancholii, która objęła go swoim zasięgiem. Człowiek tańczy na granicy życia i śmierci, tak jak wiele osób nieradzących sobie dziś z przytłaczającą codziennością, co w finałowym utworze albumu "Between" świetnie oddają zarówno słowa, jak również muzyka. To Wave w swej muzyce niezwykle przestrzenny, naznaczony licznymi akcentami (instrumenty klawiszowe, gitara), ale też miejscami zaskakujący.
Na krążku często chodzi o akcenty. W kompozycji "Lost" o smutnej balladowej wymowie uwagę zwracają piękne partie klawiszowe Lisowicza, które w przejmującym kolażu z akcentami smyczkowymi tworzą tak bliską Wave melancholię. Tymczasem utwór "Should Something Say" to już hipnotyzujące, zaprezentowane jakby w tunelu, wstawki instrumentalne (...również smyczki), które kreują tło dla pełnych emocji partii wokalnych. Niekiedy te melancholijne odczucia zastępuje prog rockowa, nieomal leniwa aura, jak w rozbudowanym utworze "Midsummer", który ostatecznie nieco wyłamuje klimat albumu, tak jakby muzycy Wave chcieli zaprezentować się z optymistycznej strony. Przeczą temu jednak słowa, które mogą uchodzić za retrospekcję dla rozważań człowieka uwięzionego w przytłaczającym go depresyjnym stanie. Warto dodać, że w zawartości albumu "Between" muzycy Wave niekiedy przyspieszają, sięgając charakterystycznych rockowych standardów instrumentalnych ("Rat", "Trash", "Aftertaste"), przy czym wyraźne progresywne zacięcie zespołu sprawia, iż po Wave nie wiadomo czego się spodziewać. To atut. Wspomniana kompozycja "Rat" niekiedy bywa dynamicznym, rockowym popisem instrumentalistów Wave, aby w swej nagłości rozbić się o formy przestrzenne. Zespół nie stroni też od eksperymentów, sięgając nieco do patentów elektronicznych, jak w wywołanym utworze "Rat", czy też w kompozycjach "Trash" i "Another Day". To z jednej strony świadczy o wszechstronności muzyków kieleckiego zespołu, ale z drugiej dowodzi, iż poszukiwanie własnego stylu przez twórców Wave nie zostało jeszcze w pełni ukończone.
Z pewnością jednak wiele pomysłów już teraz sygnalizowanych przez kapelę stanowi obietnicę, że Wave jest blisko wyrobienia swojej własnej marki. Nie myślę tylko o przyciągającym i zarazem bardzo nostalgicznym klimacie, ale też o samych strukturach utworów i wykorzystanych tam patentach. Wspomniana kompozycja tytułowa stanowi najlepszy przykład możliwości Wave w tworzeniu utworów wielowątkowych, ale warto też dać się zaskoczyć np. numerowi "Trash", który na nieco ponad czterech minutach okazuje się zagadkową propozycją. Dla równowagi warto zauważyć, że niektóre utwory mogłyby zostać bardziej rozbudowane przez zespół. Wcześniej wspominany "Midsummer" sprawia wrażenie jakby urywał się, a nie kończył - w niektórych innych utworach też można odczuć pewien niedosyt zastosowanych pomysłów instrumentalnych. Niestety brzmienie albumu, tak jak w przypadku "Me and Reality", wciąż pozostawia trochę do życzenia. W sumie jednak drugi duży album studyjny Wave okazuje się dobrym materiałem. Dzieło wydane dość szybko po debiucie pozwala utrwalić w świadomości słuchaczy obecność kieleckiej kapeli na krajowym rynku muzycznym, szczególnie wśród poszukiwaczy mroku i melancholii. Tego na krążku "Between" nie brakuje, ponieważ Wave tworzy dziś pochmurną muzykę. Odwrotnie do przyszłości jaka rysuje się przed zespołem.
Ocena: 8/10
Podsumowując: "Jest to album podobny do debiutu. Otrzymujemy tu bowiem dużą dawkę melancholii, tajemnicy i mroku"
Skład: Grzegorz
Opałko (g, w), Marcin Wrona (g, w), Artur Ramiączek (ip, p), Wojciech
Lisowicz (ik, w), Krzysztof Tomczyk (b), a także gościnnie Antonina
Grzelak (skrzypce)
|
|
Tracklista:
1. Illusion
2. Rat 3. Lost 4. Trash 5. Midsummer 6. Another Day 7. Aftertaste 8. Should Something Say 9. Between Rok wydania: 2018 | Kraj: Polska Produkcja: Wave Dystrybucja: Lynx Music Gatunek: Rock Progresywny |
Podsumowując: "Jest to album podobny do debiutu. Otrzymujemy tu bowiem dużą dawkę melancholii, tajemnicy i mroku"
Konrad Zola


Ahh, aż szkoda, że tylko dziewięć!
OdpowiedzUsuń